Dlaczego brzuch Anny Lewandowskiej nie godzi w moją samoocenę?

Najsłynniejszy chyba w ostatnich tygodniach brzuch – Ani Lewandowskiej, powraca niczym bumerang. Momentami człowiek ma wrażenie, że otworzy lodówkę i tam też go znajdzie. A najlepsze w zasadzie w tym wszystkim jest to, że całą tą sytuację nakręcają wszyscy za wyjątkiem… samej Ani. Bo tak właściwie: co ona zrobiła niewłaściwego, że popłynęła taka fala hejtu? Być może trudno znaleźć dobrą odpowiedź na to pytanie. Mimo wszystko jednak ta odpowiedź istnieje! Ona po prostu odważyła się – po urodzeniu córki – być nie tylko matką!

***

Niestety, naprawdę niestety, nadal panuje wszechobecne przekonanie, że kobieta wraz z momentem urodzenia dziecka – powinna rzucić dosłownie wszystko i skupić się tylko i wyłącznie na maluchu. A gdzieś w tym wszystkim panuje wyścig niedorzeczności i absurdów. Bo w zasadzie, nieważne co matka by zrobiła – i tak będzie źle. Wróci szybko do pracy? Zła, niedobra egoistka! Nie wróci do pracy przez kilka lat? Też źle! Siedzi w dresie w domu? Zapuściła się. Włoży sukienkę na spacer z przyjaciółką (i wózkiem oczywiście!)? Stroi się zamiast dzieckiem zajmować. Można by tak wymieniać i wymieniać. Wszystkie te przykłady łączy tak naprawdę jedno: ludziom nie da się dogodzić.

A poziom trudności wzrasta, gdy zostajemy matkami. Wtedy nagle społeczeństwo rości sobie jakieś chore prawo do włażenia z butami w naszą codzienność. Jakby już sam początek macierzyństwa nie był wystarczająco trudny – to jeszcze trzeba się użerać z otoczeniem!

Wracając do Ani Lewandowskiej – pokazała brzuch. To już wiemy. Konkretniej to wrzuciła na Instagram zdjęcie w szortach i krótkim topie. I ośmieliła się nie mieć fałdek, odstającego brzuszka ani nic podobnego! I nagle okazało się – jak to przeczytałam w kilku miejscach – że wywiera takimi zdjęciami niezdrową presję na młode matki. Że to z powodu takich jak ona kobiet, inne popadają w kompleksy. Że nie powinna obnosić się ze swoją formą. Dacie wiarę?! Że nie powinna! Nie p o w i n n a ! Niesamowite jest to, jak daleko może być posunięta ludzka głupota… Przymknęłam oko na czyjś wywód pisany mniej więcej w tym tonie, zjechałam niżej – na komentarze. I tak naprawdę prawdziwy festiwal głupoty zaczął się dopiero tutaj.

Bo przecież ona ma z pewnością całe stada niań i sprzątaczek więc ma czas prężyć się przed lustrem. Bo przecież bez męża-piłkarza byłaby nikim – na pewno nikim! – z wiotkim brzuchem! Bo przecież jest zwykłą karierowiczką, skoro kilka tygodni po porodzie wskakuje w wypasiony dresik i pozuje przed lustrem. I tak dalej i dalej. Pierdoły jakich mało. Hipokryzja jakich mało.

Dlaczego hipokryzja? Z prostego powodu: każda kobieta ma inne życie, inne priorytety i inne przyzwyczajenia. Jedna pracuje w korpo i wróci do pracy, gdy maluch skończy pół roku. I zostanie shejtowana. Raczej na pewno! Inna pracuje ciałem, tak jak chociażby Ania Lewandowska – i nikogo nie powinno dziwić to, że po ciąży chce jak najszybciej wrócić do formy bo jej forma i ciało są poniekąd jej narzędziem pracy właśnie. Ale pomińmy już nawet te wzniosłe idee i aspekt kariery zawodowej. Przecież matki idealne nie wracają do pracy bo liczy się tylko i wyłącznie macierzyństwo! Tak przynajmniej wyobraża sobie wielu.

Szczerze? Nie wyobrażam sobie jakoś szczególnie czegoś zupełnie odwrotnego! By – dajmy na to – taka Ania do pracy już nie wróciła. Porzuciłaby swoich fanów, swoich klientów (tak mogę ich nazwać…?), tworzenie planów treningowych, dzięki którym mnóstwo ludzi znajduje motywację i osiąga wymarzoną formę albo produktów, które wspierają diety wielu. Wtedy media i hejterzy z kolei nie daliby jej spokoju, wmawiając prawdę objawioną: macierzyństwo odebrało jej rozum!

Wniosek? Tak źle i tak niedobrze. Źle bo wraca do formy, pokazuje ciało – swoją drogą nie powinno ono nikogo dziwić. Skoro przed ciążą była aktywna i wysportowana, w trakcie ciąży również w miarę swoich możliwości trenowała i w zasadzie do rozwiązania miała taką a nie inną figurę, trudno doszukiwać się szczególnych jej mankamentów po porodzie. Na porodówce nie dodają kilogramów przecież! 😉

Pytanie z tytułu tekstu porusza jednak zupełnie inny temat, wspomniany już przeze mnie wyżej. Czy ktokolwiek ma prawo mówić czy też pisac, że swoim zdjęciem na Instagramie wzbudza ona jakiekolwiek negatywne emocje u młodych mam? Czy takie zdjęcie może w ogóle wpędzać w kompleksy? Czy młode matki muszą czuć presję, patrząc na Anię Lewandowską…? Nie, nie, nie. Absolutnie nie! Jeśli ktoś ją obserwuje na takim Instagramie – robi to z własnej, nieprzymuszonej woli. Nikt nad nikim nie stoi i nie przymusza do scrollowania jej profilu. A co za tym idzie, nikt nikogo nie zmusza do patrzenia na jej brzuch. Mimo to znajdzie się banda hejterów i idiotów, która będzie torpedować każdy post dziesiątkami negatywnych, bezsensownych w swej prymitywności, komentarzy. Po co? By sobie ulżyć? Serio, słów brak. Gdyby na każdy hejterski komentarz, zrobili po 10 przysiadów – prawdopodobnie nie odbiegaliby swoimi sylwetkami od Ani.

Na początku przyjmowałam to na chłodno. Hejt jest wszędzie, podobnie jak idioci czy ludzie zwyczajnie zazdrośni, wyznający zasadę: ja nie mam więc skoro ktoś ma, to chociaż jemu obrzydzę! Później ta fala hejtu zaczęła rzucać się w oczy. Lewandowski grał jakiś tam mecz, Ania na trybunach więc od razy domniemania, że mają sztab nianiek i tak dalej, zamiast dzieckiem się zająć. Pomijali gdzieś w tym wszystkim to, że przyszła na mecz bo grał w nim jej mąż, który nie przestał przecież istnieć z chwilą pojawienia się dziecka! Faktem jest, że to wszystko rozdmuchują tzw. szmatławce i portale plotkarskie, nie zmienia to jednak pewnej ważnej kwestii: to przecież ludzie tacy sami, jak my wszyscy. Są znani i być może od większości z nas bogatsi ale to nadal ludzie. Ludzie, którzy czują tak samo jak my. To rodzice, którzy cieszą się narodzinami córeczki i swoim własnym szczęściem, na które sami sobie zapracowali.

A brzuch Anny Lewandowskiej? Nie powoduje u mnie ani kompleksów ani żadnych innych negatywnych emocji. W zasadzie to żadnych emocji nie budzi. Gdybym trenowała tyle, co ona – miałabym tuż po ciąży zapewne taki sam. Ale w ciąży musiałam się oszczędzać, po porodzie tym bardziej a w kolejnych miesiącach miałam więcej zmartwień niż włosów na głowie i do ćwiczeń musiałam dojrzeć, by znaleźć w sobie siłę do pomyślenia o sobie. Nigdy nie poświęcałam na sport tyle czasu, co prawdopodobnie poświęca Ania i nie jest mi z tym źle. Robię coś innego, czuję się ze sobą dobrze a namiastka sportu, jaką są domowe treningi – w zupełności mi na razie wystarcza. Mój aktualnie noszony rozmiar też. Trenuję w domu czy coraz zdrowiej jem dla siebie, nie ze względu na kogoś ani też dla kogoś. Dla siebie. I każdy powinien o tym pamiętać. I cokolwiek robić ale dla siebie. 

mama-sama

3 Comments

  1. Świetnie to podsumowałaś. Podpisuję się pod tym. A co do samego brzuszka, to jako mama trójki córek, bez armii niań, wiem że można tak się zorganizować, by mieć czas na ćwiczenia (choć nie tak od razu po porodzie). Ważna jest też waga w czasie ciąży. W trzeciej nie mogłam szaleć z jedzeniem tego na co mam ochotę (cukrzyca ciążowa), więc po urodzeniu córki, niemal wróciłam do swojej wagi sprzed ciąży (ok. 57 kg), co było dla moich koleżanek sporym zaskoczeniem. A.Lewandowska pewnie dalekowzrocznie też kontrolowała co je i oprócz masy dziecka, wód płodowych itd nie przytyła dużo. To taka dygresja. Jej zdjęcia nie powinny nikogo oburzać, a raczej motywować.

  2. Z ciekawości weszłam na jej Insta i szczęka mi opadła. Filmik z ćwiczeniami czyli innymi słowy udostępnia za darmo coś co wystarczy w domu wykorzystać a pod nim hejt i licytacje kto ma gorzej id niej i na ćwiczenia jak przystało na porządna matkę nie ma czasu. Słów brak serio…

  3. Lewandowscy to mega sympatyczna para czy teraz rodzina. Może zabrzmi to banalnie ale dla wielu ludzi mogliby być inspiracją. Gdyby każdy hejter ruszył dupe na siłownię czy pobiegać zamiast chrzanic głupoty to i zawiści byłoby mniej bo endorfiny zrobiły by swoje. Ale lepiej siedzieć i narzekać zamiast ruszyć do przodu bo zawsze można się wytłumaczyć brakiem takiej kasy jak mają oni. A nie od dziś wiadomo że ćwiczyć można w domu i za darmo. Chociażby korzystając z filmików Ani które udostępnia ZA DARMO na swoich profilach.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *