Mamo! Tato! Nie podcinajcie mi skrzydeł!

Tyle się mówi o tym, że rodzice podcinają swoim dzieciom skrzydła. Dorośli często w swoim dzieciństwie doszukują się przyczyn swoich niepowodzeń czy niespełnionych marzeń. Mówią coś w stylu: rodzice mówili mi, że jestem tępy/a z matematyki więc nawet nie próbowałem/am dostać się na Politechnikę mimo że bardzo chciałem/am. Podobne stwierdzenia można usłyszeć naprawdę często. Ile w nich racji? Czy rodzice naprawdę potrafią tak bardzo podciąć nam skrzydła? Możliwe jest, że kilka słów rzuconych dziś do naszego dziecka – spowoduje taki wypływ pretensji za lat kilkanaście?

Na początek jednak coś ustalmy – nie jesteśmy istotkami bezwolnymi, które są zależne tylko i wyłącznie od innych. To nie jest wcale tak, że rodzic ( czy też ktokolwiek inny ) rzuci jakąś uwagę a ona koniecznie m u s i rzutować na całą naszą przyszłość. Ale nie jest też tak, że powtarzane przez rodziców słowa nie wpływają na to, co dzieje się w psychice dziecka. Jak więc jest naprawdę?

Mama i tata powiedzieli mi w gimnazjum, że nie mam głowy do biologii więc na medycynę i tak nie pójdę. Więc nie poszedłem, zrujnowali mi marzenia.

Mamy współczuć bohaterowi rodziców, którzy ośmielili się rzucić taką uwagę czy jego niskiej samooceny, skoro jedno zdanie wystarczyło by zrezygnował z własnych planów? Bo przecież tak naprawdę nie wiemy, w jakim kontekście kiedyś wypowiedziano to stwierdzenie. Nie wiemy nawet, czy było ono na zasadzie: jesteś do niczego, nie dasz rady i tak! A może był to wyraz troski, żeby zmotywować syna do przyłożenia się do nauki? Nie wiemy tego i trudno nam oceniać coś na podstawie przytoczonego j e d n e g o zdania.

Rodzice przez całe gimnazjum, przez całe liceum powtarzali mi, że nawet jeśli pójdę na wymarzone studia, pewnie i tak ich nie skończę bo oni mi nie pomogą w n i c z y m. Mieli dla mnie inny plan, w którym moje marzenia się nie mieściły. Poszedłem na te studia i za chwilę je skończę. Z ogromną satysfakcją dam im zaproszenie na absolutorium.

Sytuacja zupełnie inna w każdej kwestii. Bo rodzice notorycznie powtarzali, że dziecko nie da rady. A dziecko się zawzięło i udowodniło im, że jest warte o wiele więcej niż oni uważają. I tutaj mamy dowód na to, że słowa rodziców nie muszą wpływać na całe nasze życie a bardzo wiele zależy tylko i wyłącznie od temperamentu, charakteru i poczucia wartości dziecka.

Skąd to wszystko się bierze? Skąd takie postawy rodziców? Czytałam gdzieś, że bardzo często rodzice starając się zaspokoić potrzeby dziecka, za bardzo skupiają się na jego słabościach, chcąc za wszelką cenę je wyeliminować na poczet mocnych stron czy zalet. I gdzieś w tym skupianiu się na wszelkich brakach, zapomina się o bardzo ważnej kwestii – podkreślaniu również mocnych i dobrych stron pociechy, która przecież tego potrzebuje! Bo dziecko wówczas myśli o sobie w kategoriach: tego nie wiem, tego nie potrafię, tamto mi nie wychodzi a w tym jestem słaba. Nie dopuszcza do siebie myśli, że w czymkolwiek radzi sobie dobrze bo nigdy tego nie słyszy od dorosłych. Skąd więc ma się nauczyć takiego przekonania…?

Co powinniśmy robić jako rodzice? Przede wszystkim słuchać własnych dzieci. Po co? A chociażby po to by wiedzieć, czym się interesują albo co dla nich jest naprawdę ważne. Tak naprawdę rola rodzica powinna sprowadzać się do tego by obserwować dziecko i możliwie najrozsądniej gospodarować tym, co w dziecku znajdujemy. Nie wymuszać na nim czegoś, do czego ono się zwyczajnie nie nadaje. Nie próbować też za wszelką cenę przekonać do czegoś, co dziecko darzy niechęcią. Ale z kolei warto przyjrzeć się powodom tej niechęci. Czasami dzieci uważają za nieatrakcyjne czy niefajne coś, co jest poza ich zasięgiem, powyżej ich możliwości i stąd niechęć do tego. Mimo wszystko jednak trzeba akceptować to, że dziecko może chcieć czegoś innego niż my lub interesować się czymś zupełnie innym.

Starsze pokolenia były w dużej mierze wychowywane w duchu krytyki i wytykania błędów właśnie. Dlaczego? Bo wówczas uważano, że jakakolwiek pochwała równa się od razu rozpieszczaniu.

Obecnie mamy większą świadomość i wiemy, że odpowiednie pochwały absolutnie nie rozpieszczają, wręcz przeciwnie – motywują do dalszych starań. Dzieci oczekują prostych przekazów i jasnego komunikowania tego, czego się od nich wymaga. Wracając do pochwały z kolei – pamiętajmy, że pochwałami właśnie wzmacniamy zachowanie. Dlaczego? Bo skoro zwróciliśmy na coś uwagę, pochwaliliśmy – dziecko najprawdopodobniej to powtórzy. Nie popadajmy tylko w skrajności i z kolei nie chwalmy na każdym kroku. Nie stosujmy też nadmiaru pochwał w stosunku do czynności, które powinny być czymś naturalnym czy obowiązkiem. I absolutnie nie chwalmy czegoś, co jest niewłaściwe.

Ostatnio miałam wątpliwą przyjemność słyszeć w parku rozrywki dla dzieci, rozmowę matki z synem ( na oko 4-5 lat miał chłopiec ). Co mnie wzburzyło? Pochwała matki, która była dumna z syna a konkretniej z tego, że wepchnął się w kolejkę do zjeżdżalni. Padło stwierdzenie, że świetnie sobie radzi i “nie daje sobie w kaszę dmuchać”. Serio? Ale to tak serio?! Niestety ale serio. Miałam też już okazję kiedyś słyszeć rodziców, którzy dwuletniego chłopca uczyli przekleństw by potrafił odpyskować każdemu i “poradził sobie w życiu”. Ręce opadają, naprawdę…

Co więc robić by nie stać się rodzicem, który n a p r a w d ę podcina swojemu dziecku skrzydła…? Unikać postawy roszczeniowej na zasadzie: dlaczego tylko piątka a nie szóstka? Nie stać nad dzieckiem kurczowo, nie zmuszać, nie pilnować przy najdrobniejszym nawet kroczku. Dać dziecku trochę przestrzeni, samodzielności i możliwości podejmowania decyzji. Dzięki temu damy jemu poczucie samowystarczalności, siły i odpowiedzialności. Pozwalając na odrobinę samodzielności dziecku, powodujemy że ono o wiele chętniej przyjmuje nasze rady. Podkreślam – rady. Nie nakazy ani przymus. Nie skrajna, niekończąca się krytyka. Nie wyśmiewanie. Nie porównywanie do innych. Rady i wsparcie. Koniec kropka. 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top