Kobieto, nie poświęcaj się w 100 % rodzinie!

Pisałam o tym już nie raz i nie dwa – ale pisać będę wciąż, do znudzenia, do oporu, do skutku (chociaż minimalnego!): kobieta nie powinna, absolutnie nie powinna, poświęcać się tylko i wyłącznie, w stu procentach, rodzinie. Niestety nadal pokutuje mit Matki Polki, która wraz z urodzeniem dziecka, traci prawo do myślenia w kategorii: ja. Bo liczy się tylko dziecko, nie ona, nawet nie mąż czy partner – tylko dziecko i jego dobro. A ja, z uporem niegasnącym, będę powtarzać: nieprawda! Bo szczęśliwa matka, szczęśliwi rodzice to… szczęśliwe dziecko.

***

Koniec kropka! Kiedyś ktoś mi powiedział bardzo mądre słowa, których wcześniej nie miałam możliwości nawet się trzymać, pełniąc rolę podwójnego rodzica. Powiedział mi wtedy: najważniejsze jest i zawsze będzie małżeństwo czy też związek. Bo z niego pojawiło się dziecko, ono stanowiło fundament rodziny i od niego wszystko się zaczęło. Para musi dbać o siebie nawzajem, być małżeństwem szczęśliwym i kochającym się – chociażby po to by dziecku przykład takiej silnej, kochającej się, rodziny – dawać.

Wróćmy do matki. Przez cały ten czas, gdy wychowywałam Małego Człowieka sama, przeszłam tak naprawdę kilka etapów. Począwszy od wbijania sobie do głowy, że dla Niego muszę wstać, otrzepać się i walczyć. Później przyszedł moment, gdy przyszło mi zastanowić się, co poza pracą mogłoby być tylko dla mnie. Czułam, że się duszę, że jest mi źle. Bo całą swoją uwagę, całą swoją energię, skupiałam tylko i wyłącznie na wychowaniu Małego Człowieka. Całe dnie na opiekę nad nim, zakupy, spacery, wszystko. Wieczory na pracę by na nas zarobić, by zapewnić nam byt. Większość myśli stanowiły wyliczenia, plany i zmartwienia. I chociaż to było tak naprawdę może i niewiele, wówczas wystarczył mi co wieczór, ewentualnie co rano trening i pobieganie po parku. Nieważne, że z Małym Człowiekiem w wózku ale z tą świadomością, że robię to dla siebie. Znalezienie dwa razy tygodniu pół godzinki na wieczorne SPA. Odłożenie na te trzydzieści minut pracy, brudnych naczyń, prasowania czy innych obowiązków. Z wielkim trudem kontynuowanie studiów, ta świadomość: daję radę! Z biegiem tygodni, miesięcy – tych wszystkich rzeczy dla siebie, drobnych ale wielkich zarazem – pojawiło się sporo. Wystarczająco by pomóc odetchnąć.

Wychodne raz na kilka miesięcy, treningi, praca zawodowa, studia, domowa pielęgnacja jako substytut salonowej – wszystko razem wzięte w zupełności pokrywało się wówczas z tym, o czym chcę napisać. Z nie zatracaniem się w macierzyństwie, na dodatek o tyle trudnym bo samodzielnym.

I kiedy czasami czytam jakiejś fejsbukowe grupy dla mam (czy też “mamuś”, jak kto woli) i widzę te wszystkie posty w stylu: >> jestem mamą i mi to wystarczy <<, serio aż nie wierzę! Kobieto, nie zatracaj się tylko i wyłącznie w macierzyństwie! Dlaczego? Pozwól, że podam Ci kilka, konkretnych – być może do bólu – argumentów:

  • Twoje dziecko czy dzieci w końcu podrosną, urosną, dorosną – nie obejrzysz się, kiedy i będą mieć po dwadzieścia pięć lat a Ty zostaniesz z przysłowiową ręką w nocniku. Bo przez kilkanaście lat nie pracowałaś, nie masz doświadczenia a pracodawcy mogą Cię już nie chcieć. Bo nie skończyłaś albo nawet nie zaczęłaś studiów a teraz motywacja już nie ta, będzie trudno.
  • Twoje małżeństwo czy też związek będą w końcu opierać się na koszmarnej rutynie. Będziecie walczyć ze sztafetą obowiązków, nie zauważając siebie nawzajem albo co gorsza: tak bardzo pochłonie Cię dbanie o dom, dzieci i męża, że wszyscy przestaną Cię zauważać. Będziesz tylko kucharką, sprzątaczką, kelnerką.
  • Twoja samoocena czy poczucie wartości będą opierać się tylko i wyłącznie na osiągnięciach Twoich dzieci. W końcu dostrzeżesz, że gdy ich zabraknie – bo na przykład się wyprowadzą – życie będzie mieć nieco inny, o wiele bardziej pusty wymiar.
  • staniesz się sfrustrowaną, przepełnioną żalem albo zazdrością, znerwicowaną matką, która nawet nie ma się komu wyżalić – bo przyjaciół odprawiła z kwitkiem, nie pasowali do jej matczynej codzienności.

Może i rzeczywiście brutalnie, może nawet z przesadą. Ale – z ręką na sercu – ile znacie takich matek? Bo ja kilka mogłabym wymienić teraz bez problemu! Takich, które bez mrugnięcia okiem rezygnują z pracy po urlopie macierzyńskim – nie zważając na to, ile tracą. Takich, które nie potrafią zrobić dla siebie nic bo nie czują takiej potrzeby, bo nikt im nie mówi, że powinny. Ile znacie matek, które za jedyne swoje osiągnięcie uważają macierzyństwo?

Owszem! Macierzyństwo to JEST osiągnięcie. Bycie matką to jest ciężka praca i wysiłek. Ale nie możemy robić sobie z tego życiowego celu, z wychowywania dzieci życiowej filozofii!

Przede wszystkim nie możemy odsuwać siebie, swoich potrzeb, swojego poczucia spełnienia – na tak odległy, że aż niezauważalny plan. Wiem, że w wielu przypadkach odczuwalna jest presja otoczenia. Wiem, że wszelkie próby zadbania o siebie i swoje samopoczucie, mogą być odbierane jako egoizm i piętnowane. Ale wiem też, że świadomość jest coraz większa – tak, świadomość młodych matek! – i możemy znaleźć zrozumienie czy wsparcie, jeśli będziemy mieć odrobinę szczęścia.

Dlatego, moja droga – rób coś dla siebie, miej coś swojego! Coś, co przywołuje Twój uśmiech. Coś, co robisz z pasją. Coś, czego Ci potrzeba byś mogła powiedzieć: jestem szczęśliwa w stu procentach!

Biegasz? Biegaj! Po łące, na bieżni, w osiedlowym parku. Chcesz zdobywać wiedzę? Studiuj! Nie patrz na swój wiek czy ilość dzieci! Studiuj zaocznie, sięgaj po marzenia! Uwielbiasz czytać książki? Czytaj! Sięgaj po kolejne lektury, czytaj ile sił! Czasami warto odłożyć pranie czy prasowanie na następny dzień a tu i teraz, usiąść z filiżanką kawy i zająć się sobą. Czasami warto zrobić prosty i pyszny obiad zamiast ślęczeć pół dnia w kuchni a w zamian zrobić manicure, posiedzieć kwadrans w ukochanym fotelu albo przeczytać dwa rozdziały książki. I zawsze – absolutnie zawsze – trzeba pamiętać o tym, że jesteśmy ważne. Jesteśmy matkami ale też kobietami, ludźmi, niepowtarzalnymi jednostkami. Mamy prawo do marzeń, do ambicji, do spełnienia swoich drobnych zachcianek. Mamy prawo do posiadania czegoś, czego nikt nam nie odbierze! 

A Ty? Co takiego posiadasz w swoim życiu, w swojej codzienności…?

mama-sama

5 Comments

  1. Moim zdaniem człowiek, który ma własne zainteresowania, pasje, ambicje, jest ciekawszym człowiekiem. Oczywiście, człowiek, którego zainteresowaniem jest bycie mamą nie jest nudny – ale złożony człowiek rozwija się w wielu kierunkach.

  2. Święta prawda. A potem taka tłumaczy mi, że 4latek to za mały do przedszkola bo przy mamie najlepiej…

  3. Sama w tym tkwiłam do czasu.
    Ale w porę się przebudziłam, mam czas dla siebie gdy mąż jest z dzieckiem, mogę zrobić trening, wypić ciepłą kawę czy wyjść. Polecam 😉

  4. Święte słowa! Szkoda, że mało kto ma tyle odwagi by przypomineć, że na dziecku świat się nie kończy 😉

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *