Trudny temat: co by było, gdyby… mnie nie było?

Do pewnego momentu nie mogłam pojąć, jak to możliwe, że biologiczny ojciec nie interesuje się własnym synem? Godzinami nie dawało mi to spokoju, bolała mnie myśl o tym, że kiedyś musiałabym powiedzieć własnemu dziecku, że ojciec go tak po prostu zignorował. Jego istnienie, jego los, jego życie.

I choć teraz Mały Człowiek ma oboje rodziców, ma szczęśliwą rodzinę – czasami wracam do tego myślami, bezwiednie, ot po prostu. Bo tak naprawdę trudno będzie zapomnieć ten trudny dla mnie i Małego Człowieka czas, którego ten czarujący chłopczyk na szczęście pamiętać nie będzie. Ale przecież miał mnie. Cały czas, niezmiennie – miał Mamę. Podczas gdy wiele dzieci nie ma tego szczęścia, ich nawet jeden rodzic nie chroni przed złem tego świata…

***

Któregoś zimowego – a może już wiosennego? – wieczoru, akurat gdy u nas nadchodził czas kąpieli Małego Człowieka, do drzwi ktoś zadzwonił. Otworzyłam, młody chłopak przedstawił się jako wolontariusz pewnej fundacji, chciał o nich opowiedzieć i w ogóle. Zawołałam B. by z nim porozmawiał, sama wracając do ogarniania brzdąca w łazience. Jak się później okazało, chodziło o SOS Wioski Dziecięce, czyli coś o czym słyszał chyba każdy. Bo słyszał, prawda…?

To, że o tym słyszałam – to jedno. To, że tak naprawdę niewiele o nich wiedziałam – to drugie. Bo tegoż właśnie wieczoru dowiedziałam się od B. kilku ciekawostek, przekazanych jemu przez wolontariusza i całkiem niedawno sama postanowiłam co nieco o tym sprawdzić, wchodząc na www.wioskisos.org po prostu.

I co tam wyczytałam? Całkiem sporo ciekawostek, o których wcześniej nie miałam zielonego pojęcia. Bo wydawało mi się, że pomagają po prostu samotnym dzieciom, zapewniając im rodzinę, której te szkraby nie mają. Nie zdawałam sobie wówczas sprawy z tego, jak rozbudowana jest działalność fundacji! 

Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce jest częścią międzynarodowej organizacji SOS Children Villages, obecnej w 135 krajach świata od ponad 65 lat. Chcemy, aby każde dziecko dorastało w rodzinnym środowisku, otoczone miłością, szacunkiem i poczuciem bezpieczeństwa. Nasze Stowarzyszenie pomaga dzieciom w Polsce i w Kamerunie. Pierwsza SOS Wioska Dziecięca powstała w 1949 roku w Austrii. Założył ją Hermann Gmeiner dla dzieci osieroconych podczas II wojny światowej. Zgodnie z ideą założyciela opieka w SOS Wioskach Dziecięcych ma charakter rodzinny. To czytamy na ich stronie internetowej. Dowiemy się z niej również, że w ramach pomocy dzieciom tworzą SOS Wioski Dziecięce, Programy dla Młodzieży i Rodzinne Domy Czasowego Pobytu. Ponadto ich dziełem jest również Program Umacniania Rodziny. W absolutnym skrócie? Wspierają dzieci osierocone, opuszczone i te, którym zagraża utrata opieki rodziców. Innymi słowy: te maluchy, które pozostają same – mogą znaleźć tu pomoc. Te dzieci, które nie mają w nikim oparcia, być może domu, być może po prostu miłości.

I kiedy tak czytałam o tym wszystkim, kiedy myślami wracałam do swoich refleksji chociażby sprzed roku czy sprzed dwóch – przyszło mi do głowy tak naprawdę jedno stwierdzenie. Dobrze, że są ludzie, którzy coś takiego tworzą. Którzy potrafią dać tym dzieciom dom i miłość, których nie zaznały od biologicznych rodziców. Którym los takich małych istotek nie jest obojętny. Mało tego! Którzy robią wszystko, żeby im po prostu pomagać.

Kolejną z zupełnie nowych dla mnie informacji jest fakt, że wesprzeć SOS Wioski Dziecięce można nie tylko w tradycyjny sposób, jak wolontariat czy wsparcie finansowe. Można zrobić coś naprawdę pięknego i w dniu swojego ślubu zorganizować zbiórkę dla dzieci będących ich podopiecznymi. Jedni proszą o butelkę wina zamiast kwiatów, inni o kupony totolotka, jeszcze inni o jakieś przeróżne drobiazgi. Wystarczy więc poprosić np. o przybory szkolne czy zabawki dla dzieci. Jeżeli zgłosimy taką chęć – wolontariusze pomogą ogarnąć zbiórkę, dzięki czemu bez większego zamieszania będziemy mogli celebrować swój wielki dzień.

***

SOS Wioski Dziecięce to przede wszystkim szansa. Dla wielu dzieci, które mając za sobą przejścia będące ogromnym ciężarem – to szansa na to, żeby ktoś nauczył je poczucia bezpieczeństwa, zwyczajnej codzienności i miłości, której nie znają. Dla rodzin dotkniętych biedą czy zwyczajną życiową niezaradnością – to szansa na to, że wszystkie potrzeby dzieci zostaną zaspokojone a rodzinę będzie wspierał ktoś, kto pomoże im uporać się z problemami.

Dom pełen miłości – to przesłanie SOS Wiosek Dziecięcych i uważam, że nie dość że trafne, to jeszcze po ludzku piękne. Tak po prostu. Bo cudownie jest wiedzieć, że są takie miejsca i tacy ludzie, dzięki którym dzieci po przejściach mogą odzyskać dzieciństwo i normalne życie! 

4 Responses

  1. Eh szkoda że nie wiedziałam o takiej możliwości biorąc ślub… Temat ważny i super że można choć trochę pomóc w taki sposób.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top