Jestem blogerką. Nasze życie (nie) jest idealne

Tak sobie czasem żartujemy z B., że nie zjemy nic dopóki nie zrobię zdjęcia talerza. Może i przesadne stwierdzenie ale zdarzają się i takie sytuacje. Blog stał się integralną częścią naszej codzienności i poza tym, że kilka wieczorów czy poranków w tygodniu siadam do pisania czy czytania mejli – robię zdjęcia tego czy tamtego by Wam coś pokazać. Zazwyczaj widzicie jakiś detal, ewentualnie ten wspomniany talerz czy filiżankę. Rzadziej nieco bardziej ogólne kadry. Często zastanawiam się, ile to musiałabym się nasprzątać by zdjęcia wyglądały dokładnie tak, jak ja bym tego chciała. I wiecie co…? Chyba się nie da! Musiałabym po prostu mieszkać bezpośrednio w Ikei, w jednym z tych ich małych mieszkanek, idealnie zaaranżowanych, które możemy podziwiać w sklepach. Bo żyjąc normalnie, nie jesteśmy w stanie doprowadzić wszystkiego dookoła do takiej perfekcji, jaka bije z wszelkich katalogów.

A co gorsza – ludziom się wydaje, że skoro mamy bloga, mamy Instagram – to m u s i m y być tacy perfekcyjni. Kiedyś nawet myślałam, że to jest możliwe. Ubranka idealnie poukładane w komodzie, zabawki poukładane – oczywiście idealnie – w koszach, meble lśniące (idealnie!) niczym nowe a outfit i fryzura również szokująco-wkurzająco-idealne, nadające się na okładkę czasopisma. Tak przecież wygląda znakomita większość profili w społecznościówkach, chociażby na wspomnianym Instagramie. Tak wyglądają kadry uchwycone i opublikowane ale jak wygląda rzeczywistość – tego tak naprawdę nie wiemy i nie mamy prawa wiedzieć. Przecież widzimy tylko te migawki, nie mieszkamy z ich twórcami, nie śledzimy ich na co dzień w realnym, zwyczajnym życiu. I tutaj poniekąd jest ta granica. Cienka ale jest. Pomiędzy tym, co widzimy a tym, co powinniśmy widzieć. Dlaczego cienka…?

W zasadzie nie wiem, co tak naprawdę jest gorsze – pokazywanie na siłę perfekcjonizmu czy wręcz przeciwnie: totalnej niedoskonałości. Z jednej strony atakują nas zdjęcia nadające się do kolorowych gazetek, z drugiej strony spotykamy też takie zdjęcia czy teksty, w których za wszelką cenę autorzy próbują nam pokazać, że są absolutnie-niedoskonali-i-tacy-zwyczajni. Tyle że “tacy zwyczajni” sprowadzane jest zwykle do “jestem fleją”. Bo o ile ciekawym może się okazać przełamanie codziennej czystości i porządku jakimś małym chaosem na odmianę, o tyle notoryczne pokazywanie bałaganu w każdym możliwym kącie domu jest już odrobinę… niesmaczne?

Nie wyobrażam sobie wskakiwać w szpilki i kieckę niczym na własny ślub – tylko po to by pstryknąć kilka zdjęć z dzieckiem w wózku na spacerze. Litości! Czy chodzę w szpilkach po lesie, popychając wózek? Nie! Dlaczego więc miałabym wrzucać takie zdjęcia? Nie wyobrażam sobie układania pięknych kompozycji z dodatków, kwiatów (?!) i innych przedmiotów by pokazać w takim zestawieniu kawę czy ciastko. Czy w taki sposób piję poranną kawę? Nie! Dlaczego więc miałabym wrzucać takie zdjęcia? Nie wyobrażam sobie też tworzenia stylizacji, które do mnie nie pasują, nie podobają mi się i zwyczajnie ich nie czuję. Miałabym pokazywać, coś co nie jest w moim stylu i w czym nienajlepiej się czuję, zapewniając o czymś zupełnie odwrotnym? Dlaczego więc miałabym wrzucać takie zdjęcia?

Na każde z powyższych >> dlaczego? << odpowiedź jest banalnie prosta: bo ludzie lubią patrzeć na idealne, wymuskane wręcz obrazki, bez głębszego zastanawiania się, ile to ma wspólnego z prawdą. Bo w pewien sposób dążą do czegoś podobnego, kupując podobne przedmioty i wzorując się na twórcach zdjęć. Lubią też oglądać totalnie nieidealne migawki, dzięki którym czują się lepiej. Wychodzą wtedy z założenia: ktoś ma syf w kuchni więc i ja nie muszę się przejmować, mając taki sam u siebie. To trochę takie… dowartościowywanie się. Kupię coś, co ma ktoś przeze mnie podziwiany i będę p r a w i e tak fajny jak tamta osoba. Popatrzę na czyjś bałagan i poczuję się lepiej bo wiem, że nie tylko w moim domu przedmioty zaczęły żyć własnym życiem. Wygodne, prawda…? Rozgrzeszamy się i dowartościowujemy bez wychodzenia z domu, mało tego – bez najmniejszego wysiłku.

W naszym domu nie panuje nieskazitelny porządek dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Nie panuje też jakiś szczególnie potężny chaos, zdarzają się skrajne sytuacje ale nie przesadzajmy! Nie czuję i raczej nie poczuję potrzeby wrzucania zdjęć sterty brudnych naczyń w zlewie ani upozowanych, nienaturalnych ujęć na dwie minuty po generalnych porządkach. Publikuję urywki naszej codzienności, bez wcześniejszego przestawiania czegokolwiek czy komponowania ozdobnych elementów dla lepszego efektu, nie zważając na ich bezużyteczność. Widzicie tylko to, co naprawdę jest w danej chwili używane. Możecie obserwować, jak walczymy z postanowieniem rzucenia fast foodów czy sklepowych owoców – odliczamy na Waszych oczach kolejne dni, szukamy zastępstwa dla tych okropieństw, za którymi nie chcemy tęsknić. My też miewamy gorsze dni, trudniejsze momenty. My też czasami potrzebujemy chwili oddechu. My też jesteśmy zupełnie normalnymi ludźmi, jak miliony innych dookoła nas.

Nie narzucamy, nie zmuszamy, nie krytykujemy tych, którzy nie czują tego, co czujemy my. Żyjemy według naszych zasad i tym się z Wami po prostu dzielimy. Nie zobowiązuje nas to do zarzucania Was tylko i wyłącznie niemal katalogowymi kadrami. Nie chcemy też na siłę wciskać Wam tego i owego, jeżeli zwyczajnie sami nie potrzebujemy ani nie pochwalamy niczego podobnego. Blog nie obliguje nas do skrajnego, nienaturalnego perfekcjonizmu i absurdalnych zwyczajów. A Was – czytelników – wcale nie muszą gnębić wyrzuty sumienia, że czegoś nie macie, coś wygląda inaczej, coś jest na pozór lepsze. To ma być tylko i wyłącznie inspiracja, cenna wiedza, ewentualnie mały kopniak do jakichś zmian. Nigdy zazdrość ani poczucie winy! 

mama-sama

2 Comments

  1. I do tego te zawsze czyste i grzeczne dzieci… A wasz blog i Insta od poczarku do mnie przemawial bo nic u was nie jest na siłę i to jest fajne. Oby tak dalej!

  2. A ja tam uwielbiam wasz Insta! Jak patrzę na niektóre mamuśki-lalunie, co to wystrrojone i z dziubkiem trzymają w dłoniach ze świeżutkim manicure jakiś produkt i go po chamsku reklamują to ręce opadają. Ludzie się sprzedają teraz za paczkę kremu. I nie chodzi nawet o samo lokowanie produktu bo to przecież biznes jak każdy inny tylko o to jaka jest przepaść między na przykład Tobą gdzie robisz to w wersji mega natural a jakiejś innej babeczki, która robi to w mega sztuczny, nienaturalny i nierealny sposób. Bo siedzi nad przygotowaniem się do zdjęcia, tapeta, strój, ustawienie, dodatki a pozniej jeszcze od cholery filtrów i ma obrazek jak z żurnala. A wasze zdjęcia są takie naturalne! Uwielbiam patrzeć bo czuję się jakbym była u was w gościach. tak ciepło, naturalnie bez zbędnego zadęcia i wymuszania. Nie zmieniajcie się!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *