Rodzice idą na randkę – jak to się robi…?

Praca, zakupy, dziecko, dom. Obowiązki, obowiązki i jeszcze raz obowiązki. Dyskusje o tym, czy na obiad zrobić kurczaka, gołąbki czy też może rosół. Odwożenie do żłobka, przywożenie ze żłobka. Sztafeta w nocnym wstawaniu czy wieczornej kąpieli. Po odliczeniu czasu pracy i obowiązków zostaje jedynie czas na… sen. I tak mniej więcej wygląda codzienność rodziców, zwłaszcza gdy oboje pracują zawodowo. Jakim cudem więc znaleźć w tym wszystkim czas dla siebie…? A w zasadzie czas dla dwojga? Parę sposobów się znajdzie. I to bez specjalnego nakładu czasu, siły i pieniędzy. Porozmawiajmy więc o nich przy filiżance południowej kawy!

Ostatnie miesiące były i w zasadzie nadal są u nas dość trudne. Oboje mamy strasznie dużo pracy, ja mam do tego jeszcze ogrom nauki a Mały Człowiek – jak na złość – łapał infekcję za infekcją, przy czym w co trzecim mniej więcej przypadku… zarażał też nas. Balansowaliśmy więc nieustannie na krawędzi. B. starał się wracać możliwie wcześniej, popołudniu albo chociaż wieczorami mnie zmieniać bym mogła nad czymkolwiek przysiąść. Weekendy wypadały różnie. A to do jednych Dziadków. A to do drugich Dziadków. A to ja miałam jakieś wyjście albo wyjazd służbowe. A to trzeba było skręcić meble czy ogarnąć to i owo w domu. I tak się toczyło, tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem. Chyba byśmy oszaleli, gdybyśmy w całym tym – momentami – chaosie i niemalże boju o przetrwanie, nie pomyśleli o sobie. Ale nie o sobie samych, nie o tym dziś będzie. O sobie nawzajem. O sobie w kategorii: my.

Najfajniej by było wyskoczyć gdzieś w miasto albo zaszyć się na weekend w miłym pensjonacie, z dala od miasta. Okej! Można i tak. Ale wtedy w grę chodzi pakiet albo nic: cała nasza trójka albo nikt. Pomijamy więc te wspólne wyjścia w weekendy, gdzie robimy coś fajnego we troje. Wróćmy do tematu dwójki dorosłych. Znaleźliśmy kilka sposobów na mini-randki, które wprowadziliśmy w życie i stały się naszymi rytuałami, dzięki czemu dajemy radę zachować równowagę pomiędzy domem, pracą, dzieckiem i milionem innych spraw. Jakie to sposoby…?

Kolacja we dwoje. Codziennie. Mały Człowiek zasypia a my przygotowujemy kolację, później siadamy do niej, odkładając na moment komputer ( zwłaszcza w moim przypadku ) czy inne obowiązki. Mamy okazję w spokoju posiedzieć, zjeść, porozmawiać, czasem zerknąć na jakiś film w tle. Po całym dniu różnych sytuacji, emocji, samopoczucia – to bardzo wiele daje. Domowa kolacja w towarzystwie Drugiej Połowy. Czasami – jeżeli to możliwe – gotuję w ciągu dnia by później tylko odgrzać. Dzięki temu zyskujemy jeszcze więcej cennego czasu dla nas.

Leniwe poranki. Może i brzmi nieco absurdalnie – bo z tyłu głowy wciąż mamy wizję: dzieci, śniadanie, ubieranie, odprowadzanie i tak dalej. Ale nie do końca mamy na myśli wylegiwanie się w nieskończoność w pościeli, podczas gdy dzieci dobijają się do drzwi. Nasz sposób? Ustawiamy budzik na kwadrans wcześniej. By ten kwadrans co rano sobie razem poleżeć, porozmawiać, poprzytulać się. Niby tylko kwadrans a jednak rozpoczynanie dnia w ten sposób – czyli r a z e m – jest o wiele przyjemniejsze i lepsze niż gwałtowne zrywanie się z łóżka i wskakiwanie od razu w ten chaos porannych obowiązków.

Drobne przyjemności. Małe niespodzianki, niewielkie gesty i drobne czułości – sprawiane sobie nawzajem w zwyczajny, codzienny sposób mogą zdziałać cuda! Od razu cieplej robi się na sercu, od razu jakoś przyjemniej i bardziej błogo człowiek się czuje. A jakie na przykład? U nas wygląda to między innymi tak: codziennie, gdy B. wraca z pracy – czeka na Niego gorąca kawa w ulubionym kubku a obok talerzyk z czymś pysznym do tej kawy. Czy to kawałeczek ciasta, czy to pokrojone owoce czy też inne dobrocie. Z kolei On często wraca z czymś specjalnie dla mnie – pączkami z ulubionej cukierni czy czymś podobnym. To małe rzeczy, które niewiele wysiłku nas kosztują ale sprawiają, że ta druga osoba wie: ktoś o mnie dba, ktoś mnie kocha, ktoś chce mojego uśmiechu. I tyle chyba wystarczy by mieć powód szykować codziennie tą kawę, prawda…? 😉

Wspólne planowanie. Czy to jadłospisu na kolejny tydzień czy też listy zakupów albo weekendowych wyjazdów w najbliższym czasie. Przy kubku gorącej kawy albo czymś słodkim siadamy i omawiamy to, co mamy zaplanowane lub chcemy zrobić. Na pozór obowiązek ale współdzielony, w spokojnej atmosferze i całkiem przyjemnej oprawie, może stać się momentem na inspirujące rozmowy i dzielenie się pomysłami. W ten sposób zawsze razem tworzymy menu na cały przyszły tydzień, później na jego podstawie listę zakupów. W ten sposób też planujemy, jak mają wyglądać najbliższe weekendy czy rozmawiamy o najnowszych pomysłach dotyczących bloga ( dokładnie tak! B. jest bardzo aktywny we wspieraniu mnie w tym, co robię i inspirowaniu! ).

Wychodne. Jeśli ktoś nie ma pod ręką rodziny czy przyjaciół, którzy bezproblemowo zostają z dziećmi – ma o wiele prościej. Jeśli wszyscy potencjalni niańkowie na takie okazje są trochę dalej – pojawia się spory na pozór problem. Należymy do tej drugiej grupy ale i na to znaleźliśmy sposób. Mały Człowiek chodzi do żłobka i to nasze wyjście awaryjne można by rzec. Do randki trzeba się przygotować. B. musi wcześniej wklepać sobie dzień urlopu, ja nadrobić obowiązki odrobinę do przodu by jedno przedpołudnie bez komputera nie zachwiało nic ważnego. Gdy już nadchodzi t e n dzień, odwozimy bąbla do żłobka i wracamy do domu. Robimy śniadanie, zjadamy bez pośpiechu przy gorącej kawce a następnie przychodzi moment krótkich przygotowań. Matka pędzi się zrobić, innymi słowy: ogarnąć koczek na nieco bardziej wyjściowy lub ewentualnie włosy rozpuścić (!) a oprócz standardowego kremu BB i tusuz do rzęs, używanych co rano – dochodzi n a w e t eyeliner i puder! W strojach niczym nie odbiegających od codziennie wkładanych do pracy, zamykamy dziwnie cichy – bez Małego Człowieka – dom i ruszamy do auta niemal w podskokach. Co by nie tracić czasu na przebijanie się przez korki, jedziemy do najbliższej galerii handlowej i ochoczo pędzimy do kina. Kupujemy bilety na jakiś w miarę nie-dziecięcy seans ( toż to dopiero przedpołudnie! ) i z niemałym podekscytowaniem zmierzamy na salę, zajmujemy miejsca i oddajemy się przyjemności oglądania filmu bez przerw i zakłóceń, jak to zwykle bywa na co dzień. Po kinie wybieramy jakiś lokal w pobliżu ( najlepiej na tym samym piętrze, co kino 😉 ) i korzystamy z przywileju, jakim jest obiad lub kawa poza domem, we dwoje, w spokoju i bez większego pośpiechu. Później zazwyczaj odbieramy Małego Człowieka i wychodne się kończy. To nasz sposób, póki co jedyny i niezawodny, praktykowany raz na jakiś czas.

***

To jedynie nasze, sprawdzone już i praktykowane sposoby. Co para – pewnie inne. Jednak najważniejsze jest by j a k i e ś mieć i nie zatracać się jedynie w obowiązkach, pieluchach i sztafecie do/z przedszkola. Musimy pamiętać, że szczęśliwi i spełnieni rodzice to szczęśliwe i spełnione dziecko. A ono patrzy, obserwuje i uczy się od nas. To my jesteśmy pierwszym wzorcem związku dwojga ludzi dla naszego malucha i to my stanowimy dla niego autorytet. Bądźmy szczęśliwi w naszych związkach dla siebie i dla naszych dzieci!

PS A jakie Wy macie sposoby na randki i wychodne…? 😉

10 Responses

  1. U nas pełen pakiet sprawdzonych sposobów, jednak dochodzimy do wniosku, że kiedy dzieci były małe było jednak łatwiej 😉

  2. Bardzo miło czyta się tego rodzaju treści 🙂 Randki to wyjątkowy czas, który może towarzyszyć nam całe życie 🙂 Brawo Wy 🙂

  3. Grunt to miłość i chęci. Jestescie mlodzi, zakochani i widac ze rozsadni bo umiecie wejsc w role rodzicow tak zeby syn widzial wasze szczescie jako partnerow. Trzymajcie tak dalej a wychowacie madrego mezczyzne.

  4. Życzę wam tak świetnej formy związku już zawsze! A Wasze randki śledzę na bieżąco na Instagramie. I te nad skręcaniem wózka i też te przy kawach i podróżach. Jesteście świetnym trio!

  5. U nas zdecydowanie numer 1 – niezawodna babcia.
    Leniwe poranki mamy, aczkolwiek więcej czasu na rozmowę mamy wieczorem jak córka zaśnie.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top