Trudny temat: przemocowiec i wspólnicy

Całkiem niedawno w mediach zaczęły pojawiać się nagrania, udostępnione przez ofiarę przemocy domowej, będącej zarazem żoną radnego ( już byłego ). Z jednej strony kobietę zalała fala empatii i wsparcia, z tego co zasłyszałam – jest pod opieką fundacji, zajmującej się ofiarami przemocy domowej. Z drugiej strony dało się słyszeć głosy, że to pranie domowych brudów w sposób nazbyt publiczny. I to sformułowanie popchnęło mnie do napisania tego – jakże trudnego tak naprawdę – tekstu.

Bo czym jest według tych komentujących “publiczne pranie brudów”? Czy gdyby ta sama kobieta udostępniła te same nagrania ale jej mąż byłby na przykład kasjerem na stacji benzynowej albo spawaczem w fabryce – zostałaby mniej skrytykowana? Czy stwierdzono tak tylko dlatego, że jej mąż jest osobą publiczną…? Oczywiście, że chodzi o to drugie. Bo przecież najpierw mogliśmy słyszeć od pana radnego między innymi takie słowa, które uznawały małżeństwo za rzecz świętą. A teraz od niedawna możemy usłyszeć, jak wyzywa, poniża, zastrasza i po prostu… bije – własną żonę. Tą samą, z którą wziął ślub. Tą samą, z którą współtworzy małżeństwo, które – podobno – jest dla niego świętością. Serio? Naprawdę w tej sytuacji to ta kobieta zrobiła coś karygodnego bo pokazała, jaki ten człowiek jest naprawdę…? I to naprawdę ona zasługuje na potępienie? Nie, nie zasługuje. Niezależnie od tego kim jest sprawca przemocy ani kim jest jego ofiara – przemoc ta nie ma prawa bytu.

Garść faktów: obecnie w Polsce zaledwie co szósta sprawa o znęcanie się psychiczne i/lub fizyczne trafia do sądów. Z tych, które już trafią – połowa jest umarzana. A jeśli nie to… 80-90 procent wyroków to wyroki w zawieszeniu. Uprośćmy. 60 osób znęca się nad osobą najbliższą. Poniża niemiłosiernie, zastrasza, bije, kopie, szarpie za włosy, co tam chcecie. Zaledwie 10 z nich trafi przed sąd. Z czego tylko w 5 przypadkach sprawa nie zostanie umorzona. A z tych 5 osób – 4 otrzymają wyroki w zawieszeniu. Czyli tak naprawdę żadne wyroki. Brutalne, prawda?

Kiedyś napisałam tuCałą noc nie śpisz, obserwujesz i czujesz, jak przez sen przysuwa się do Ciebie, półprzytomnie obejmuje. Czujesz bliskość i ciepło, których Ci brakuje a o które nie masz odwagi prosić. W uszach brzmią Ci wciąż słowa poniżenia, szyderstwa, bolesne niczym po stokroć wbijane igły w każdy milimetr Twojej duszy. Cierpisz w milczeniu, wiedząc, że następnego dnia przejdziecie nad tym do codzienności. Tak jakby nic podobnego nie miało miejsca. Gdy inni zapytają, dlaczego tak źle wyglądasz, odpowiesz: ciężka noc, dziecko płakało. Ewentualnie nic nie powiesz, ktoś zrobi to za Ciebie, tuszując skazy Waszej codzienności, znanej tylko Wam. 

Wówczas nie napisałam tego wcale bez powodu. Pisałam o sobie. Potrzebowałam trzech lat niemal by odważyć się na słowa, które padną niżej. Dlaczego tak trudno się o tym mówi? Bo jest wstyd, poczucie winy, poczucie bycia gorszym, mniej ważnym i przekonanie, że przecież “nic się nie stało”. A owszem – stało się. I dzieje się wobec ogromnej ilości osób każdego dnia. I to jest straszne. Jeżeli taka ofiara, w jakiś sposób uwikłana w tą przemoc, posiadałaby odpowiednią wiedzę czy możliwości a przy tym nie doświadczałaby regularnego “prania mózgu” – na pewno by po prostu odeszła. Ofiary przemocy z czasem doświadczają pewnego rodzaju wyuczonego poczucia bezradności, zaczynają nim żyć… I błędne koło się zamyka. Nikt nie lubi być bity, nikt nie lubi być poniżany. Ale jeśli to trwa i trwa – trudno jest się od tego uwolnić. Bo co mielibyśmy zrobić, jeśli sami sobie nie poradzimy? Jeśli nie jesteśmy nic warci? Jeśli tylko przy oprawcy coś znaczymy?

Brzydzę się tymi, których wcześniej uważałam poniekąd za rodzinę. Brzydzę się tymi, których wcześniej uważałam za przyjaciół. Brzydzę się tym, którego nazywałam ojcem mojego dziecka. Brzydzę się nimi wszystkimi bo wszyscy na równi są winni temu, co się stało. Nie tylko ten, który podnosił rękę. Również ci, którzy za wszelką cenę starali się go z tego oczyścić. Również ci, którzy dali się zmanipulować i uwierzyli w jego wydumane historyjki. Również ci, którzy słyszeli krzyki ale zupełnie o nich zapomnieli, zeznając. Każdy z nich z osobna przyłożył rękę do przemocy. A później dowiadujesz się, że to wszystko poszło na marne – bo i tak oprawca pozostał bezkarny. A później znosisz tych wszystkich ludzi i ich udawanie, że nic się nie stało. To oni są najgorsi. Ci, którzy widzieli i słyszeli, ale milczeli.

Przyznanie się do bycia ofiarą przemocy wymaga jeszcze większej siły niż jej przerwanie. Dlatego naprawdę nie rozumiem, jak można potępiać kogoś, kto w końcu znalazł w sobie siłę by zwyczajnie uciec, odciąć się i zacząć życie bez ciągłego upodlania. Tak naprawdę wciąż mała jest świadomość ludzi w tym temacie. Wciąż jesteśmy ślepi na to, co dzieje się za ścianą czy w domu naprzeciw. Wciąż panuje absurdalne przekonanie, że skoro nie nasz dom to nie jest to też nasza sprawa.

Kolejną istotną kwestią jest fakt, że sprawcy przemocy przybierają na co dzień maski, dzięki którym nikt nawet nie podejrzewałby ich o cokolwiek niewłaściwego. Zazwyczaj widzimy przykładnych, ułożonych i opanowanych ludzi, nierzadko bogobojnych i wypowiadających się w temacie moralności niczym niedoścignione wzorce. Przemocowcy to mistrzowie pozorów, przesiąknięci hipokryzją i obłudą. Czasami latami tworzą wokół siebie otoczkę, która znika wraz z przekroczeniem progu własnego domu. Wówczas stają się tyranami, którymi są zawsze i naprawdę. To co widzimy na co dzień to jedynie element ich gry. O ile dajemy się na to nabrać, nie mamy pojęcia ile fałszu jest w ich zachowaniu – nie możemy zrobić nic. Jeśli jednak zdajemy sobie sprawę z tego, że to zaledwie maska a człowiek taki krzywdzi kogoś innego – nie robiąc z tym nic, współuczestniczymy w tej przemocy. Ba! Również jesteśmy jej sprawcami. I o tym trzeba mówić!

mama-sama

7 Comments

  1. Mocny tekst. Ale bardzo bardzo bardzo ważny! Puszczam w świat dalej.

  2. Niestety większość ofiar nie ujawnia tego co dzieje się za drzwiami ich domów. :/

  3. Ogromnie trudny temat. I bolesny. Często nie da się wyrwać z takiego zamkniętego kręgu miłych ludzi, którzy mówią, ze przecież wszystko jest dobrze, tak świetnie do siebie pasujecie, on jest takim dobrym mężem a jak kocha dzieci…

  4. Bardzo wartościowy tekst. Tematy z tego obszaru są bardzo trudne, bolesne i ciągle z niewiadomych przyczyn zatajane. Czas najwyższy przełamać milczenie i schematy…zmienić myślenie, które wpycha ofiarę w poczucie, że jest winna, że mówiąc o przemocy robi coś złego, że coś niszczy…
    Milczenie jest równoznaczne z wspieraniem przemocowca i nie mam tu na myśli ofiary, a postronnych obserwatorów – pseudo niewtrącających się ludzi.

  5. O tym nigdy się łatwo nie mówi. Sama nie mówisz wiele ale ten ból się czuje przy czytaniu mimo że zachowujesz ogromny dystans. 🙁

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *