Trudny temat: umiesz rezygnować bez żalu?

W styczniu, czyli jakieś pół roku temu, pisałam tutaj o odpuszczaniu. Przede wszystkim sobie. Pisałam o tym, że tak naprawdę wiele kwestii jest od nas niezależnych, nie ma więc głębszego sensu w tym by za wszelką cenę szukać zawsze w kimś winy za coś. Niekiedy coś się po prostu dzieje i my nie mamy na to wpływu. Z tym trzeba po prostu żyć. A co ze świadomym rezygnowaniem z pewnych rzeczy? Co z sytuacją, gdy musimy odpuścić sobie coś, na czym nam strasznie zależało?

***

Z tym powinno być podobnie. Nie można tu już mówić o tym, że coś było od nas niezależne. Bo w tym wypadku raczej tak nie było. Musimy jednak potrafić rezygnować z czegoś, co w jakiś sposób odbiera nam coś ważniejszego. Musimy też nauczyć się pokornie przyjmować brak tego czy tamtego, jeśli zwyczajnie nie możemy tego z jakichś względów, posiadać. Wiem, że być może tylko łatwo się mówi… Ale o rezygnowaniu mogłabym pisać książki. Tyle już musiałam w życiu rzeczy odpuścić!

Dwa lata temu, niespełna dwa zresztą – odpuściłam sobie walkę o kogoś, kto nie był tego wart. Czy żałuję? Nie. Jesteśmy z Małym Człowiekiem szczęśliwi tak, jak wówczas sobie tego nawet nie umiałam wyobrazić. To była najlepsza chyba rzecz, jaką mogłam zrobić w życiu!

Wychowując Małego Człowieka samodzielnie, każdego dnia z czegoś rezygnowałam, coś sobie odpuszczałam. Podczas zakupów w markecie, kiedy to po wypełnieniu koszyka produktami dla Malutkiego – zostawało mi kilka marnych złotówek na swoje wyżywienie przez cały tydzień. Nie miałam do nikogo o to żalu. Mogłabym powiedzieć sobie: pracuj jeszcze więcej! Ale wiedziałam, że jeszcze cięższa praca byłaby już naprawdę ponad siły. Tłumaczyłam sobie, że najważniejsze by wystarczało na Jego jedzonko, ubranka, szczepienia czy zabawki. Ja naprawdę nie potrzebowałam wiele. I nie czułam potrzeby zazdrościć tym, którzy mieli więcej. Ba! Czułam wdzięczność, że mam aż tyle. Bo tego nieszczęsnego makaronu czy badziewnej, najtańszej kawy – przecież też mogłabym nie mieć.

Wychowując Małego Człowieka samodzielnie, musiałam zrezygnować z wielu wielkich rzeczy. Przerwać studia. Dotychczasową pracę zamienić na zupełnie nową, zaczynać od zera, pracować za grosze by z czasem wznieść się na wyższe zarobki, lepsze warunki i wyczekane uznanie. Gdy blog zaczął się rozwijać i wpadały ciekawe szanse – musiałam z nich rezygnować. Z wyjazdów gdzieś tam, nie zawsze miałam możliwość czy pieniądze by wyruszyć gdzieś na inspirujące spędy. Musiałam zrezygnować na jakiś czas z ładnego i wygodnego mieszkania z windą w budynku na takie, gdzie musiałam zostawiać wózek na dole i targać Małego Człowieka z tobołkami – na drugie piętro. Wymieniać można wiele, naprawdę wiele. Tylko po co…?

Wychowując Małego Człowieka ze mną, B. zrezygnował z kawalerskiego, spontanicznego życia. Z kawalerki, wolnych wieczorów i weekendów. Z przespanych nocy. Z wielu, dotąd dla niego zwyczajnych, elementów życia. Nie marudził, nie narzekał. Tylko zapewniał. Zapewniał, że tego chce, że jest pewien – że się nie wycofa. I się nie wycofał. Nie uciekł przy jelitówkach, anginach, nocnych wrzaskach albo zabawach, gdy gorączka nie dawała spokoju. Nie uciekł przy pierwszych problemach, takich zwyczajnych ale nieuniknionych. Nie uciekł od tej odpowiedzialności, którą na siebie wziął. Nie żałował, że zrezygnował z wcześniejszego życia. I chyba nie żałuje dalej. 🙂

Wychowując Małego Człowieka razem, rezygnujemy z wielu rzeczy. Z samotnych wieczorów, do których czasem tęsknimy. W zamian czekamy aż Mały Człowiek zaśnie, otwieramy wino albo kroimy domowe ciasto i oglądamy filmy, prawie jak w kinie. Tylko wychodzić nie trzeba. Rezygnujemy z randek, których zbyt wiele nie mieliśmy a które mamy wciąż, w domu. Za dnia albo wieczorami. Przy obiedzie, na zakupach. Znajdujemy zastępstwa tego, czego nam brakuje. I jest Nam dobrze.

Będąc rodzicami, mając na uwadze nasze konkretne cele i plany, rezygnujemy niekiedy z przyjemności czy zachcianek – bo wolimy odłożyć równowartość wydanej kwoty do naszego słoika, w którym odkłada się regularnie na nasz cel największy, najpiękniejszy, zarazem najdroższy. Będąc rodzicami, rezygnujemy czasem z własnego komfortu na rzecz tej drugiej osoby. Wymykamy się w weekendowe poranki z sypialni by ta druga osoba mogła odespać. Tutaj też wymieniać można niemal bez końca. Bo każdy dzień przynosi nowe sytuacje, nowe rezygnacje. Ale nie przynosi żalu. Dopóki wiemy, że czasem tak trzeba, tak jest lepiej – jest nam dobrze. Obserwujemy efekty wspólnej pracy, wspólnych wyrzeczeń i wspólnych starań. I jesteśmy szczęśliwi.

Będąc rodzicami i prowadząc bloga, rezygnujemy jeszcze częściej. Jeździmy na weekendy wspólnie, czasem jeżdżę sama. Dostaję się na jakieś warsztaty, wielkie konferencje czy festiwale blogerskie – robimy z tego rodzinne wycieczki, fajne wypady, tworzymy cudowne wspomnienia. Ale czasem ( a nawet często: choróbska, obowiązki zawodowe, odległość ) i z tego trzeba zrezygnować. Druga połowa ubiegłego i początek bieżącego roku, były dla nas niezwykle intensywne. Jeździliśmy, uczestniczyliśmy, zwiedzaliśmy.

Od maja przyhamowałam i z ogromną rozwagą wybieram wydarzenia, w których chcę i będę uczestniczyć. Na całe lato zrobiłam sobie przerwę. Dlaczego? Bo pracujemy nad wielkim projektem, bardziej osobistym niż blogowym czy zawodowym – i do września biegamy, jeździmy, pracujemy nad czymś zupełnie innym, co pochłania mnóstwo czasu, zaangażowania i pieniędzy.

Nie żałuję, że omija mnie to czy tamto. Absolutnie! Nie kryję też tego, że to rodzina i ten nasz projekt, są teraz na pierwszym miejscu. A już tydzień po jego zakończeniu jedziemy! Jedziemy tylko we dwoje, dwa weekendy z rzędu – na blogerskie spotkania i wychodne zarazem. Można? Można! Można przeczekać, można z czegoś zrezygnować i później cieszyć się na nowo, z większą radością tym, do czego się wraca. Najważniejsze to umieć znaleźć priorytety i stawiać je ponad wszystko inne. Dla nas priorytetem jest nasza mała rodzinka i nic, co by w nią godziło – nie jest do przyjęcia.

 A Wy? Umiecie zrezygnować z czegoś bez żalu?

mama-sama

3 Comments

  1. Życie to ciągłe wybory. Ważne aby dokonywać ich mądrze i nie zagubić się w tym .

  2. Niezmiennie uwielbiam Twoje szczere wyznania. Takie ludzkie i proste a tak rzadko dziś widywane wśród całej tej kultury masowej i płytkości….

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *