Prostota i minimalizm to również oszczędzanie!

Minimalizm czy prostota w życiu codziennym to tematy tak obszerne, że z pewnością wciąż nie powiedziano o nich wszystkiego. Jednak nie zmienia to faktu, że nie przestanę chyba powtarzać jednego: prostota ułatwia. Bardzo wiele ułatwia! Jakkolwiek by to nie brzmiało, jakkolwiek by tego nie interpretować – tak po prostu jest.

Bo mniej rzeczy to mniej sprzątania, mniejszy ciężar przy ewentualnej przeprowadzce, mniej negatywnych emocji czy doznań. I o tym już pisałam tutaj, i tutaj, również tutaj. O czym jeszcze nie pisałam? O tym, jak minimalizm pozwolił nam… oszczędzać!

***

Zależność jest tak naprawdę prosta: mniej kupujemy więc mniej wydajemy. Mniej wydajemy, czyli można – dla przykładu – więcej odłożyć. Wydawałoby się to logiczne. I jest to oczywiście prawda! Poza tym, co oczywiste – jest jeszcze kilka innych sposobów na to by w prostocie codziennego życia, znajdować źródła oszczędności, nie tylko pieniędzy. I wbrew pozorom, nie są jakimiś ogromnymi wyrzeczeniami czy udręczeniami.

Przykład pierwszy: zamiast gromadzić – dajemy drugie życie

Dokładnie rozważamy los każdego przedmiotu, który przestaje nam służyć. Mały Człowiek wyrósł z łóżeczka. Pierwszego, drugiego – w końcu trzeciego. Gdybym je gromadziła, miałabym teraz trzy niemowlęce łóżeczka upchnięte gdzieś w jakimś schowku.  Nie mamy żadnego z nich. Skarbonka domowa z kolei ma z tego tytułu kilka banknotów więcej wewnątrz. Nierozsądne byłoby gromadzić je, skoro nawet nie wiedziałam wówczas, czy kiedykolwiek będą mi znów potrzebne. A gdy już B. do nas dołączył i podjęliśmy temat, uznaliśmy że jest to tak odległa wizja, że sensu większego nie ma w trzymaniu czegokolwiek dla drugiego malucha.

Przykład drugi: rozsądne zakupy

Czy tego potrzebujemy naprawdę? Czy możemy się bez tego obejść? Czy nie da się tego czymś zastąpić, ewentualnie poczekać na lepszą okazję? Czy nie mamy już czegoś bardzo podobnego lub nawet tego samego? Czy naprawdę tego chcemy? Tak naprawdę wystarczy zastanowić się chociaż kilka minut, ewentualnie odczekać dzień czy dwa – by stwierdzić, że tak naprawdę to, co wydawało się nam niezbędne, takim nie jest. Warto skłaniać się ku takim przemyśleniom, pozwala to uniknąć pułapki gromadzenia. Na dodatek gromadzenia czegoś, czego wcale nie potrzebujemy. U nas ten sposób sprawdza się jak żaden inny.

Przykład trzeci: nie podążamy za przemijającymi trendami

I nie tyczy się to jedynie ubrań. Chociaż to akurat najprostszy z przykładów. Na to hasło – pierwsze co widzi moja wyobraźnia to limonkowe kurtki. Nie wiem, dlaczego ale ta przemijająca moda najbardziej utkwiła w mojej pamięci. Serio! Wysyp żarówiastych kurtek na mieście nie był trudny do zauważenia przecież… A to tylko jeden z setek przykładów jakie można przytoczyć. Lateksowe leginsy chociażby. Bolerka tak zwane chociażby. Dżinsowe szorty wycięte do połowy pośladków chociażby. I tak dalej i dalej. Tego typu trendy przemijają szybciej niż mogłoby się wydawać, co gorsza – nic nie wnoszą. Bo takie ubrania nie są ani stylowe, ani uniwersalne ani zwyczajnie ładne. Przejściowe szaleństwa typu wymienionych wyżej najlepiej omijać szerokim łukiem i zbywać pobłażliwym uśmiechem. Nic nie stracimy.Wszystko, co udało nam się nabyć, gdy było chwilowo modne a już nie jest i teraz wręcz  wstydliwym jest posiadanie takich ubrań – powinno wylecieć z szafy i stanowić nauczkę: nie ulegać chwilowej modzie na coś!

Przykład czwarty: gospodarujemy każdym metrem kwadratowym

Mieszkając w małym mieszkaniu w bloku, szanujemy każdy metr kwadratowy. Dwie szafy w zabudowie, ograniczona ilość rzeczy i przemyślany system przechowywania – pozwalają nam mieć niewiele mebli ponad te dwie szafy. Poza kuchnią, zabudowanymi półkami nad i pod telewizorem oraz komodą w sypialni – potrzebujemy tak naprawdę jeszcze tylko jakiejś witrynki na wszelkie szkło i jemu podobne. Nie wyobrażamy sobie nawet tego by mieć zastawiony każdy możliwy kąt w domu. Nawet nie mielibyśmy czym takowych mebli zapełniać – bo nie mamy przecież aż tylu rzeczy. I to jest fajne. Bo mamy niewielkie mieszkanie a tak naprawdę posiadamy sporą przestrzeń. Na tyle sporą, że… zimą Mały Człowiek jeździł po domu rowerem. 😉 I mimo że od tamtej pory zmieniliśmy mieszkanie, umeblowanie czy zaistniała jakaś tam rotacja przedmiotów, ze spokojem mógłby jeździć i tutaj wspomnianym rowerem.

***

Wyobraźmy więc teraz sobie, że żyjemy w świecie, w którym czujemy się niezwykle lekko a widoki dookoła sprawiają nam tylko i wyłącznie przyjemność. Nic nie powoduje, że czujemy się jakkolwiek ociężale czy nieswojo. Nie ma nic, co by nas drażniło. Wszystko ma swoje określone miejsce, doskonale wiemy, gdzie szukać konkretnych przedmiotów. Otacza nas kojący ład, harmonia i przestrzeń. Kuszące, prawda? Najlepsze w tym wszystkim jest to, że każdy z nas jest zaledwie o krok od takiego efektu. Wystarczyłoby wyeliminować pewne nawyki i nabrać dystansu do posiadania. Określić, co naprawdę chcemy posiadać, z czego możemy zrezygnować dla naszego dobra a czym po prostu przestać się przejmować. Nie musimy mieć wszystkiego, co zewsząd próbuje nam się wciskać! Naprawdę!

mama-sama

6 Comments

  1. Żyjemy w czasach gdy NIESTETY ludzie swoją wartość oceniają przez posiadane przedmioty…

  2. Pamiętam tą modę na limonkowe kurtki i również jej nie rozumiałam. To wszystko wynika z szerzącego się konsumpcjonizmu. Żyjemy żeby mieć, a nie być.

  3. Uwiebiam meble z duszą, zmiana obić tapicerki itp. Na zakupy zawsze chodzę z listą więc zostają pieniądze na przyjemności ?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *