Biel, szarości i prostota w pokoju dziennym: urządzamy mieszkanie, odcinek czwarty!

Do niedawna nasz pokój dzienny stanowił połączenie kilku zupełnie różnych funkcji. Bo za dnia był i zwyczajnym salonem, i jadalnią, i moją pracownią. Bo nocą stanowił naszą sypialnię. Musiał więc być urządzony praktycznie i w taki sposób by te role ze sobą nie kolidowały a wyposażenie pomagało w bezproblemowym balansowaniu pomiędzy nimi. Stół był zarazem moim biurem i miejscem naszych posiłków. Regał skrywał wszystko to, co potrzebne do mojej pracy, zasoby naszej biblioteczki i masę innych różności. Gdy zamieniliśmy nasz niepraktyczny duży salon i nieduży pokój Małego Człowieka na duży pokój dziecięcy, małą sypialnię i nieduży pokój dzienny – całkiem sporo się zmieniło w naszej organizacji. A jeszcze więcej tak naprawdę mogło się zmienić w wystroju bo taki układ oferuje całkiem sporo możliwości, które staramy się wykorzystać.

Bo niemal od razu dwie funkcje pokoju dziennego przestały być nam zwyczajnie potrzebne, skoro zyskaliśmy sypialnię a w niej również – w końcu! – mój kąt do pracy. A skoro salon jest otwarty na kuchnię a jedno i drugie urządzone tak by współgrały ze sobą kolorystycznie – nic nie stało na przeszkodzie by pomiędzy nimi stanął stół z krzesłami, czyli… jadalnia!

I wszystko w banalnie prosty sposób się wyklarowało, każde pomieszczenie miało spełniać konkretną rolę i tego się trzymamy.

Część tzw. wypoczynkowa salonu miała stać się zarówno miejscem, gdzie możemy odpocząć, jak i takim, gdzie jest wystarczająco przestrzeni by chociażby zaprosić bliskich na rodzinny obiad. Chcieliśmy by jak najmniej przedmiotów, których ilość i tak przecież ostatnio drastycznie zmniejszyliśmy – było widoczne. Dlatego zabudowane półki nad telewizorem okazały się być strzałem w dziesiątkę. Wewnątrz mamy poukładane dosłownie wszystko, od pamiątek i dokumentów, przez akcesoria elektroniczne po szkło i apteczkę. Na czterech mini-półeczkach na ścianie zmieściliśmy naszą znacznie uszczuploną biblioteczkę. Rozkładana sofa mieści wewnątrz zapasową pościel i koce. Niewielki ale niezwykle oryginalny stolik obok niej, tuż nad nią obraz. I tyle. Brakuje tylko dywanu, póki co nie zabraliśmy się jeszcze za to. I może kilku dodatków, nie doprecyzowaliśmy jeszcze tylko – jakich. 😉

Ale może po kolei! Skupmy się tylko i wyłącznie na tej części wypoczynkowej. Na początek na pytaniu: dlaczego znajduje się tutaj tak… niewiele?

  • bo im mniej bibelotów – tym mniej zbierającego się kurzu 😉 
  • bo ma być funkcjonalny!
  • bo lubimy przestrzeń
  • bo mniej znaczy więcej, również w tym przypadku 

Tyle w temacie. Centralnym elementem naszej przestrzeni wypoczynkowej jest duże balkonowe okno, będące zarazem źródłem światła. Na karnisz trafiły zasłony ( TektyliaLand.pl ), które za dnia przepuszczają zaledwie niewielką jego część, co się przydaje zwłaszcza w słoneczne dni. Mimo że są jasne bo szaro-białe to zadziwiająco dobrze radzą sobie w tej roli. I pasowały do mojej wizji kolorystycznej!

Na jednej ścianie białe zabudowane półki, pod nimi szafka pod telewizor, na niej telewizor. Szafka wisząca na ścianie – dzięki temu łatwo utrzymać pod nią porządek, odkurzać czy myć bez problemu podłogę. W szafkach ukryte pudło z pamiątkami, drugie z dokumentami, trzecie z akcesoriami elektronicznymi, czwarte z wszelkimi drobiazgami papierniczymi. Znalazła też tutaj swoje miejsce domowa apteczka, szkło i butelki z alkoholami, które dostajemy w prezencie i zazwyczaj… odstawiamy na bliżej nieokreślone kiedyś. Innymi słowy – wszystko, co powinno być z dala od rąk Małego Człowieka, znalazło swoje miejsce na dużej wysokości i w niedostępnej dla niego formie. Na szafce pod telewizor dwa plakaty, będące idealnym uzupełnieniem pozostałych dodatków w bieli i czerni ( Manufaktura Inspiracji ).

Przy ścianie na wprost szafek i telewizora – rozkładana sofa. Ikeowska, szara, z trzema poduchami, rozkładana i wygodna. Urzekła mnie prostota. Nic wymyślnego, pasująca do niemal każdej aranżacji i funkcjonalna zarazem. Nad nią wisi nasz nowojorski widok ( fotobraz ). Obok niewielki stolik kawowy z lustrzanym blatem ( Unique Stuff ), zaraz nad nim półeczki z książkami a na nich przewieszone cotton balls light, które za dnia stanowią świetny dodatek w wersji black&white a wieczorami wprowadzają genialny nastrój ( Light in colours ).

I tyle. Planujemy dołożyć do tego wszystkiego jeszcze dywan i – być może – jakieś fajne powłoczki na te poduchy. W planach jest też porządna lampa do czytania wieczorami bo każdy przecież wie, że mimo wszystko najlepiej pracuje się na kanapie! 🙂

mama-sama

8 Comments

  1. Dywan koniecznie! Lampa też fajnie będzie pasować a co do poduchy to może wzór jak zasłony? :))

  2. Cudne kolory, rewelacyjnie dobrane- po prostu pięknie! Gratuluję! 🙂

  3. W sypialni się zakochałam a salon tylko mnie utwierdza w przekonaniu że macie super gust! 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *