Tablet dla dwulatka – tak czy nie?

Muszę. Po prostu muszę! Na wstępie tylko jedna sprawa gwoli ścisłości: szanujmy czyjeś zdanie i poglądy ale… w granicach rozsądku. Bo jeżeli czyjeś przekonania nikomu nie szkodzą – mają prawo bytu, oczywiście. Ale jeżeli szkodzą komukolwiek, zwłaszcza dzieciom – które bądź co bądź same o swoje dobro się raczej nie upomną – to mamy prawo zwrócić komuś uwagę i spróbować przekonać, że nie do końca rację ma. Wszystko jasne? To idziemy dalej!

Żyjemy w czasach, gdzie dominuje postęp i wszechobecna elektronika. Wstajemy na budzik ze smartfona, jedziemy gdziekolwiek wpatrzeni w nawigację, pracujemy przy komputerach, czytamy z czytników e-booków, robimy przelewy z tabletu a wszelkie potrzebne informacje googlujemy.

***

Gdyby tak cofnąć się o lat kilkanaście czy kilkadziesiąt – do czasów naszego dzieciństwa, prawdopodobnie nie mielibyśmy pojęcia wówczas czym może być smartfon. Szczytem możliwości dziecka było skorzystanie z telefonu stacjonarnego w domu lub komórki rodzica, która nijak się miała do dzisiejszych – wspomnianych już – smartfonów. Nie mieliśmy do czynienia z takim poziomem technologii, z jakich przyszło nam korzystać w dorosłości. Czy dlatego, że kiedyś tego nie mieliśmy – teraz jesteśmy gorsi? Nie.

Ostatnio kończyłam pisać jakieś zlecenie, gdy przyjaciółka podesłała mi screen z jakiejś facebookowej grupy. Patrzyłam, czytałam i nie dowierzałam! W skrócie: kobieta oświadczyła, że idąc niedługo na komunię u rodziny – wzięła na raty drogiego smartfona bo dziewczynka sobie tego “zażyczyła” a jej na zakup jednorazowy nie stać. Pierwszy absurd to fakt, że dziecko wyznaczyło konkretny prezent i to tak drogi. Drugi absurd to fakt, że dorosła kobieta zadłużyła się na jakiegoś tam smartfona dla kilkulatki. Trzeci absurd to fakt, że rodzice tej dziewczynki w żaden sposób nie pohamowali zapędów panienki i przyklaskują takim życzeniom… A gdzieś w tym wszystkim należałoby się zastanowić: jak wychowywane jest to dziecko, że już w tym wieku jest tak skrajnie przesiąknięte konsumpcjonizmem i poniekąd egoizmem…?

Często słyszy się, że dzieci trzeba od najmłodszych lat oswajać z tymi technologiami by później nie czuły się zagubione. Okej! Oswajajmy! W odpowiednim wieku i w odpowiedni sposób oswajajmy!

Bo czy oswajacie dziecko z pociągiem lub tramwajem, kupując jemu skład na własność? Nie! Więc możecie dziecko oswajać z postępem technologicznym, nie dając jemu na własność najnowszych gadżetów. Wystarczy, że ( w odpowiednim wieku! ) pozwolicie pokorzystać czasami w odpowiedni sposób ze swoich. Pamiętajmy też, że to my dajemy dzieciom przykład. Siedząc z nosem w smartfonie czy tablecie, zmieniając co miesiąc modele – “bo nowszy!” – nie uczymy ich niczego innego ponad egoistyczny konsumpcjonizm.

Od dawna wiadome było, że dzieci poniżej trzeciego roku życie najlepiej uczą się poprzez kontakty z innymi ludźmi niż przez oglądanie telewizji. A mimo to wielu rodziców dla świętego spokoju sadzało dzieci przed ekranem nawet na kilka godzin dziennie. Teraz to samo się ma z tabletami i smartfonami. Bo wtedy dziecko nie marudzi, nie zawraca rodzicowi głowy, cichutko siedzi i jest zajęte urządzeniem. Często też taki tablet staje się sposobem na odwrócenie uwagi. Gdy dziecko płacze, próbuje coś wymusić, jest znudzone albo chociażby w podróży. I w takiej sytuacji sami kopiemy pod sobą dołki. Po raz, drugi, trzeci damy dziecku w takim momencie tablet czy smartfona i ono później będzie wymagać już za każdym razem dokładnie tego samego. Takie rozwiązanie będzie dla niego oczywiste. Płacze, jest znudzone więc dostaje tablet i siedzi z nim do oporu. To droga donikąd.

W pierwszych latach życia mózg człowieka rozwija się najintensywniej. Do tego rozwoju dziecko potrzebuje doświadczania świata wszystkimi zmysłami – zobaczyć, poczuć, usłyszeć, dotknąć. Ograniczenie pola działania dziecka i rodzaju bodźców może mieć negatywny wpływ na rozwój struktur neuronowych jego mózgu.

Mózg dziecka potrzebuje również intensywnych doświadczeń z innymi osobami. Ani telewizja, ani komputery nie zastąpią mu kontaktów z opiekunami czy innymi dziećmi, wspólnej zabawy, wspólnego czytania książek i innych doświadczeń dzięki którym dzieci uczą się otaczającego je świata.

Powyższe słowa można przeczytać na mamatatatablet.pl i całkowicie się z nimi zgadzam. Pracując z domu, podczas gdy jedynym moim narzędziem pracy jest właśnie laptop i tablet – od pierwszych tygodni życia niemal Mały Człowiek wychowywał się w sąsiedztwie tychże sprzętów. Telewizor był również obecny, jednak zazwyczaj wyłączony. Czy moje dziecko – mając w tej chwili dwa i pół roku – potrafi włączyć mój tablet lub komputer? Nie, nie potrafi. Czy bawi się pilotem do telewizora? Nie, nie bawi się. Czy chowamy przed nim to wszystko? Nie, nie chowamy.

Wie, że laptop leżący na stole jest Mamy i ruszać go nie wolno. Ma swój. Zabawka w kształcie laptopa. Kolorowa, ma sześć guziczków. Na każdym narysowane zwierzątko. Przyciskasz guziczek z pieskiem – słyszysz szczekanie. Przyciskasz guziczek z kotkiem – słyszysz miauczenie. I tak dalej. Ma też swój tablet. A raczej zabawkę w jego kształcie, na niej dziewięć guziczków z cyferkami. Przyciskasz i słyszysz wypowiadaną cyfrę. Nie puszczamy Jemu bajek z komputera, tabletu ani tym bardziej naszych smartfonów. Wie, do czego służą te urządzenia i to wystarczy. Czasami puścimy Jemu bajkę w telewizji, sporadycznie ale się zdarza. Z dysku – nie z kablówki, gdzie przy okazji naoglądałby się bzdurnych reklam.

Kiedyś zagapiłam się i zostawiłam włączony telewizor, idąc gotować obiad. Wracam do pokoju a Mały Człowiek stoi wpatrzony w jakiś idiotyczny paradokument, gdzie dwóch typków w dresach się tłucze wzajemnie. Po chwili odwraca się, chwyta swojego pluszowego psa i… go bije. Musiałam Jemu długo tłumaczyć, że tak się nie robi. Dziesięć minut przed telewizorem wystarczyło. Co więc by było, gdyby miał to na co dzień…?

Jesteśmy z B. przeciwni modelowi wychowania, opartego na dostępie do wszelkich elektronicznych gadżetów i zdania nie zmienimy. Na szczęście nie jesteśmy w tym odosobnieni, podobnych rodziców jest sporo. Nadal niewielki procent wszystkich ale to zawsze coś. Nie róbmy z naszych dzieci tak mało rozgarniętych istotek, że w późniejszym wieku nie poradzą sobie z nauką korzystania z komputera! Dwulatek czy trzylatek wcale ale to wcale nie musi, NIE MUSI – potrafić z nich korzystać a wręcz nie powinien. A tak już zupełnie ku przestrodze komentarz internautki znaleziony w odmętach internetów:

Miałam podobny problem, jak 4-letniej córce daliśmy się pobawić tabletem. Bardzo szybko pojęła, jak włączyć grę czy muzykę. Jednak po pewnym czasie zaczęła histeryzować, gdy trzeba np. było przerwać oglądanie bajki i coś zjeść. Teraz schowaliśmy tablet i nie ma zabawy. To jest duży błąd – dawać tak małemu dziecku dostęp do komputera czy komórki. Dziecko bardzo szybko się uzależni od tych cacek.

Warto rozróżniać, co dziecku powinniśmy dać, co możemy dać a czego nie powinniśmy dziecku dawać wcale. Będąc rodzicami – wychowaniem go mamy bezpośredni wpływ na to, jakiego człowieka ukształtujemy w dużej mierze. Rodzicielstwo to wyzwanie a wychowanie to długotrwały proces. Każdy rodzic ma prawo do gorszego dnia, do zmęczenia. Każdy może sporadycznie puścić dziecku bajkę, jeśli ta bajka jest dostosowana do wieku malucha. Ale ludzie, litości!

***

Nie twórzcie dziecku codzienności opartej na bezmyślnym gapieniu się w ekranik czy to smartfona, czy to tabletu. Robicie im krzywdę, dzisiaj tego nie widzicie ale gdy już zobaczycie – może być ciut za późno. Nic im się nie stanie, gdy nauczą się obsługi tych sprzętów za lat kilka, czyli wtedy gdy ta nauka powinna mieć miejsce.

Nie odbierajcie swoim maluchom dzieciństwa, zastępując je gadżetami… Książeczki, klocki czy puzzle – one dadzą im więcej radości, więcej nauczą i co najważniejsze – nie uzależnią.

mama-sama

8 Comments

  1. Malutki kiedyś podziękuje tak mądrym rodzicom i podobne wartości przekaże swoim dzieciom, kochani. Trzymajcie tak dalej!!

  2. Nie zgadzam się z Tobą (choć Cię nie krytykuje za takie a nie inne postępowanie), a dlaczego się nie zgadzam? Na wstępie piszesz o tym, że Nasze pokolenie mogło pobawić się telefonem rodzica a czasem pooglądać tv, pokolenie naszych rodziców pewnie wcale lub mało co oglądało Tv, bo było słabo dostępne, nasi dziadkowie o telewizji w dzieciństwie pewnie nawet nie słyszeli itd do tyłu, czy w takim razie my jesteśmy gorsi/mniej rozwinięci od Naszych pradziadkow bo pozwalano nam oglądać Tv i czasem bawić telefonem rodzica? NIE! Tak samo z naszymi dziećmi: nie będa od Nas gorsze od TV, tabletu, telefonu!!!(a to tylko odwrócenie Twojego argumentu)
    Po drugie tu może nie u 2 latka ale już u 8 czy 10 latka tu istotę posiadania czegoś wyznacza grupa, i nie twierdzę że przykład 8latki i jej ciotki nie jest idiotyczny(bo jest, ale jest też skrajny)ani że mamy zaspokajać wszelkie zachcianki dziecka ale nie oszukujmy się to też są rzeczy ważne!
    Tak naprawdę jedyne z czym się zgodzę, to fakt że dziecko powinno poznawać świat, na różne sposoby, i dlatego to my mamy tak bobasowi, roczniakowi, 3 Latkowi i 9 Latkowi pokazać świat na 1001 sposobów, czyli pozwalać mu wahać, dotykać, smakować, próbować, samemu mu wiele pokazywać by wiedział co jest na świecie, i by 4 latek nie płakał przy odebraniu smartfonu, bo wie, zw ciekawe są też: kino, rower, cyrk, planszowa, kopanie w ogrodzie i wyjście na basen,ale też nie zapominać że elektronika to też nieodłączny element świata!!!
    Pozdrawiam

    • A ja sie nie zgadzam. Grupa wyznacza chec posiadania i tak zawsze bylo. Ok. Ale to ze jakis dzieciak z klasy ma nie oznacza ze i my MUSIMY naszemu dziecku kupic. Elektronika obecnie jest wazna i przysatna ale 3 czy 4 latek WYMAGAJACY od rodzica gadzetow no jest tak nauczony to po prostu patologia. Inaczej tego nazwac nie mozna….

    • Autorka pisze o 2 czy 3latkach więc nie widzę najmniejszego nawet powodu by takie dzieci uczyć już w tym wieku bezpośredniego kontaktu z podobnym sprzętem. Na wszystko przyjdzie czas.

  3. Ani dla 2latka ani dla 3latka ani nawet dla 4latka… To nie czas na takie nałogi już!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *