Sen dziecka: fakty nie do końca znane

Dzieci potrzebują snu. Rodzice potrzebują czasu tylko dla siebie i dla siebie nawzajem. Dwie prawdy, o których bardzo wielu rodziców bardzo często – nagminnie wręcz! – zapomina. I widzimy później chociażby mnóstwo memów, na których rodzice zasypiają szybciej niż ich dziecię. I tak dalej i dalej. Ile w tym jest prawdy? Ociupinkę mniej niż na wspomnianych memach. Bo o ile nie mówimy o tzw. dzieciach wysokich potrzeb (czy jakoś tak) – możemy zapanować nad pociechami i ich trybem dnia, zwłaszcza nad porami snu. A w tym wszystkim musimy pamiętać przede wszystkim o tym, że sen jest dziecku potrzebny i powinniśmy mieć to na uwadze z a w s z e.

W związku z tym, że od początku interesowała mnie kwestia snu Małego Człowieka – sporo na ten temat czytałam. Bo na początku byłam zdziwiona, że taki maluch przywieziony ze szpitala śpi i śpi i nic więcej właściwie. I od tego się zaczęło. Wówczas zaczęłam czytać wszystko, co mi wpadło w ręce na temat snu dzieci. A gdy skonfrontowałam to z wszechpanującymi przekonaniami – nieco się zdziwiłam. Bo skąd tak duże różnice…? Z braku wiedzy? Z lenistwa? Z braku chęci zmiany? Nie mam pojęcia. Postanowiłam jednak obalić kilka najczęstszych mitów, jakie udało mi się znaleźć na forach dla rodziców, mamuśkowych grupach na fejsbuczku czy czyichś poradach.

fakt nr 1: dziecko nie potrafi zasnąć ze zmęczenia

Niemożliwe, prawda? Często słyszy się o praktykach rodziców, polegających na wymęczeniu dziecka za dnia by “padło” wieczorem “bez problemu”. Nic gorszego nie można zrobić! Dziecko zmęczone nie zaśnie bo będzie zbyt… zmęczone. W zamian będzie tylko marudne. Podobnie jest z ograniczaniem drzemek za dnia by wcześniej zasnęło wieczorem. Może i sprawdziłoby się to w przypadku osoby dorosłej, w przypadku dziecka mija się z celem. W ten sposób jedynie powodujemy, że ono pada dosłownie ze zmęczenia, jest wyczerpane i bez sił. Prowadzimy więc do jego wyczerpania, co nie jest wskazanym stanem w przypadku malucha.

fakt nr 2: drzemki są potrzebne dziecku dla właściwego rozwoju

Często widuję gdzieś na Instagramie czy fejsie stwierdzenia, że dzieci j u ż nie miewają drzemek a mowa o półtorarocznych czy dwuletnich bąblach. Mały Człowiek u nas akurat drzemki wciąż miewa, zazwyczaj o stałej porze i póki co nie wygląda na to by miał z nich zrezygnować. Wyczytałam też gdzieś, że potrzeba snu w ciągu dnia zanika około piątego roku życia. Pożyjemy, zobaczymy – oby!

fakt nr 3: rytuały powinny być tworzone od pierwszych dni życia dziecka

I z tym absolutnie się zgadzam. W pierwszych miesiącach życia Małego Człowieka kolejność była u nas prosta: sen-mleczko-tulenie-sen. Wieczorem kąpiel przed snem już nocnym, zawsze o podobnej porze czyli w granicach 19:30 i ewentualne nocne pobudki na sen czy zmianę pieluszki. Z biegiem czasu dzienny rytm się zmieniał, kąpiel o tej samej porze a po niej mleczko i usypianie w łóżeczku pozostawały bez większych zmian.

Ważne też – przynajmniej w naszym przypadku – jest usypianie Małego Człowieka zawsze w tym samym miejscu, czyli w jego łóżeczku. Gdy po kąpieli jest już senny – a zazwyczaj jest – kładziemy go w jego pościeli i tam następuje proces usypiania. Czytanie książeczek, dopóki nie zaśnie. I tak było zawsze. I zawsze działało. Czasem trwa to kilka minut, czasem kilkanaście a innym razem pół godziny. Ale codziennie zachowana jest ta sama pora, ta sama kolejność czynności i ten sam sposób usypiania. Co zyskałam dzięki temu? Mały Człowiek sam wie, że po sprzątnięciu zabawek następuje kąpiel a po niej sen. Dzięki temu jest przygotowany na to, co nastąpi za moment i podchodzi do tego ze spokojem, wiedząc czego się spodziewać.

fakt nr 4: spowijanie wspomaga sen

Mówiąc o spowijaniu od razu przychodzą na myśl otulacze, które stały się ostatnimi czasy tak bardzo popularne. przyznaję, że po narodzinach małego Człowieka – nie miałam o nich pojęcia. Od pierwszych dni życia Malutkiego owijałam go jednak ciasno cienkim kocykiem bo widziałam, że go to uspokaja. Nazywano go wtedy Małą Fasolką – bo kocyk był zielony – a spał tak opatulony spokojniutko i bez większych przerw.

Gdy się jednak bliżej przyjrzeć tej kwestii, wypytać położną czy pediatrę, ewentualnie poczytać co ciekawsze źródła – można dowiedzieć się, że błogi sen tak owiniętego malucha nie jest dziełem przypadku.  Bowiem owijając malucha tak ciasno, razem z rączkami – stwarzamy warunki bardzo podobne do tych, które panowały w brzuszku mamy. Dzięki temu pomagamy wyregulować oddech i pracę serca, pogłębiamy jego sen i pomagamy w łagodnym przystosowywaniu się do życia poza matczynym brzuchem.

fakt nr 5: dziecku trzeba pomóc nauczyć się odróżniać dzień od nocy

I tutaj przede wszystkim: rytuały. Jak pisałam wyżej – są ważne i istotne jest by podtrzymywać je od samego początku, przyzwyczajać dziecko do konkretnego rytmu dnia i nie zaburzać go ciągłymi zmianami czy odstępstwami. Zdarza się, że dziecko wybudzi się w nocy. Można wtedy zmienić pampersa, nakarmić czy zaśpiewać kołysankę. Nie włączać światła, nie zabawiać, nie robić nic, czego nie robi się zazwyczaj w nocy nie nie zmylić dziecka co do pory dnia. Dzięki temu zachowamy pozory nocy mimo że maluch się wybudził i spać na pozór nie ma zamiaru. Spokój, opanowanie i czułe usypianie zaradzą problemowi.

***

Rutyna, przede wszystkim w codziennych rytuałach – pozwala dziecku czuć się naprawdę bezpiecznie. Dzięki temu ono doskonale wie, co robić i czego się spodziewać w konkretnym momencie. Dużym błędem jest zakładanie, że dziecko może odespać braki, na przykład rano. Czasami rodzice wprowadzają kiepski zwyczaj, jakim jest wieczorne czekanie aż dziecko po prostu padnie ze zmęczenia i pozwalanie później spać do dziesiątej czy jedenastej. Wszystko fajnie – bo nie silą się na żmudne usypianie, nie muszą zrywać się rano skoro świt bo dziecko już wstało. Jednak pomija się w tym istotną kwestię – z czasem dziecko będzie musiało wstawać rano o określonej porze. Czy to na pójście do przedszkola, czy później do szkoły. A jeżeli będzie miało wyrobiony nawyk hasania do dziesiątej czy jedenastej wieczorem a później spania do tej dziewiątej czy dziesiątej rano – z tym wstawaniem na czas może być różnie. Dlatego właśnie warto od samego początku tworzyć rytuały, które dziecko zna i zgodnie z którymi toczy się jego rytm dobowy.

Często spotykamy się ze zdziwieniem, że Mały Człowiek bez oporów i awantur chodzi spać po tej 19:30. Nie protestuje, nie wymusza dalszej zabawy, nie krzyczy ani nie rzuca niczym. Serio, serio! Na hasło sprzątania zabawek, maszeruje do swojego pokoju, wrzuca wszystkie graty swe do pojemników i skrzynek na zabawki, wraca zadowolony z siebie i oświadcza, że idzie się kąpać. Czeka aż B. napełni wannę, rozbiera się ( tak, sam! ) i zostaje wsadzony do wody. Po kąpieli i szczotkowaniu ząbków, zostaje odziany w piżamę, zaniesiony na rękach do łóżka, umoszczony w pościeli i oczekuje opowieści lub czytania. Można? Można. To dla niego coś absolutnie normalnego, stąd tak spokojne podejście do całego procesu. Nie zna innych możliwości, czyli zabawy do upadłego albo zasypiania gdzie popadnie. Dzięki temu ma tyle snu ile potrzebuje a my mamy wieczory dla siebie.

I nie – nie jest to egoistyczne. Wcześniej, gdy byliśmy tylko we dwoje, takie spokojne wieczory pozwalały mi pracować do oporu. Teraz, gdy w grę wchodzi związek – mamy czas na kolację, film, spokojną rozmowę czy cokolwiek innego, czego może nam brakować w ciągu dnia bo obowiązki, praca, pośpiech. Należy pamiętać, że szczęśliwi, spokojni, wpatrzeni w siebie rodzice to podstawa szczęśliwej rodziny, w której dziecko właściwie się rozwija. I powtórzę raz jeszcze: nie jest to egoistyczne. Zaspokojenie potrzeby snu to jedno, zapewnienie rodzicom wolnego czasu to drugie. Koniec kropka. 

mama-sama

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *