Prostota i zarządzanie w dążeniu do celów

Tyle mówię i piszę o organizacji, planowaniu, minimalizmie czy dążeniu do prostoty w naszym otoczeniu. Nie bez powodu. W pewnym momencie swojego życia uświadomiłam sobie po prostu, że nadmiar wszystkiego ( i nie mówię tu tylko o przedmiotach ) zwyczajnie przeszkadza w codziennym spełnianiu się. Mogłabym o tym mówić i mówić – ale to nie tym razem. Najważniejsze jednak, co w tym miejscu chciałabym zaznaczyć: bardzo często drobne sprawy uniemożliwiają nam realizację spraw naprawdę wielkich. I o tym należy pamiętać. Dlaczego…?

Wyobraźmy sobie, że mamy jakieś mega ważne zadanie do wykonania. Pracujemy, pracujemy ale co chwilę musimy czegoś szukać w ogromnych stertach papierów wszelakich, zawalających nasze biurko. Irytujące, prawda? Rozpraszające, prawda? Zastanawialiście się kiedyś, ile ważnych kwestii może nam umknąć przez taki bałagan, chociażby na biurku właśnie? Pójdźmy krok dalej. Czasami mamy do wykonania jakieś – na pozór – trudne zadanie. O ile łatwiejsze by było, gdyby zaplanować je w małych, prostych krokach? Każde, naprawdę każde zadanie czy wyzwanie można rozłożyć na banalnie proste punkty, które krok po krok wystarczy realizować. I od razu wszystko wydaje się o wiele bliższe realizacji.

Co daje planowanie? Pozwala nam wyrobić w sobie nawyk systematyczności i dyscypliny – to coś o wiele lepszego niż największa nawet motywacja. Dlaczego? Bo motywacja daje nam kopniaka by coś zacząć, wystartować. To systematyczność naszych działań i dyscyplina pomagają nam do celu dobiec. Wolniej lub szybciej – ale dobiec. Dzięki dobrze przygotowanemu planowi możemy też zapanować nad zmiennością naszych działań czy obowiązków. Gdy nie są one podobne do siebie, ustawiamy je naprzemiennie by wprowadzić trochę urozmaicenia, nie dopuszczamy do sytuacji, gdy będziemy zwyczajnie zbyt zmęczeni i… znudzeni tym, co w kółko robimy.

Co daje organizacja? Może i zabrzmi banalnie ale… wszystko staje się łatwiejsze. Z naszego życia znika najmniejszy nawet cień chaosu. Wszystko ma swoje miejsce, swój czas, swoje przeznaczenie. Nie tracimy czasu na nieustanne porządki, nieustanne zastanawianie się: co ja jeszcze miałam zrobić? Mamy jasno sprecyzowane plany i trzymając się tych planów – możemy o wiele więcej zdziałać niż błądząc w sposób chaotyczny i nieprzemyślany. Nie zapominamy o niczym ważnym, nie zawalamy terminów, nie spóźniamy się w ważnych momentach.

Co daje prostota? Ograniczenie przedmiotów, osób, bodźców i wielu innych rzeczy dookoła nas – pozwala nam skupiać się o wiele bardziej na tym, co istotne dla nas. Dzięki temu nie rozpraszamy się co chwilę, chociażby szukaniem czegokolwiek w chaosie różnych papierzysk. Bo tego chaosu nie ma. Dzięki temu nie wyrywa nas z zamyślenia nad ważnym akapitem projektu dźwięk powiadomienia w telefonie. Bo tego dźwięku nie ma. Dzięki temu nikt nas nie ciągnie w dół, nie zniechęca, nie zatruwa nam życia negatywnymi przekonaniami. Bo takich ludzi dookoła nas nie ma. Dzięki prostocie otaczamy się tylko tym i tymi, którzy dają nam pozytywne doświadczenia i cieszą oko, ucho czy serce.

Co daje wytyczanie celów? Tutaj zapewne każdy udzieliłby zupełnie innej odpowiedzi. Jedno jest jednak pewne: dzięki temu mamy jasność co do tego, jaką drogę musimy przejść by osiągnąć to, czego chcemy. Mamy bardzo konkretnie sprecyzowane, że chcemy osiągnąć X – więc po drodze czeka nas jeszcze Y i Z, które nas do tego X przybliżą. Możemy wytyczyć sobie szczegółowo trasę do tego celu, odhaczać kolejne wykonane jej punkty i obserwować, jak zbliżamy się do momentu, w którym osiągniemy dokładnie to, co jeszcze niedawno wydawało się być nieosiągalnym. Mając przed oczami wizję upragnionego celu, znajdujemy w sobie motywację by zacząć a następnie ćwiczymy systematyczność i dyscyplinę by w tym postanowieniu wytrwać i cel ten osiągnąć.

Co daje prostota w planowaniu i organizacji? Mamy upraszczać swoje życie i swoją codzienność najbardziej jak tylko się da. Wszystko powinno mieć swoje miejsce. Wszystko powinno mieć swoje przeznaczenie. Nie powinno być dookoła nas rzeczy, które nie służą nikomu ani niczemu. Nie powinniśmy się otaczać byle czym a w zamian tylko tym, co jest dla nas naprawdę ważne. Dzięki temu łatwiej jest zaplanować każdy tydzień czy miesiąc, jeżeli nie musimy skupiać się na tym, co nieistotne. Dzięki temu łatwiej organizować naszą codzienność, jeżeli jest zwyczajnie prostsza i mniej chaotyczna.

***

To tyle, jeśli chodzi o odrobinę teorii, która wiele zmienia. Serio, serio – zmienia! Przykład? Po nieustannej szarpaninie, jaką były moje studia od momentu, gdy na świat przyszedł Mały Człowiek – w końcu zmobilizowałam się do podjęcia trudnej i wiążącej dość decyzji, jaką jest ogarnięcie zaległości, równolegle ze sprawami bieżącymi – w zaledwie rok. Gdy dostałam w ręce pozytywną decyzję uczelni w tej kwestii – byłam wniebowzięta i przerażona zarazem. Przerażona głównie wielkością wyzwania i tak niewielką ilością czasu na to. W domu wzięłam kartkę, wypisałam – punkt po punkcie – kolejne zadania i terminy, które po kolei musiałam zrealizować i w zasadzie przestało to wyglądać aż tak źle. Skupiam się tylko na najbliższym terminie, po skreśleniu go – zajmuję się kolejnym i tak naprawdę na uwadze mam proste, systematyczne zadania, zupełnie różne ale prowadzące do celu, który na pierwszy rzut oka wydawał mi się być nieosiągalnym. Proste, prawda?

Wyobraźmy sobie, że stoi przed nami szansa przeprowadzki do zupełnie innego, odległego miasta. Zniechęca nas ogrom wyzwania – bo trzeba znaleźć nowy dom, spakować wszystko, później rozpakować, znaleźć na miejscu przedszkole czy szkołę, zmienić pracę, przyzwyczajenia, i tak dalej i dalej. Wydaje nam się to być zbyt wielką rewolucją w naszym życiu by mogło się udać. A gdyby tak spisać, co musimy krok po kroku załatwić w konkretnych ramach czasowych, odhaczać wykonane zadania i przekonać się, że jesteśmy bliżej niż dalej a tego ciężaru wielkiego wyzwania – nawet nie czujemy? Bo wszystko odbywa się ze spokojem, systematycznie i w taki sposób, że tej przewidywanej wcześniej presji, nie odczuwamy.

Wyobraźmy sobie, że chcemy napisać książkę. Mamy pomysł. Ale przeraża nas ilość czasu spędzonego nad klawiaturą, załatwianie później formalności, szukanie wydawcy czy też wydanie jej samodzielnie, co też niesie kolejne wyzwania. Do tego dochodzą kwestie marketingowe, organizacyjne, bla bla bla. Stop! A gdyby tak dać sobie czas? Konkretny czas na konkretne zadania? Spisać plan książki, podzielić go na 30 dni. Cały marzec siedzę i piszę, codziennie. Na cały kwiecień odkładam książkę, łapie oddech i w maju wracam do korekty. W czerwcu zaczynam działania marketingowe, w lipcu ją wydaję.

Oczywiście to tylko przykłady. Nawet w przypadku podobnych celów – plan i zadania mogą się diametralnie różnić, gdy chodzi o różne osoby – każda będzie miał inne podejście, inne priorytety i inne etapy na uwadze. Niemniej jednak w każdym z tych przykładów chodziło o pokazanie tego samego: prostota w planowaniu i zarządzaniu ułatwia bardzo wiele, wprowadza nas w stan, w którym skupiamy się na konkretnym, bieżącym zadaniu a nie na całości, która może nas nieco przytłaczać swoim rozmiarem. Warto, naprawdę warto spróbować zmienić i uprościć swoją codzienność!

6 Responses

  1. Zgadzam się!
    Ostatnio założyłam “magiczny zeszyt” do którego notuję wszystko co dla mnie istotne. Właśnie zapisałam: planowaniem, organizacja, prostota i wyznaczanie celów.
    Dziękuję!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top