Ślub na głowie: gdzie szukać inspiracji?

Nie ma co ukrywać – jako społeczeństwo lubimy żyć według jakichś tam zasad. O ile wychodzenie poza ich granice nie wyrządza nikomu krzywdy – jest okej. Często jednak te zasady, te utarte schematy, okazują się być zwyczajnie… ciasne i powodują dyskomfort. Gdzieś w całym tym konsumpcjonizmie, zakrapianym tradycją i presją rodzin – Pary Młode zatracają siebie w gorączce ślubnych przygotowań. Zapominają, o co właściwie chodzi. Bo chodzi przecież o nich. Tylko i wyłącznie o nich. Nie o to, na ile osób będzie wesele. Nawet nie o to, jak wielki będzie tort. I nie – o ilość tiulu w sukni ślubnej też niekoniecznie chodzi.

Nam po prostu wmawiano od zawsze, że udane i wspaniałe wesele to wesele z zastępami niewidzianych od lat piętnastu wujków, kiczowatymi oczepinami i poprawinami przez calutką niedzielę. I takie przekonania o ślubie i weselu idealnym wciąż gdzieś w nas tkwią. Niestety!

Dlaczego niestety? Odpowiedź tak naprawdę wciąż pozostaje aktualna i zdania w tej kwestii nie zmienię. Ani przy przygotowaniach do własnego ślubu. Ani tuż po nich. Ani dziesięć lat później, czy nawet dwadzieścia. Jesteśmy i będziemy pewni tego w stu procentach: ślub to ma być nasz wielki dzień a goście mają nam w nim towarzyszyć. To przede wszystkim my mamy czuć się dobrze i swobodnie, to my mamy mieć piękne wspomnienia. Bo prawda jest taka, że choćby stanęło się na głowie – to i tak znajdzie się ktoś niezadowolony.

Nie, to nie jest podejście egoistyczne. Ani trochę! Egoistyczne bywa podejście rodziny, przyjaciół, gości. Kobiet, które na czyjeś wesele wkładają białą sukienkę. Gości, którzy skrajnie przesadzą z alkoholem i zwracają na siebie całą uwagę, w sposób niezwykle żenujący. I tak dalej. I dalej…

Gdzie więc szukać ślubnych inspiracji, skąd czerpać pomysły? Tak naprawdę do niedawna trudne do wyobrażenia było dla mnie to, żeby para nie miała pojęcia, jak ma ten ich dzień wyglądać. No wiecie na zasadzie: nie mamy pojęcia, jakoś to będzie. Aż pewnego dnia zasiadłam przed telewizorem, odpaliłam jakiś lifestylowy kanał i trafiłam na program, do którego zgłaszają się – delikatnie mówiąc, nieogarnięte – pary, które są daleko w lesie z przygotowaniami. Sam program znałam już wcześniej. Zdarzały się panny młode z nie do końca dopasowaną suknią, brak pomysłu na dekoracje kościoła czy stołów. Ale pierwszy raz zdarzyło mi się widzieć parę, która nie miała absolutnie żadnego pomysłu na własny ślub i wesele. Chcieli tylko jednego: by było zgodnie z trendami. Tylko tyle i aż tyle.

Smutne trochę, że panna młoda suknię wybierała pod aktualną modę, dekoracje stołów pod katalogowe pomysły czy wygląd własnego ślubnego bukietu pod gust florystki. Nasuwa mi się stare dobre powiedzonko: zastawa się a postaw się!

Nie mówię, że inspirowanie się czymś lub kimś, jest złe. Bo nie jest! Warto podglądać innych, szukać alternatywnych rozwiązań czy wizualizacji tego, co chodzi nam po głowie a czego wyobrazić sobie jakoś nie umiemy. Dla przykładu, czysto hipotetycznie: chciałabym mieć salę i stoły w bieli i szarościach ale bardzo chcę przełamać to jakimś wyrazistym kolorem. Nie jestem przekonana, czy ten kolor wprowadzić np. w kwiatach czy może lepiej w serwetkach. By sprawdzić wszystkie możliwe opcje – musiałabym nakupić różnych dodatków i próbować zestawień. Ale… przecież mamy internety! Wystarczy wygooglować, poszperać, pooglądać i już wiem, że bordo w takim zestawieniu będzie wyglądać oszałamiająco! Idę dalej. Szukam więc dalej i wiem już, jakie kwiaty do bukietu wyglądałyby najlepiej. Bo widzę bukiety innych panien młodych, dzięki czemu mogę określić, który spodobał mi się najbardziej i który również chcę mieć. Proste? Proste.

Pomysł to podstawa. Świadomość tego, jak ten nasz dzień ma wyglądać. Poszukiwanie inspiracji w detalach to droga niezwykle pomocna, bywa nawet że przełomowa – bo pozwala nam spojrzeć na swój własny pomysł świeżym okiem. Nie podążajmy jednak ślepo za tym, co widzimy w sieci czy kolorowych czasopismach. Mierzmy siły na zamiary, pomysł dopasowujmy do możliwości. Coś, co wygląda genialnie w wielkiej pałacowej sali – w kameralnej restauracyjce może wyglądać już zupełnie inaczej.

Gdyby ktoś mnie, nas w tej chwili zapytał, jak będzie wyglądać nasz dzień – odpowiedzielibyśmy  z B. niemal od razu i niemal spójnie. Przy torcie byłoby różnie – bo B. jest za tradycyjnym, ja bym szła w stronę takiego z muffinek czy makaroników. No dobra, makaroników – zdecydowanie! Ale to są detale. Bo cały zamysł mamy niemal identyczny, widzimy to podobnie i co ważniejsze: potrafimy wymienić wymarzony kolor przewodni, miejsce czy miesiąc ślubu. A szczegóły takie jak kolor winietek czy etykietki na alkohole – można dograć i na tydzień przed wielkim dniem, ze spokojem!

Odpowiem więc ostatecznie na pytanie, gdzie szukać inspiracji: w sobie! W sobie nawzajem! Rozmawiać, omawiać różne pomysły, rozważać za i przeciw kolejnych. Zrobić wszystko by scenariusz tego wielkiego dnia nie powodował poczucia dyskomfortu czy zażenowania. Zrobić naprawdę wszystko by w ten dzień czuć się komfortowo, wspominać go latami i nie musieć żałować własnych decyzji, do których ktoś nas popchnął. Bo – przypominam – to przecież nasz dzień! Wasz dzień!

I zupełnie na koniec przypomnę słowa, które napisałam tutaj jakieś dwa tygodnie temu: >> Bo w każdym, nawet najmniej istotnym punkcie z przedślubnej listy – możemy pójść własną, niewymuszoną drogą. Poczynając od listy gości, na pierwszym tańcu czy oczepinach, kończąc. I o to właśnie chodzi! By nie bać się na ten dzień planować wszystkiego pod siebie. Pamiętajmy, że goście nam towarzyszą ale nie dyktują warunki. Pamiętajmy, że to przede wszystkim nasz dzień i w tym wszystkim pamiętajmy jeszcze jedno, dla wielu oczywiste: nie da się dogodzić wszystkim. A dzień własnego ślubu to moment, gdy dogadzamy sobie. Koniec kropka! << I te słowa będę powtarzać do znudzenia. Aż do ślubu. I po ślubie. I w ogóle zawsze!

mama-sama

19 Comments

  1. Biel i szarości są takie w Twoim/Waszym stylu!! To jakaś podpowiedź? 😛

  2. Teraz jest łatwiej, wystarczy mieć kasę aby wszystkie pomysły zrealizować. Dookoła mnóstwo sal weselnych, w których wystarczy zamówić odpowiedni kolor dekoracji i menu. 20 lat temu trzeba było zrobić wszystko na własną rękę włącznie z jedzeniem i pomimo tego, ze była wynajeta kucharka każde ręce były potrzebne. W dniu ślubu pobudka o 5 rano, żeby wszystko dowieźć na miejsce i zapiąć na ostatni guzik. I wszystkie pomysły były tylko i wyłącznie z głowy bo nawet Internetu nie było 😃

  3. Nie mogę się doczekać waszego ślubu w przyszłości. To będzie na pewno piękne i takie naturalne jak Wy!!

  4. Święte słowa! To wasze święto i nie ma się co przejmować komenarzami innych 😉

  5. Dwa i pół roku czytania bloga, kibicowanie Tobie na każdym możliwym kroku i jest w końcu TEN MOMENT! Moment w którym z niesamowitą przyjemnością obserwujemy Wasze przygotowania do ślubu. Chciałbym bardzo zobaczyć jak ans zaskoczycie. Bo to że zaskoczycie to wiem na pewno! 🙂

  6. Powiem Wam że tutaj robi sie tak pięknie, że trudno się nie zachwycać. Wasz Instagram stał się tak cudownie piękny i inspirujący, tutaj tworzycie nowy rozdział i bloga i waszego życia. Jesteście wspaniali i w tym zgadzam się ze wszystkimi, którzy tak twierdzą 🙂 🙂 🙂

  7. ja pamiętam swoje przygotowania, plany, pomysły, inspiracje.
    90% nie wypaliło. ale robiliśmy wszystko sami i po swojemu.
    a na to, co nie wyszło, nawet nie zwracało się uwagi.
    byliśmy (i nadal jesteśmy!) po prostu szczęśliwi!

  8. Super wpis. Właśnie jestem trochę wciągnięta w przygotowanie wesela i ślubu mojej siostry. Swój mam już za sobą i gdybym mogła sporo bym zmieniła. I nie chodzi tu tylko o modę, bo ta się zmienia, ale właśnie o swoje przekonania. Niestety w moim przypadku byłam zdana na finanse i decyzje podejmowane w konsultacji z rodzicami, więc nie wszystko było po mojej myśli.

  9. Jak sobie przypomnę jak organizowałam swój ślub to uśmiecham się w duchu. przypominam sobie miny Pań w kwiaciarni jak im tłumaczyłam jak ma wyglądać mój malutki bukiecik i nie mogły pojąć czemu nie chcę tego modnego, wyszczuplającego czegośtam 🙂 To samo było z suknią. Kobieta w salonie próbowała mi wcisnąć kieckę, która ani nie leżała na mnie ładnie ani nie pasowała do mojej osobowości. Na szczęście postawiłam na swoim.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *