Eksperyment: dlaczego dziecko nie potrzebuje wielu zabawek?

Mając na uwadze przeprowadzkę i perspektywę pakowania niezliczonej ilości kartonów z naszymi rzeczami – przemknęło nam przez myśl by jeszcze trochę zmniejszyć ich ilość.  Mimo że ostatnich kilka miesięcy upłynęło nam pod znakiem zmian i eliminowania wszystkiego, co zbędne – wydawało nam się, że pokój Małego Człowieka nadal jest nadmiernie przepełniony, zabawki atakują z każdej strony i są dosłownie w s z ę d z i e. Któregoś wieczoru więc dokonałam kolejnej selekcji i pół worka drobiazgów (zaledwie) wyleciało z jego pokoju. Zmieniło to tak naprawdę niewiele. Z jednej strony wydawało mi się, że i tak ma wszystkiego niedużo (porównując z zagraconymi od podłogi do sufitu pokoikami jego rówieśników, widywanymi tu i ówdzie). Z drugiej jednak strony zdawałam sobie sprawę z tego, że mimo iż pozostały tylko te w pełni sprawne, możliwie kreatywne i edukacyjne czy naprawdę solidne zabawki – Mały Człowiek bawi się zaledwie maleńką częścią całości. Wystarczyły jednak trzy tygodnie przygotowań do przeprowadzki byśmy doszli do zdecydowanie dalej posuniętych wniosków.

Tydzień pierwszy upłynął nam na przetrząsaniu wszelkich zakamarków by pousuwać wszystko to, co “na nowym” już nam się nie przyda. Następnie do przeprowadzkowych kartonów trafiły wszystkie te rzeczy, które na co dzień nie są niezbędne więc mogły spokojnie czekać spakowane. W ten sposób z kuchni ubyło trochę naczyń, z szafy w przedpokoju pościel dla gości, świąteczne ozdoby czy zimowe płaszcze. Któregoś wieczoru zgarnęłam też z pokoju Małego Człowieka jego kolekcję aut, połowę wszelkich klocków, część pluszaków i książeczek. Na pierwszy rzut oka nie zmieniło to wiele – bo przecież na co dzień były ukrywane w szufladach-wkładach regału. Zabawki trafiły do kartonu, który został zaklejony taśmą i odstawiony na bok. W kolejnych dniach Mały Człowiek nawet nie zauważył, że czegoś w jego dobytku nagle nie ma.

Tydzień drugi był nieco bardziej intensywny. Stopniowo znikały meble, kartonów przybywało, półki w szafach zaczynały pustoszeć. Zawartość naszej biblioteczki, ramy ze ścian czy szkło z kuchni – kolejno trafiały do następnych pudeł. Kartony ustawialiśmy już jeden na drugim a w mieszkaniu wciąż pozostawało sporo do spakowania. I tym razem nie oszczędziłam pokoiku Małego Człowieka. Spakowałam wszystkie pozostałe pluszaki – za wyjątkiem dwóch, z którymi śpi. Spakowałam wszystkie klocki – za wyjątkiem nowego zestawu Lego Duplo, który był non stop w użyciu akurat. Spakowałam wszystkie puzzle – za wyjątkiem dwóch pudełek najczęściej układanych. Spakowałam wszystkie instrumenty, auta, wiaderka, i tak dalej i dalej. Zostały zaledwie dwa pojemniki, każdy wypełniony do połowy zabawkami. Kosz po pluszakach zniknął razem z nim, skrzynka została opróżniona a na półkach leżało już zaledwie kilka książeczek. I wiecie co? Mały Człowiek nie zauważył braku spakowanych rzeczy.

Jako że pakowanie miało miejsce zawsze, gdy Mały Człowiek był kąpany przez B. – nie mógł być świadomy tego procederu. Nie miał pojęcia, że w kartonach są jego rzeczy. Nie czuł potrzeby poszukiwania ich. Ba! Nie zauważył, że aż tylu zabawek brakuje. Bawił się wciąż tymi samymi, ulubionymi. Jego rzeczy zostały upchnięte w trzy wielkie pudła, w pokoju zostało łóżeczko, pufa, pusta skrzynka i niemal pusty regał, zabawki mieściły się w jednej szufladzie, zniknął nawet jeden z dwóch koni na biegunach i rowerek. A Mały Człowiek nawet na to nie zareagował.

Tydzień trzeci był zarazem ostatnim z przygotowujących do ostatecznej przeprowadzki. Zaplanowaliśmy, że spakujemy już resztę, wyruszymy na majówkę do Dziadków, którzy jednego dnia długiego weekendu zajmą się Małym Człowiekiem a my zajmiemy się transportem pudeł i uprzątnięciem zarówno starego, jak i nowego mieszkania. Do pozostałych kartonów trafiło więc dosłownie wszystko, za wyjątkiem tego, co mieliśmy zabrać na wyjazd.

Mały Człowiek i tego nie zauważył. W pokoiku pozostał jego plecaczek, dwa zestawy puzzli, dwa pluszaki, dwie książeczki, kluczyk-zabawka, tabliczka do rysowania i… to wszystko. Czy Mały Człowiek jakoś rozpaczał nad tym stanem rzeczy? N i e.

Pojechaliśmy na całą majówkę do Dziadków, w międzyczasie domknęliśmy przeprowadzkę, ogarnęliśmy się w nowym mieszkaniu. Odtworzyliśmy pokój Małego Człowieka w łudząco podobny sposób do tego, jak wyglądał dotychczas. Nowy jednak jest mniej więcej o połowę większy, zyskał więc naprawdę sporo przestrzeni. A nas ten efekt zainspirował.

Przygotowaliśmy dwa duże pojemniki ukryte w szafie i do końca maja mamy zamiar wyeliminować te zabawki, którymi naprawdę się nie bawi. Przede wszystkim te pluszaki, których nie zaszczyca nawet spojrzeniem a one jedynie zbierają kurz i nic ponad to. W następnej kolejności na pewno pozostałości nic nie wnoszących interaktywnych gadżetów, które notorycznie dostaje w prezencie. Pozbędziemy się też (tym razem bez wyrzutów sumienia) wszystkich wybrakowanych aut, koparek i wszelkiej maści pojazdów, które nie są już ani ładne ani szczególnie sprawne. Mogłabym wymieniać i wymieniać a pewnie i tak nie zdołałabym z wyprzedzeniem wypisać wszystkiego, co wyląduje w tych ukrytych pustych pudłach w szafie. Wszystko okaże się w trakcie całego procesu.

Dlaczego chcemy to zrobić? Już wcześniej zrobiliśmy selekcję jego dobytku, jednak tak naprawdę dopiero ta przeprowadzka uświadomiła nam, jak niewiele się wówczas zmieniło. Mieliśmy też okazję na własne oczy zobaczyć, że strata sporej części tego, co posiada – nie spowodowała żadnych histerii, bezdennej rozpaczy, buntu czy poszukiwań. On po prostu tego nie zauważył. A dla nas to jasny komunikat, że aż tyle tego wszystkiego na co dzień nie potrzebuje.

Zabawek jest zdecydowanie za dużo. Zbyt wiele z nich jest kompletnie nieużywane, zbiera tylko kurz i w zasadzie nie pełni żadnej funkcji. Mały Człowiek ma swoje ulubione rodzaje zabawek a trzymanie na siłę wszystkiego, co kiedykolwiek dostał w prezencie “bo nie wypada wyrzucić” jest ogromnym błędem.

Nie odbierzemy jemu nagle 99 procent wszystkiego, co miał dotąd. Pozbędziemy się tego, co kompletnie nieużywane, z czego już wyrósł lub co zostało w jakiś sposób zniszczone czy zdekompletowane. Łatwiej będzie utrzymać porządek, pokój będzie wyglądać schludnie i co najważniejsze – zyskamy przestrzeń dla naszego Małego Człowieka.

Warto zastanowić się, czy wszystko, co posiada dziecko – jest jemu potrzebne do odpowiedniego rozwoju. Czasami jedno ukochane autko daje maluchowi o wiele, wiele więcej niż półki uginające się od najnowszych modeli. Czasami pusta, niezagracona niczym podłoga w pokoiku daje o wiele większe pole do popisu niż taka zastawiona niezliczoną ilością najnowszych gadżetów, dodatków i zabawek. Czasami mniej naprawdę znaczy więcej i warto mieć to na uwadze. Dziecko potrzebuje uwagi i miłości, kreatywnego podejścia do codzienności i zabawy. Mając nieco mniej – nauczy się szacunku dla tego, co posiada. Mając nieco mniej – łatwiej będzie utrzymywać porządek. Mając nieco mniej, otrzymując nieco rzadziej – nie stanie się interesownym materialistą, kojarzącym bliskich jedynie z prezentami. Pomijając już szkodliwy wpływ wielu zabawek na rozwój dziecka. Warto się zastanowić – mimo wszystko – nad zmianami w postrzeganiu kwestii zabawek dla malucha. Warto zrobić taki eksperyment jak my. Nie wyrzucać od razu definitywnie, pochować na jakiś czas, stopniowo uprowadzając różności dziecku. I obserwować, czy ono w ogóle to dostrzeże. Wnioski nasuną się same.

mama-sama

3 Comments

  1. Obecnie panuje jakieś dziwne ściganie się, które dziecko ma więcej droższych zabawek. Paranoja… Za wydawane na nie pieniądze można dziecku odkładać na ko to albo na jakiś większy wydatek….

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *