Ślub na głowie: zróbmy to po swojemu!

Zanim napiszę cokolwiek w temacie: DZIĘKUJĘ! Poprzedni ➡ Ślub na głowie: wielkie weselicho czy kameralne przyjęcie?, będący zarazem pierwszym tekstem z serii Ślub na głowie w kilka zaledwie dni wskoczył do pierwszej dziesiątki najczęściej czytanych przez Was wpisów tutaj. Ilość pozytywnych wiadomości, jaka zalała moje skrzynki odbiorcze – również jest niesamowita! I za wszystko to dziękuję z całego serducha, napędzacie do dalszego pisania jak nikt inny!

Wracając do tematu ślubu i wesela, tudzież przyjęcia – prawda jest taka, że w większości przypadków Pary Młode ulegają presji. Jakiej to presji…? Presji rodziny. Presji znajomych (X miała piękny ślub i wielkie wesele – to ja nie będę mieć?!). Presji wszelkich magazynów, portali, blogów ślubnych i trendów, które zmieniają się szybciej niż zdążymy dopasować ślubną sukienkę. I w ten oto sposób zapraszamy gości, których nie czujemy potrzeby widzieć. Wybieramy atrakcje, które ani nas nie bawią ani się nawet nie podobają. Nasz wielki dzień, jedyny taki w życiu – zaczyna żyć własnym życiem a my czujemy się tym zwyczajnie stłamszeni. 

A najlepsze i najgorsze zarazem jest w tym wszystkim to, że gdyby tak te wszystkie pary zapytać, czy gdyby mogły cofnąć czas, coś by w przygotowaniach zmieniły – całkiem sporo odpowiedziałoby przecząco. Bo nam po prostu wmawiano od zawsze, że udane i wspaniałe wesele to wesele z zastępami niewidzianych od lat piętnastu wujków, kiczowatymi oczepinami i poprawinami przez calutką niedzielę. I takie przekonania o ślubie i weselu idealnym wciąż gdzieś w nas tkwią.

Na szczęście – w końcu! – zdarzają się pary, które potrafią zorganizować wszystko po swojemu, wbrew tradycjom czy ogólnie przyjętym zasadom. Wyłamują się z tych standardów, jakimi stało się zadowalanie wszystkich dookoła, bez zważania na samych siebie. Tworzą scenariusz tego dnia w taki sposób by spełniać swoje – nie czyjeś – marzenia.

A my z całą pewnością do takich par będziemy należeć! Bo chcemy by to był nasz dzień a bliscy nam towarzyszyli, nie wymuszając na nas swoich wizji. Bo chcemy, żeby było na luzie, bez spektakli i sztywniactwa, które są powszechne – i tu nie chodzi o stroje czy wystrój sali, chodzi o nastroje! Bo chcemy by było niezapomniane, byśmy byli zmęczeni szczęściem i emocjami a nie stresem o pierdyliard mało istotnych spraw!

A w całym tym przedślubnym rozgorączkowaniu Młode Pary zapominają tak naprawdę o tym, że nie muszą powielać schematów i nie muszą decydować się na nic wbrew sobie!

Nie każdy dobrze czuje się przed kamerą. Nie musimy więc zmuszać się do akceptowania kamerzysty chodzącego za nami tego dnia krok w krok. To tylko potęguje ślubny stres i generuje koszty. Po co więc robić coś, nie dość że na siłę, to jeszcze powiększającego weselne wydatki? Bez większych obaw czy oporów więc powinniśmy umieć z tego zrezygnować, jeśli nie czujemy takiej potrzeby. Nie liczy się tutaj to, co jest “tradycyjne” czy “mile widziane” a to, co jest dla nas komfortowe!

Nie każdy umie tańczyć, nie każdy lubi robić to publicznie. Nie musimy więc zmuszać się do wymyślnego pierwszego tańca ani do robienia niczego na siłę czy wbrew sobie. Powszechnym stało się uczęszczanie na długie kursy, indywidualne lekcje, inspirowanie się filmikami profesjonalistów, znalezionymi w sieci i chęć dorównania im.

Przez jakiś okres swojego życia zawodowego miałam okazję uczestniczyć w ślubnych przygotowaniach kilkunastu zupełnie różnych par. Pierwszy taniec wielu Pannom Młodym spędzał sen z powiek. Bo one chciały pięknie, idealnie a Panowie Młodzi albo nie potrafili tak pięknie – albo zwyczajnie nie czuli aż tak ogromnej potrzeby by przywiązywać do tego aż tyle uwagi.

Bo tak – niestety – jest. Nie każdy rodzi się Maserakiem czy innym, podobnym jemu. Nie każdy lubi ileś dziesiąt par oczu nie odrywających od niego oczu. A goście? Im to jest szczerze obojętne. Ot, krótka chwila obserwowania Pary Młodej. Nikt tego nie wspomni ( chyba że powtórzycie układ finałowy z Dirty Dancing albo cokolwiek podobnie szałowego 😉 ) ani też nikt nie wypomni, że pierwszego tańca nie było. Nasz pomysł? Odpuścić! Czas poświęcony na trenowanie układu można spożytkować lepiej a stres towarzyszący tej chwili, po prostu sobie podarować. Ot, pobujajcie się do ulubionej piosenki, goście do Was dołączą po chwili i tyle!

Suknia ślubna nie musi być większa od Panny Młodej czterokrotnie. Nie wiedzieć czemu, wciąż pokutuje przekonanie, że w ten dzień kobieta musi wyglądać niczym księżniczka. A ta księżniczka nie oznacza nic innego jak niezliczoną ilość warstw tiulu, koronek, koło pod sukienką i ściśnięty do granic możliwości, gorset. Jeżeli ktoś się w czymś takim dobrze czuje – sprawy nie ma! Niech w takiej idzie! Warto jednak wybór sukienki zakończyć na takiej, w której ( w pierwszej kolejności! ) dobrze się czujemy. Nawet najpiękniejsza kreacja nie będzie budzić pozytywnych wspomnień, jeśli kojarzyć się będzie tylko i wyłącznie z dyskomfortem. Mała biała, lekka i zwiewna suknia ślubna, prosty krój czy cokolwiek podobnego, też mogą być piękne i wyjątkowe!

Tak naprawdę wymieniać można bez końca. Bo w każdym, nawet najmniej istotnym punkcie z przedślubnej listy – możemy pójść własną, niewymuszoną drogą. Poczynając od listy gości, na pierwszym tańcu czy oczepinach, kończąc. I o to właśnie chodzi! By nie bać się na ten dzień planować wszystkiego pod siebie. Pamiętajmy, że goście nam towarzyszą ale nie dyktują warunki. Pamiętajmy, że to przede wszystkim nasz dzień i w tym wszystkim pamiętajmy jeszcze jedno, dla wielu oczywiste: nie da się dogodzić wszystkim. A dzień własnego ślubu to moment, gdy dogadzamy sobie. Koniec kropka! 

mama-sama

7 Comments

  1. Ah jak ja się cieszę że miałam małe wesele, bez wujków i ciotwk których na oczy nie widziałam, bez wtrącania się rodziców z obu stron do ślubu. Kurcze chyba miałam szczęście 😉

  2. Moj slub byl 20 lat temu, wesele na 150 osób finansowane przez rodziców. Uparli sie, żeby zaprosić nawet dalszą rodzinę A nie moglam zaprosić wszystkich koleżanek z liceum, na których bardzo mi zależało. Wtedy nie było potwierdzenia przybycia więc było kilka pustych miejsc i do tej pory żałuję, że posluchalam i nie zaprosilam. Trochę inne czasy były ale ogólnie wesele było super do białego rana ☺ aczkolwiek gdybym wtedy mogła sama sfinansować to niektóre aspekty na pewno bym zmieniła ☺

  3. Najważniejsze to robić to w zgodzie ze sobą. Szkoda że tak niewielu o tym pamięta. Na szczęście są tacy ludzie jak Wy, którzy nie dość że są tacy fajni to jeszcze tą fajniościa zarażają innych!

  4. Ta suknie ze zdjęcia jest TAK BARDZO IDEALNA DLA CIEBIE! Niesamowite z jaką klasą i wyczuciem potrafisz dobierać zdjęcia do swoich słów! No chyba że… to Ty i Twoja sukienka…?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *