Tych ubrań w szafie nie potrzebujemy!

Kto nas obserwuje na Instagramie, ten wie i widział – przez ostatnie tygodnie co poniedziałek wywalałam z czeluści swojej szafy kolejne dziesięć ubrań. Dlaczego tyle? Dlaczego w poniedziałki? Co mi to dało? Na początek przyznam się może do błędu: powinnam jednorazowo wyrzucić wszystko,co zbędne – wiem o tym. Wiedziałam jednak, że dla wielu to wręcz niewykonalne by nagle, z dnia na dzień 3/4 zawartości szafy spakować w worki i wyrzucić. Myślałam, dyskutowałam z kilkoma osobami, trochę poczytałam i w ostateczności zostałam przy tym by w każdy poniedziałek wyjmować z szafy dziesięć ubrań, które już do niej nie wrócą. I tak też robiłam. Przez siedem tygodni z rzędu pozbyłam się siedemdziesięciu ubrań, zwolniłam niespełna trzydzieści wieszaków i otwierając teraz szafę – widzę każdy swój ciuch, na dodatek każdy uwielbiam i każdy noszę.

Dlaczego dziesięć rzeczy? Bo to ani dużo ani mało – moim zdaniem. Dlaczego w poniedziałki? Bo fajnie jest zacząć tydzień drobnymi porządkami i oczyszczeniem w pewien sposób swojego otoczenia. Co mi to dało? Bardzo wiele. Porządek i przestrzeń w szafie. Zadowolenie z zawartości swojej garderoby – mam tylko to, co noszę, co do mnie pasuje i z czego mogę tworzyć zestawy na każdą okazję. Na dodatek każdy z moich ciuchów zwyczajnie lubię, dobrze się w nich czuję i posiadam teraz tylko te, które budzą moje pozytywne emocje. Nic na siłę, nic wbrew sobie.

Pozbywając się siedemdziesięciu ubrań w niespełna dwa miesiąca oraz niezliczonej już ich ilości, opiewającej na pół wielkiego worka – na samym końcu, gdy dokonywałam generalnego przeglądu tego, co pozostało – poczułam ogromną ulgę. Jakbym pozbyła się zbędnego balastu. Bo przecież się pozbyłam! Nie tracę już czasu na przeglądanie półek, wieszaków i szuflad. Wiem, co gdzie się znajduje i wiem, co na siebie włożyć. Coś niesamowitego, mówię Wam!

Gdyby ktoś obserwował te cotygodniowe akcje eliminowania ubrań w moim wykonaniu – złapałby się za głowę. Toż to taka piękna sukienka! I ta marynarka – jak nowa! Tamte spodnie, jedne, drugie, trzecie – przecież takie ładne, takie fajne, takie “jakieś”! Pozory. Bo co mi po tej pięknej sukience, skoro czuję się w niej źle jak w niczym innym? A te spodnie? Skoro do mnie nie pasują? Albo są niewygodne? Po co miałabym zostawiać rzeczy, które wkładam z niechęcią, w których się męczę albo niekorzystnie wyglądam…? Przechodząc więc do sedna sprawy: jakich ubrań powinniśmy się wyzbyć niemal natychmiast ze swoich szaf, szafek i szufladek? 

Za ciasnych

Nie, nie schudniemy do tych spodni sprzed pięciu lat. A nawet jeśli schudniemy – kupimy sobie lepsze. Bez litości wyrzucamy wszystko, co zbyt obcisłe. Bez litości wyrzucamy wszystko, co się nie dopina, nie naciąga, w co się nie możemy w żadne sposób wcisnąć. Albo “jakoś” się wciskamy i wyglądamy jak szynka owinięta sznurkiem albo jakbyśmy włożyli coś należącego do duuuużo młodszej siostry. Mówimy NIE wszystkim zbyt małym ubraniom raz na zawsze!

Za luźnych

Kolejna skrajność. Za duże bo schudliśmy. Za duże bo nietrafiony rozmiar. Za duże bo miały maskować to i owo a w rzeczywistości wyglądają jak worki pokutne. Za duże bo prezenty i to na dodatek nieucelowane. Nie ma nic gorszego ( zaraz po zbyt ciasnych! ) nic za duże ubranie, które powoduje, że wyglądamy skrajnie niekorzystnie. Bo marynarka za szeroka w ramionach, sukienka o trzy rozmiary za luźna czy spodnie opadające nam z bioder – to nic ani fajnego ani ładnego ani wygodnego tak naprawdę. Wyrzucamy więc wszystko, co przynajmniej o rozmiar za duże! Wszystko bez wyjątku!

Nie założonych ani razu w ostatnim roku

Banał. Ale taka prawda! Wszystko, czego nie włożyliśmy w zeszłym roku ani razu – powinno opuścić naszą szafę. Bez litości, bez zbędnych tłumaczeń, bez żadnych wymówek. Nie użyliśmy czegoś przez rok lub dłużej – więc marne szanse, że zrobimy to jeszcze kiedykolwiek. Każde takie ubranie powinno wylądować w worku lub koszu. Spojrzenie na ubrania w ten sposób daje nam też dość oczywiste wnioski: skoro czegoś nie noszę rok a nawet więcej – widocznie nie potrzebuję ani nie lubię tego ubrania na tyle by ze mną zostało. 

Nietrafionych prezentów

Obdarowujący nas nie zawsze zdaje sobie sprawę z tego, że nie trafia w nasz gust czy rozmiar. Chce dobrze, chce nam sprawić przyjemność czy zrobić niespodziankę. A że ta niespodzianka ląduje na dnie szafy – to już zupełnie inna historia. Nie musimy czuć wyrzutów sumienia, pozbywając się czegoś, co jest prezentem od kogoś, nawet szczególnie bliskiego. Nie używamy, nie użyjemy a dodatkowo zajmuje nam tylko miejsce. Pozbywamy się więc bez najmniejszego żalu! Wszystkie nietrafione prezenty-ubrania zostają wyproszone z szafy! Natychmiast, oczywiście! 😉

Zdobyczy chwilowej mody

Na to hasło – pierwsze co widzi moja wyobraźnia to limonkowe kurtki. Nie wiem, dlaczego ale ta przemijająca moda najbardziej utkwiła w mojej pamięci. Serio! Wysyp żarówiastych kurtek na mieście nie był trudny do zauważenia przecież… A to tylko jeden z setek przykładów jakie można przytoczyć. Lateksowe leginsy chociażby. Bolerka tak zwane chociażby. Dżinsowe szorty wycięte do połowy pośladków chociażby. I tak dalej i dalej. Tego typu trendy przemijają szybciej niż mogłoby się wydawać, co gorsza – nic nie wnoszą. Bo takie ubrania nie są ani stylowe, ani uniwersalne ani zwyczajnie ładne. Przejściowe szaleństwa typu wymienionych wyżej najlepiej omijać szerokim łukiem i zbywać pobłażliwym uśmiechem. Nic nie stracimy. Wszystko, co udało nam się nabyć, gdy było chwilowo modne a już nie jest i teraz wręcz  wstydliwym jest posiadanie takich ubrań – powinno wylecieć z szafy i stanowić nauczkę: nie ulegać chwilowej modzie na coś!

I to by było na tyle. Ponadto wyrzucamy wszystko, w czym czujemy się źle z jakiegokolwiek innego powodu. Wszystko, co niesie jakieś złe wspomnienia lub negatywne emocje. Wszystko, w czym się sobie nie podobamy lub wiemy, że wyglądamy niekorzystnie. Wszystko, co jakkolwiek zniszczone, znoszone czy poplamione.

Zakładam, że skoro dobrnęliście do tego akapitu – porządki są w planie… 😉 A może już po nich? Tak czy owak – tekst miał pomóc rozwiać wątpliwości co do tego, jakich ubrań powinniśmy się pozbyć bez mrugnięcia okiem, natychmiast i bezpowrotnie. 

mama-sama

4 Comments

  1. Ja chyba od roku próbuje powyrzucać nieużywane ubrania i jakoś średnio mi idzie. Dobry pomysł z tym poniedziałkiem może tez spróbuje sukcesywnie to robić?

  2. Najgorsze są te przejściowe mody. Wtedy wszystkie instagramowe, facebookowe butiki, targowiska i zwykłe odzieżowe sklepiki przepełnione są szmatkami typu “prawie oryginalne dresy adidasa” albo dżinsy z dziurami na pół uda i perełkami albo co gorsza obcisłe body z łańcuszkami i innymi pierdołami w których kobiety chodzą po ulicy i wyglądają jak… no cóż.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *