Nie wychowuj sobie tyrana!

Nadal myli się wychowanie bezstresowe z wychowaniem bez przemocy. O ile jestem przeciwko pierwszemu, to za drugim opowiadam się całym sercem. Dziecko musi znać pojęcie zasad, musi widzieć w nas autorytet, musi być oswajane z szacunkiem do samego siebie i do innych. My, rodzice – jesteśmy od ustalenia tych zasad i ich respektowania. To my mamy uczyć, wskazywać drogę, prowadzić i wymagać. Nie na odwrót! Pozwalanie dosłownie na wszystko prowadzi donikąd. Dziecko wskakuje Wam na głowę – mniej lub bardziej dosłownie – a Wy się z tego śmiejecie. Takie urocze, takie zabawne! A ono nawet nie ma pojęcia, że robi coś niewłaściwego bo skąd ma to wiedzieć? Przecież Wy jemu tego nie przekazaliście, nie pouczyliście, widzi jedynie Wasz śmiech i traktuje to jako zabawę. Powtórzmy więc dla przypomnienia: to rodzice ustalają zasady!

Sytuacja numer jeden: śniadanie. Przygotowujemy kanapkę. Chlebek z serkiem i pomidorkiem. Najpierw grymasi na pomidora. Zabieramy, kładziemy w zamian ogóreczka. Też nie. Zabieramy. Dokładamy szyneczkę. Nie, też nie. Zabieramy ser i szynkę, nakładamy dżemik. O! Paluszkiem bawi się w dżemie. Też nie! Zabieramy kanapkę, dajemy paróweczkę. Maluch oświadcza, że chce jogurcik. Dajemy jogurcik. Ale nie, nie ten. Zawsze jadł inny! O, ten. Nie, nie ta łyżeczka. Gdzie jest łyżeczka z Peppą albo innym stworkiem…?! Jest łyżeczka! Ale ono już nie będzie jeść. W zasadzie to już jest w połowie drogi do swoich zabawek. Rozgrzebany serek smętnie stoi na stole, opuszczony przez delikwenta.

Sytuacja numer dwa: sprzątanie zabawek. Ale nie, ono się tym teraz bawi! Tak, teraz – dokładnie w tej chwili! Mamo, nie ruszaj. Mamo, zostaw. Tego też nie ruszaj. Zostaw! Nie, nie posprzątam. Nie, nie pomogę. Ja się teraz bawię! Nie będę, nie, nie, nie. Ostatecznie to Mama sprząta zabawki, podczas gdy delikwent bawi się jedną konkretną, której tak bardzo nie chciał oddać. Albo po prostu się ulotnił z miejsca zdarzenia.

Co łączy te dwie sytuacje? W obu sami zapracowaliśmy sobie na dokładnie taki efekt, jak ten opisany. W jaki sposób? Ucząc dziecko od początku, że wszystko za nie zrobimy, na wszystko pozwolimy i we wszystkim ustąpimy, dogadzając na każdym kroku.

Są takie zasady, które powinno wpajać się dzieciom niemal od początku. Po co? Po to, żeby – mówiąc kolokwialnie – nie weszły nam na głowę. Tak jak chociażby w przykładach przytoczonych wyżej. Bo nie chcemy przecież wychować małego roszczeniowego egoisty – podczas gdy spełnialiśmy każde jego pragnienie, ułatwialiśmy każde zadanie i zapewnialiśmy, że wszystko jest w jego zasięgu. Nie chcemy, prawda…? A nierzadko sami do tego doprowadzamy nieuchronnie. Na szczęście mamy wybór. Bo wybór jest przecież zawsze!

Możemy uczyć dziecko obowiązków, stopniować ich ilość i wagę a w przyszłości mieć zaradnego małego człowieka. Możemy też wyręczać je dosłownie we wszystkim, nie angażować w obowiązki domowe i za ileś lat zdziwić się, że nieco już starsza pociecha nie potrafi zrobić koło siebie dosłownie nic. Mało tego! Oczekuje,wręcz wymaga by ktoś robił to za nie. Paranoja, prawda? Taki delikwent później, mając lat chociażby piętnaście – nie potrafi wstawić wody na herbatę, odgrzać parówki czy rozwiesić prania. Bo wszystko robią Mama i Tata. A delikwent rośnie sobie w naiwnym przekonaniu, że nic nie musi bo wszystko przecież jest zawsze gotowe. Dlaczego więc miałby to jakkolwiek zmieniać…? No właśnie – dlaczego niby?

Możemy wymagać od dziecka pewnych rzeczy, dzięki czemu będzie ono współodpowiedzialne w wielu kwestiach i zaowocuje to większą uwagą i szacunkiem. Możemy też znosić wszelkie humorki, roszczenia, fochy i obrażanie, starając się zaradzać im podsuwaniem kolejnych możliwości, które rozkapryszone dziecko będzie oczywiście odrzucać. Oczywiście! Jeżeli nauczymy je, że od zawsze zabawki sprzątała i nadal sprząta Mama – dziecko nigdy, absolutnie nigdy nie pojmie, że w ogóle istnieje jakakolwiek inna możliwość. Najpierw będzie po prostu przyzwyczajone do tego stanu rzeczy. Później – gdy zaczniemy wymagać tego od niego – zacznie się buntować i odmawiać współpracy. Bo dlaczego miałoby nagle robić coś, co jest dla niego zwyczajnie nienaturalne? No właśnie – dlaczego niby?

Widziałam w życiu już wielu maminsynków, którzy mając już własne dzieci, nie potrafili sobie zrobić herbaty. Serio, serio.

Przepisem na takiego nieudacznika, roszczeniowca czy małego tyrana, który będzie tylko żądał, brał a na wszelkie próby postawienia go do pionu – reagował buntem, jest bardzo prosty: wyręczajmy dziecko we wszystkim. od samego początku do samego końca. Przy czym ten wspomniany koniec to tak naprawdę termin nieokreślony. Bo nie hamujmy się! Wyręczajmy do pełnoletniości, wyręczajmy do pierwszej pensji, do trzydziestki, do czterdziestki – dożywotnio! Oczywiście dożywotnio w naszym przypadku. Bo gdy my ten świat opuścimy, nasza pociecha tu zostanie i nie poradzi sobie absolutnie z niczym. A na dodatek nie będzie mieć obiektu, do którego można by wówczas rościć pretensje czy stawiać żądania. Smutne, prawda? W sumie to nie wiem, czy smutne, czy żałosne a może po prostu śmieszne – bo tak naprawdę trudno to jednoznacznie stwierdzić.

To nie jest tekst z przymrużeniem oka. To nie jest tekst prześmiewczy czy wyolbrzymiony. Nie od dziś wiadomo, że dzieci wychowywane w duchu przekonywania ich o tym, że są idealne, wszystko za nich “samo” się zrobi i wszystko będzie załatwione – nie wyrastają na szczęśliwych ludzi. Bo któregoś dnia w brutalny sposób rzeczywistość odrze ich z tych absurdalnych przekonań i doświadczą tego, co nazywane jest dorosłością…

Dziecko od początku musi znać podstawowe zasady współżycia z innymi ludźmi: nie bijemy, nie kopiemy, nie plujemy, nie obrażamy, nie zabieramy czegoś drugiej osobie, nie krzywdzimy. Pomijając bunty dwulatka, trzylatka, pięciolatka czy szczególne przypadki pociech naprawdę trudnych – wszystko zależy od nas. Zachowanie dziecka to w dużej mierze odbicie naszego zachowania, tego co obserwuje w domu. Szanujmy swoje dzieci i uczmy je szacunku do innych już od samego początku.

One Response

  1. Bardzo ważny tekst. Jako ciocia trzylatka, ciągle obrzucana zabawkami “bo się na niego spojrzałam”, popychana i szarpana – nieustannie zastanawiam się skąd to się bierze? Nie jestem zwolenniczką bicia dzieci i czasami łapią mnie wyrzuty sumienia za krzyk i chęć odrzucenia tymi zabawkami. Zwyczajnie wyjść nie mogę gdyż często jest pod moją opieką. Dzisiaj sama spodziewam się dziecka i mam wielkie obawy czy podołam.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top