Czy oprawcy można wybaczyć i… zapomnieć?

Zauważyliście – tutaj pytanie raczej do stałych czytelników – pewną zależność? Im u nas spokojniej, im więcej czasu upływa, tym łatwiej pisze się o tym, co nas spotkało. Wiedzieliście, że Tamten Mężczyzna na własne życzenie zrezygnował z rodziny. Dowiedzieliście się swego czasu, że był zwyczajnym przemocowcem. Pora na najszczersze i najtrudniejsze zarazem wyznanie – bez niego jednak nie sposób posunąć się o kolejny krok do przodu. Mówi się, że czas leczy rany. Niektórzy twierdzą, że nieprawda bo jedynie przyzwyczaja z czasem do bólu. Jaka więc jest prawda…?

***

Prawda jest taka, że to zależy przede wszystkim od człowieka. Jedni będą potrzebować lat, inni dni. Jedni będą umieli wybaczyć, inni będą żyć z urazą. Jedni będą w stanie mówić o tym, co ich spotkało a inni umieć tego nie będą. Ilu ludzi – tyle charakterów. Ile charakterów – tyle emocji. Ile sytuacji, tyle reakcji. Nie sposób określić zasadę, według której ludzie reagują w przełomowych czy trudnych momentach swojego życia. Taka zasada po prostu nie istnieje.

Nie nauczyli cię, idiotko, podawać noża?! Nie nauczyli cię, prymitywna szmato, używać sztućców?! To ostatnie a w zasadzie jedne z ostatnich słów, jakie Tamten Mężczyzna, nazywany tutaj swego czasu Tatusiem – do mnie wykrzyczał. Po całym dniu przesiadywania u znajomych, wrócił do domu, gdzie czekałam z Malutkim i przygotowaną dla niego kolacją. Owszem, podałam tylko widelec. Owszem, zapomniałam podać nóż.

I to ten niepodany nóż miałam gdzieś z tyłu głowy przez całą kolejną noc. Gdy leżałam skulona na łóżku a obok leżał, śpiący w swoim kokoniku, Malutki. Gdy Tamten Mężczyzna spał na kanapie w salonie. Gdy wszystko tak bardzo bolało. Szwy po porodzie. Głowa po nieprzespanych nocach. Plecy po kopniakach. Ręce po szarpaniu. Gdy modliłam się by wyszedł z samego rana i najlepiej znów nie wracał przez cały dzień. Gdy zastanawiałam się: co poszło nie tak? Gdy wspominałam moment, kiedy obiecał własnemu ojcu, że już nigdy więcej tego nie zrobi. Że już nigdy więcej nie podniesie ręki. Nigdy więcej.

Wtedy nie wiedziałam bardzo wielu rzeczy. Albo nie chciałam wiedzieć.

Bo żaden nóż nie ma prawa stać się powodem, dla którego ktoś podnosi rękę na bliską osobę. Niezależnie, czy to matka jego dziecka, na dodatek w połogu a za ścianą śpi bezbronny noworodek. Niezależnie, czy zapomniała o tym nożu czy też nie. teraz wiem, że nie ma żadnego – absolutnie żadnego! – usprawiedliwienia dla takiej brutalności. Coś takiego nie ma prawa bytu. Nie można nazywać człowiekiem kogoś, kto zachowuje się jak zwierzę!

Bo jedynym winnym jest tylko i wyłącznie ten, kto tej przemocy się dopuszcza. I chociaż poczucie winy, czasami posunięte skrajnie daleko, czasami przytłaczające w sposób okrutny, to jeden z nieodłącznych elementów życia ofiary przemocy – w pewnym momencie trzeba się po prostu go pozbyć. Nie prowokowałam go. Poinformowałam bliskich. Bliscy jednorazowo zainterweniowali. Po ostatnim pobiciu, naszej ucieczce – nie zrobił n i c by cokolwiek zmienić. Nie przyszedł na spotkanie z terapeutą. Odmawiał wszelkim propozycjom i pomysłom. Los własnego dziecka go nie interesował. Nie poczuwał się do ojcostwa. Coraz dalej posuwał się w przemocy psychicznej, nawet nie będąc już fizycznie z nami. Nie mam absolutnie żadnych powodów by czuć się czemukolwiek winna. Dostał kilkaset szans za wiele. Nie skorzystał na dodatek z żadnej. Zrobiłam wszystko, co mogłam. Koniec kropka.

Niestety nie jest tak, że z czasem pamięta się mniej. Bo najgorsze obrazy pojawiają się w najmniej odpowiednim momencie. Wracają niczym bumerang. Czasami wywołują grymas bólu, innym razem oczy pełne łez. Ale wracają. Wracają niezmiennie.

Wiecie, co myślałam i czułam, gdy zaczęliśmy spotykać się z B.? Przyznaję to teraz z ogromnym bólem ale… porównywałam Go do Tamtego Mężczyzny. Niemal na siłę szukałam podobieństw by znaleźć powód do wycofania się. Gdy czasem wieczorem wypił piwo – od razu włączała mi się obawa nałogu. Nie, Tamten Mężczyzna nie pił. Zniewalało go coś innego. Ale zniewalało. Gdy Mały Człowiek budził się z nocy albo wymiotował przy jelitówce – od razu włączała mi się obawa odejścia. Bo skoro biologiczny ojciec nie chciał takiej odpowiedzialności dźwigać, przybrany też nie musi chcieć. Gdy w stresującej sytuacji podniósł głos – obawiałam się przemocy. Że kiedyś w końcu zacznie są stosować. Że zacznie mnie poniżać. Że zacznie się nade mną pastwić. Że zacznie mnie krzywdzić.

Nie zaczął. Mamy za sobą w ostatnim roku – i zarazem naszym pierwszym wspólnym – cały wachlarz sytuacji. Wielkich zmian, ogromnych wyzwań, sytuacji na pozór bez wyjścia, trudnych decyzji i snucia planów, które razem udaje nam się realizować. A w tym wszystkim okazało się, że On jest tak dobrym człowiekiem, jakim kiedyś chciałam by był Tamten Mężczyzna. Ale on takim nie był nigdy.

Wracając do pytania z tytułu – czy wybaczyłam i zapomniałam swojemu oprawcy…? Kiedyś już o tym chyba pisałam: nigdy nie czułam do niego nienawiści, czułam jedynie trudny do udźwignięcia żal. Nawet nie umiem odpowiedzieć, czy ten żal kiedykolwiek zmalał? Po prostu któregoś dnia kupiłam czarną, zamykaną teczkę. Włożyłam do niej wszystko to, co związane z Tamtym Mężczyzną. Zamykając ją, również zamknęłam w niej cały ten żal. Pozostała jedynie pustka po rozdziale życia, którego mimo wszystko wymazać się nie da. Bo był. Bo przyniósł ból i rozpacz. Bo przyniósł też cud, jakim jest Mały Człowiek.

Tak – wybaczyłam. Wybaczyłam z prostego powodu: znalazłam wytłumaczenie dla tego, co się wydarzyło. Widocznie Tamten Mężczyzna musiał się pojawić, musiał skopać sprawę, musiał zmarnować tak wiele szans – by zaledwie jedną dostał i wykorzystał ktoś inny, stając się dla nas i z nami tym, czego ktoś się wyrzekł.

Ten tekst powstał w jednej z restauracji Pizza Hut, gdzie po pracy czekałam na B. To jeden z niewielu tekstów, który ostatnio napisałam za jednym zamachem, niemal ze wstrzymanym oddechem. To jeden z niewielu tekstów, którego odbioru tak bardzo się obawiam. Wypiłam przy nim dwie kawy, dwa razy przesłuchałam swoją playlistę w telefonie i tylko dwa razy zatrzepotałam rzęsami by powstrzymać łzy. Tak, tylko dwa razy! Przyjdzie jeszcze czas, że będę pisać bez łez. I tego samego życzę każdemu, kto miał lub ma swojego oprawcę. 

mama-sama

6 Comments

  1. Podziwiam Cię i to w jaki sposób podchodzisz do tego trudnego tematu. Uważam jednak, że mężczyzna, który w obecności dziecka stosuje jakąkolwiek przemoc nie zasługuje nawet na cień wybaczenia.

  2. Podziwiam Cię za odwagę i siłę, którą w sobie znalazłas! Brawo 🙂

  3. Brawo. Jesteś niesamowita! Czytałam to bez oddychania prawie. Całuję i trzymam za was mocno kciukasy!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *