Dlaczego długo nie będę gotowa na drugie dziecko?

Zazwyczaj jest tak, że gdy mamy już jedno dziecko – otoczenie stara się za wszelką cenę dowiedzieć, kiedy – no kiedy?! – pojawi się drugi albo i kolejny potomek. Dlaczego tak jest? W zasadzie nie wiadomo. Ale tak jest. Po prostu. Gdy w grę wchodzi samotny rodzic, sprawy mają się ociupinkę inaczej. Bo głupio przecież zapytać kogoś, kto wychowuje dziecko czy też dzieci sam – o to, kiedy sprawi sobie następne? Głupio, prawda…? 😉

***

W ten sposób przez ostatnie – no powiedzmy – dwa lata miałam to z głowy. Nikt nie pytał, nikt nie domniemywał. Ba! Kiedyś nawet padło stwierdzenie, że mogłabym ze spokojem wszystko po Małym Człowieku posprzedawać bo (uwaga!) przecież więcej dzieci mieć nie będę. A kto to powiedział? Skąd taka pewność? Dlaczego ktoś założył, że mając wówczas lat dwadzieścia pięć – nie mam już najmniejszej szansy na drugie dziecko…? Z prostej przyczyny. Bo byłam samotną matką. Osobą skreśloną z góry w temacie powiększania rodziny. Banalnie proste. Ot, norma.

Przytłaczające niekiedy trudności finansowe, mieszkaniowe czy zawodowe. Brak wsparcia, zrozumienia czy minimum empatii ze strony nie tylko najbliższych ale i zupełnie obcych niekiedy osób. Poczucie bezradności, osamotnienia i bardzo często odrzucenia. Niepewność co do przyszłości, lęk przed nowymi związkami albo nieufność. Wymieniać tak naprawdę można by bez końca. Gdyby tak przyjrzeć się codzienności samodzielnych matek – każdy niemal dzień to jakieś wyzwanie, nierzadko balansując na granicy szaleństwa lub rozpaczy. Jakiekolwiek jednak by to wyzwanie nie było – dzieci stanowią motywację do wszelkich starań.

Gdy oficjalnie i nieśmiało zarazem ogłosiliśmy, że w naszym życiu pojawił się ktoś trzeci – najpierw wśród najbliższych przyjaciół i rodziny, później również tutaj – z czasem zaczęły pojawiać się pytania. Czy to na poważnie? Jakie mamy plany? I tak dalej i dalej. Gdy okazało się, że powzięliśmy kolejne kroki, jakim było zamieszkanie razem – pytania nieco zmieniły charakter. Pozostawały jednak w podobnym tonie. Gdy kilka dni temu oficjalnie ogłosiliśmy, że B. się oświadczył ( tak, zrobił to! ) – pytania nabrały rozpędu tak naprawdę. A kiedy ślub? A kiedy drugie dziecko? A kiedy to? A kiedy tamto? Czaicie? Na dzień po pierścionku już pytano nas, kiedy, gdzie i na ile osób wesele… 😉

Nie o tym jednak miałam pisać. Pisać bowiem chciałam dzisiaj o dziecku. Nie o tym, które już mam i które jest naszym całym światem. O tym, które miałoby stać się rodzeństwem dla Małego Człowieka.

W większości przypadków drugie i kolejne dziecko to po prostu decyzja. Mniej lub bardziej wykalkulowana. Jedni rodzice chcieliby mniejszej, inni większej różnicy wieku między pociechami. Bywa i tak, że z drugim brzdącem się czeka, celowo odwleka. Przyczyny są różne. Być może dla wielu niezrozumiałe. Ja jednak wszelkie obawy doskonale rozumiem. Być może to jakiś syndrom samotnej matki. Być może to wynik zwykłej kalkulacji czy rachunku zysków i strat. Być może to po prostu suma wszystkich lęków. Jakich? Być może niewielu. Jednak na tyle dużych by skutecznie hamować wszelkie plany powiększania rodziny.

Nikt, kto nie odczuł ciężaru wychowywania dziecka w pojedynkę nigdy nie zrozumie, jak wielki potrafi być strach przed tym, że to się wydarzy ponownie. Nieważne, jak wiele czasu upłynęło. Nieważne, jak bardzo ufamy nowej osobie w naszym życiu. Nieważne, jak wielka jest miłość i pewność co do wzajemności. Zawsze gdzieś z tyłu głowy, gdzieś w głębokich otchłaniach serca znajdzie się ten maleńki, cichutki i niezmiernie silny zarazem cień przypominający o tym, co przeszliśmy. O tych wszystkich złych chwilach, które k t o ś już kiedyś spowodował. I o tym, że wtedy też nie spodziewaliśmy się przecież tego, co później nas spotkało. Czy ten lęk mnie dotyczy? Oczywiście. Ale to nie on decyduje o tym, że odwlekałabym decyzję o dziecku.

Nikt, kto nie doświadczył porodu bez minimum wsparcia, uprzedmiotawiającego i trudnego do zapomnienia – nie zrozumie, jak wielka może to być trauma. Nieważne, ile czasu upłynęło. Nieważne, że przecież zaraz po tym nastąpił moment, gdy poznało się swoje dziecko. Nieważne, że z czasem fizyczny ból minął. Zawsze, gdy tylko przyjdzie do głowy pomysł o drugim dziecku – w głowie niczym film odtwarzają się najgorsze z fragmentów wspomnień. I na jakiś czas odsuwa ten pomysł na odległy, naprawdę odległy plan. Czy ta trauma mnie dotyczy? Oczywiście. Ale to nie ona decyduje o tym, że odwlekałabym decyzję o dziecku. 

Co więc decyduje? Tak naprawdę połączenie tych dwóch kwestii. Osobno być może byłyby do przejścia. Razem wzięte są już nieco większym balastem, momentami trudnym do udźwignięcia. Jak więc będzie? Zdecyduję się kiedyś na drugie dziecko? Czy to w ogóle możliwe, skoro jestem tak bardzo na nie…?

Tak, to możliwe. I tak – zdecyduję się, to raczej pewne. Z kilku prostych powodów. Po pierwsze: chcę by Mały Człowiek miał rodzeństwo. Po drugie: chciałabym doświadczyć okresu ciąży i wczesnego macierzyństwa w sposób, jaki nie był mi dany. W spokoju, cudownym oczekiwaniu i poczuciu bezpieczeństwa, których za pierwszym razem zwyczajnie brakowało. Po trzecie: tak postanowiliśmy z B., on również tego chce a dla niedowiarków mogę tylko zdradzić: ustaliliśmy widełki czasowe! Trochę będzie trzeba na to poczekać więc ze spokojem, wyprawki jeszcze szykować nie trzeba… 😉

Bycie rodzicem to ogromne wyzwanie i jak każde inne – pozwala nam popełniać błędy, uczyć się na nich i ich później nie powtarzać. Pierwsze dziecko to sprawdzian naszych umiejętności, próba cierpliwości i tak naprawdę okazja do zadania sobie ważnego pytania: czy chcemy mieć kolejne?

Przy okazji Dnia Matki, kolejnego już obchodzonego przeze mnie w tej roli – a przy okazji w związku z pewną rozmową, którą odbyliśmy całkiem niedawno z B. – postanowiłam napisać ten tekst. Bo być może, gdy zobaczę te słowa na ekranie, przestaną one być tak przygniatająco ciężkie. Bo być może są takie tylko dla mnie a tak naprawdę okaże się, że aż tak źle nie jest. Bo być może okaże się, że wręcz przeciwnie i nie jestem jedyna z takimi obawami. Bo być może przeczytam niżej inne historie, podobne do mojej i komuś dzięki temu będzie nieco lżej. 

7 Responses

  1. Ludzie z jakiegoś dziwnego względu roszczą sobie prawo, aby być tak wrednie wścibskimi i o wszystko się pytać i komentować. Jestem trzy lata po ślubie i ciągle się wszyscy pytają dlaczego nie mamy dzieci: nie możecie? nie stać was? myślisz, że kariera jest najważniejsza? Robię się pewnie czasem czerwona od tych głupot. Życzę Ci wszystkiego co najlepsze!

  2. Powodzenia kochani! I pamiętaj, że każde wspomnienia da się odczarowac. Zastąpił je dobrymi! ❤️❤️❤️

  3. Ja rowniez zastanawiam sie nad drugim dzieckiem. Co prawda nie bylam samotna matka. Moj maz bardzo mnie wspieral. Porod przebiegl bez komplikacji. Jednak czas po porodzie,polog i jeszcze kilka kolejnych miesiecy to byl dla mnie horror. Przeszlam depresje poporodowa. Na sama mysl ze znow moge tak sie czuc odkladam decyzje na pozniej. Musze do tego poprostu dojrzec. Trzymam za ciebie kciuki❤

  4. Najważniejsze by wszystko przeżyć w spokoju, dojrzeć do decyzji i zmierzyć się z odczarowaniem wspomnień. Trzymam kciuki za powodzenie Waszych planów!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top