Świadome zakupy – dlaczego warto?

Zewsząd atakują nas reklamy, konsumpcjonizm zżera nas niemal żywcem. Idąc do sklepu – widzimy półki uginające się od różnokolorowych produktów. I chociaż świadomość społeczeństwa na temat zdrowego odżywiania jest niby coraz większa, nadal wielu z nas ulega reklamom czy niewłaściwym przyzwyczajeniom i sięga po to, co zwyczajnie szkodliwe lub bezwartościowe. Niewielu też zdaje sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nie potrzeba drastycznych zmian by swoje nawyki przekształcić w o wiele zdrowsze. Wystarczy w zasadzie wprowadzić kilka niewielkich korekt w codziennej liście zakupów. Jakich…?

Mięso, ryby, wędliny – kupujmy świeże zamiast “paczkowanych”

Najlepiej byłoby kupować świeże u rzeźnika czy w sklepie rybnym. Jeszcze lepiej byłoby, gdyby zakupy robić w sklepach ekologicznych. Nie oszukujmy się jednak – nie każdy taką możliwość ma. A kupować przecież gdzieś i coś – trzeba. Najlepszym rozwiązaniem byłoby znaleźć jakieś gospodarstwo, z którego bezpośrednio możemy kupować – ceny w takich miejscach niekiedy nie odbiegają szczególnie od tych marketowych. Jednak jeśli i takiej opcji nie mamy, warto wybierać możliwie najlepsze z dostępnych rozwiązań. Omijać szerokim łukiem to, co nafaszerowane chemią i zapakowane tak – by możliwie najdłużej było świeże. Czytać etykiety, interesować się tym, co oznaczają przeróżne oznaczenia i nazwy. Zawsze wybierać to, co jest najlepszym z możliwych wyborów.

Warzywa i owoce kupujmy przede wszystkim świeże

Z kupowaniem warzyw i owoców – sprawa nie jest jednoznaczna. Często mówi się, że o wiele zdrowsze są te z targu niż te z marketu. Nie zawsze jednak jest tak naprawdę. Produkty dopuszczane do sprzedaży w sieciówkach przechodzą wiele kontroli jakości, itd. Z kolei owoce czy warzywa sprzedawane np. gdzieś przy drodze – mogą pochodzić już z mniej pewnego źródła… Oczywiście istnieją jeszcze sklepy ekologiczne czy im podobne. Jednak warto – niezależnie od możliwości- zawsze brać pod uwagę kilka istotnych kwestii, kupując warzywa i owoce. Jakich? Po pierwsze: unikajmy “paczkowanych”, pokrojonych i gotowych już do zjedzenia warzyw i owoców. Są o wiele mniej wartościowe. Po drugie: wybierajmy zawsze nieuszkodzone i czyste. Po trzecie: korzystajmy z sezonowych warzyw i owoców, zimą warto sięgać po mrożonki by nieco urozmaicić pozasezonową dietę. Po czwarte: pamiętajmy by zarówno warzywa, jak i owoce, które kupujemy – były dokładnie opisane, przede wszystkim nazwa i kraj pochodzenia.

Jogurt naturalny zamiast “owocowych”

Nieoczywiste nadal dla wielu jest to, że jogurt “owocowy” bardzo często ma niewiele wspólnego z prawdziwymi owocami. Wystarczy zerknąć w skład. Co mamy więc zamiast owoców? Sztuczne aromaty, zagęszczony sok czy barwniki mające tylko nadawać smak i aromat… Nijak się mają do owoców, prawda? Jeszcze kilka lat temu nie miałam pojęcia o tym – szczerze przyznaję! W czasach singielskich sięgałam po jogurty bez większego namysłu. Czy to owocowe, czy to naturalne – nie było dla mnie różnicy. Dopiero później zaczęłam zwracać na to uwagę i zrezygnowałam z owocowych na stałe, zastępując je naturalnymi. Wystarczy dorzucić muesli, wkroić jakiś owoc i mamy o wiele zdrowszy zamiennik produktu owocopodobnego, który sprzedaje się nam pod piękną nazwą jogurtu o w o c o w e g o. Zdrowiej – o wiele zdrowiej! – jest wrzucać do koszyka jogurty naturalne, naprawdę!

Woda zamiast kolorowych napojów

Osobiście z kolorowych napojów zrezygnowałam bardzo dawno, gdy regularnie biegałam, chodziłam na fitness i takie tam. I nie zrobiłam tego jakoś szczególnie dla bycia #fit a dla lepszego samopoczucia. Dlaczego? Zwyczajnie smak zaczął mnie wręcz drażnić. Przerzuciłam się na wodę lekko gazowaną, później już na niegazowaną. Urozmaiceniem bywają soki owocowe – nie napoje! – ale sporadycznie. Dlaczego powinniśmy zrezygnować z wszelkich napojów kolorowych? Dlaczego woda jest dla nas korzystniejsza? Po pierwsze: kolorowe napoje są sztucznie słodzone tych słodzików jest tak wiele – że pijąc to, pochłaniamy ogromne ilości tzw. pustych kalorii. Po drugie: kolorowe napoje nie gaszą pragnienia, dają jedynie chwilowe złudzenie tego. Tak naprawdę po nich chce nam się pić nadal, o ile nie bardziej. Po trzecie: powszechnie znanym faktem jest to, że długotrwałe i duże spożywanie napojów wysokosłodzonych prowadzić może do cukrzycy. Po czwarte: napoje kolorowe zawierają bardzo wiele fosforanów, które mogą wypłukiwać nam z organizmu wapń. Przekonani? Kupujemy wodę zamiast kolorowych napojów!

Wybierajmy naturalne przyprawy zamiast wszelkich fixów i im podobnych

Na rynku jest tego ogromna ilość. Pomysły na całe mnóstwo różnych potraw. Przyjrzyjmy się temu jednak bliżej… Kupujemy saszetkę, w niej woreczek i porcja przypraw. Pomijam już to, że to zwyczajny rękaw do pieczenia, który każdy może sobie kupić w sklepie. Pomijam też to, że wystarczyłoby użyć zwyczajnych przypraw. Przecież i tak do takiegoż fixa musimy dokupić wszystkie składniki dania, mamy tylko te nieszczęsne przyprawy z domieszką wzmacniaczy smaku i innych im podobnych, które dałoby się pominąć w prosty sposób. W jaki? Użyć rękawa do pieczenia i tradycyjnych przypraw. Proste? Proste! Zamiast wrzucać do koszyka na zakupy takie torebeczki, lepiej wyposażyć się w szereg przypraw i ciekawych przepisów, których w sieci jest od groma. Wyjdzie zdrowiej i… taniej. 😉

Wybierajmy produkty o mniejszej ilości tłuszczu, cukru, soli

Pewnie zaraz posypią się komentarze, że to n i e m o ż l i w e. Oczywiście, że niemożliwym mogłoby się okazać kupowanie takich zupełnie bez ich zawartości. Nie ma przeszkód jednak by podczas codziennych zakupów wybierać te produkty, które mają ich mniej niż konkurencyjny na półce obok. Jakiś czas temu widziałam fajną – naprawdę fajną! – reklamę, w której bohater wybiera mleko o mniejszej zawartości tłuszczu, muesli o mniejszej ilości cukrów i coś tam jeszcze. Dlatego utkwiła mi w pamięci. Bo tak właśnie powinna wyglądać nasza codzienność. Powinna polegać na wyborze tego, co dla nas i naszych rodzin zdrowsze, lepsze, mniej szkodliwe. 

Unikajmy sklepowych gotowców typu: sałatki, kanapki, ciastka, itd.

Temat rzeka. Żyjemy w czasach, gdy wchodzimy do marketu a tam możemy kupić gotowe kanapki ( mające kilkutygodniową datę ważności… ), gotowe sałatki, gotowe desery i tak dalej i dalej. I nie mówię tu o pójściu do kawiarni czy cukierni, gdzie ktoś przygotuje dla nas takowy deser na świeżo. Mówię o paczkowanych deserkach, które mogą stać i stać na półce bo są tak naszpikowane chemią, że nie mają prawa zepsuć się tak, jak zrobiłby ich świeży, bez dodatku tych wszystkich ulepszaczy, odpowiednik. Zamiast kupować te wszystkie gotowce – zróbmy sobie te kanapki, deser czy sałatkę. Wyniesie to nas o wiele taniej a i wrzucimy w siebie trochę mniej chemii niż w przypadku gotowców. O lepszym smaku nie wspomnę!

Unikajmy smażenia w dużych ilościach tłuszczu i używania gotowych sosów z torebki czy kostek rosołowych

Dlaczego potrawy smażone są tymi najmniej polecanymi dla naszego zdrowia? Bo powodują uczucie ciężkości, długo zalegają w żołądku i (podobno) drażnią dość mocno nasz przewód pokarmowy. Można wymieniać naprawdę długo wszystkie argumenty przemawiające przeciwko tłustym potrawom. Podobnie sprawa się ma w przypadku kostek rosołowych i sosów z torebki. Kostki rosołowe są używane chyba do wszystkiego. Od zup, przez sosy po wszelkie dania mięsne. Gdy tak człowiek siądzie do komputera i sobie wygoogluje to okazuje się, że można naprawdę dodać je do większości potraw. A gdy tak już sobie wygooglojemy coś innego – albo chociaż sprawdzimy skład na opakowaniu – możemy się dowiedzieć wielu mało przyjemnych rzeczy. Zazwyczaj bowiem w tym składzie mamy głównie sól, substancje wzmacniające smak (chociażby glutaminian sodu) a z rosołem łączy je tylko nazwa… A torebkowe sosy? Pomijając już fakt, że niezdrowe i przepełnione chemią – są zwyczajnie niesmaczne… Zamiast kupować podobne produkty – lepiej zrobić domowy sos czy rosół. I po sprawie! 

Czytajmy etykiety!

Po prostu. Nauczmy się wybierać to, co dla nas lepsze. Kupując jogurty – wybierajmy możliwie najlepsze dla nas i dla naszego organizmu. Kupując słodycze – wybierajmy świeże ciastka czy suszone owoce zamiast batoników i chipsów. I tak dalej i dalej. Nauczmy się unikać tego, co dla nas szkodliwe. I zapamiętajmy jedno: to, że w danej chwili nie odczuwamy nic nieprzyjemnego wskutek jedzenia tego czy tamtego – nie oznacza wcale, że nie odczujemy ich za kilka lat. To, że ktoś ich nie odczuwa i nie odczuł – nie oznacza, że nas to nie dotknie. Proste? Proste!

mama-sama

4 Comments

  1. Też uważam ,że kolorowe napoje zazwyczaj zawierają mnóstwo chemicznych dodatków, więc swemu małemu synkowi podaję do picia wodę ,czasem własnoręcznie robione soki i kompoty.

  2. To jeszcze cos nt jogurtow naturalnych bo wiele takich nie jest. Dodawane sa np zelatyny i inne ulepszacze..np Danon chyba nie ma zadne strikte naturalnych, tylko mleko i bakterie.

  3. Przyznaję, że jedyne co sprawdzam na etykietkach to data ważności i ilośc mięsa w kiełbasach 🙂 Kupuję dużo owoców i warzyw, bo młoda uwielbia 🙂 Wodę piję, ale nie uciekam od soków 🙂 Wędliny kupuję świeże, ale mięso paczkowane 🙂 Taka, to jestem nieidealna 🙂

  4. Świat byłby piękny gdyby wszyscy tak kupowali bo producentom by przestalo sie oplacac produkować śmieci…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *