Nie przynoście słodyczy mojemu dziecku!

Całkiem niedawno widziałam w supermarkecie dość niefajną sytuację. Na oko dwulatek i histeria. Bo mama nie chce kupić Kinder Jajka czy czegoś tam podobnego. Ocenianie nie przychodzi mi nazbyt łatwo, jednak wtedy przyszło mi do głowy zaledwie jedno pytanie: kto nauczył to dziecko żądania tej konkretnej rzeczy? Zapewne rodzice, którzy te słodkości dziecku dają albo reklamy, na które to dziecko patrzy, pozostawione sobie przed telewizorem. Skąd te wnioski? Gdyby ten maluch nie miał pojęcia, do czego to jajko służy – nie chciałby go. A on żądał tej konkretnej rzeczy, jasno formułował to, czego oczekuje i było widać, że doskonale produkt zna.

Istnieje kilka dość porządnych argumentów, które przemawiają za tym by idąc do kogoś, nie przynosić dzieciom, zwłaszcza tym najmniejszym, kilkulatkom – słodyczy właśnie. To rodzicom należy pozostawić decyzję co do tego, co dają swoim dzieciom. Jeśli w ich domu nie toleruje się słodyczy – nie psujmy im tego. Jeśli dzieci są faszerowane słodkościami – nie przykładajmy do tego ręki. Proste? Proste.

***

Dziecko może nie tolerować jakichś składników, mieć alergię a my o tym nie wiemy. Jeden z ważniejszych argumentów. Wyobraź sobie, że maluch zwyczajnie n i e  m o że czegoś zjeść a my, nieświadomi tego, wręczamy jemu dokładnie tą zakazaną przekąskę. Sytuacja staje się kłopotliwa dla całego towarzystwa. Dziecko być może by chciało ale nie ma możliwości tego zjeść, rodzice musza jakoś to jemu wytłumaczyć a nam jest zwyczajnie głupio.

Jeśli mowa o dzieciach ledwie kilkuletnich – problemu nie ma naprawdę, nie musimy iść z naręczem czekolad, drobna zabawka czy książeczka to bezpieczniejszy wariant, naprawdę!

Dziecko ich jeszcze nie je – to decyzja rodziców i ich sposób wychowania. Wyobraźmy sobie taką sytuację: dwie zaprzyjaźnione rodziny, w obu dzieci w podobnym wieku. W jednej dwulatek wcina wszystko, co jemu wpadnie w rączki (głównie z rąk rodziców, zresztą), ze Snickersem i chipsami włącznie. W drugiej dziecko w podobnym wieku nie zna takich łakoci, wychowywane jest na owocach, domowych przekąskach i poznaje naturalne smaki, nie zaburzając tego poznawania ostrymi i wyrazistymi słodyczami. Pierwsza rodzina idzie w odwiedziny do drugiej, z torbą na prezenty a w niej miks słodkości, które na co dzień zjada ich dziecko. Ale zaraz, zaraz…! Powtórzmy: które zjada ich dziecko. Nie oznacza to, że inne musi być wychowywane w ten sam sposób. Nie oznacza to, że inne musi każdego dnia otrzymywać takie łakocie. Nie oznacza to też, że podstawą diety tego drugiego również muszą być takie bomby, złożone z samych cukrów i chemii. Nie ingerujmy w sposób wychowywania dzieci przez rodziców, jeśli uważają słodycze za zbędne w prawidłowym rozwoju malucha! Koniec kropka. Idziemy dalej.

Słodycze nie powinny być postrzegane jako nagroda. Może i brzmi banalnie ale tak po prostu jest. Absolutnie pod żadnym pozorem nie uczmy dzieci, że dostaną Kinder Czekoladę czy inne mleczne kanapki za to, że łaskawie posprzątają zabawki czy nie uderzą rodzeństwa. Ludzie, litości! To trochę tak, jakby drogówka wręczała tym nieprzekraczającym prędkości w nagrodę… piwo. I niech jadą dalej! Chcesz nagradzać swoje dziecko w sposób, który jemu szkodzi? Albo co gorsza – chcesz nauczyć je by wymagało takich nagród za zwyczajne, codzienne czynności, których wykonywanie powinno być dla niego naturalne…? Co osiągniemy tak bezmyślnym zachowaniem?

Dziecko będzie postrzegało jedzenie w dość spaczony sposób. Będzie czuć się ukarane, jeżeli Mama czy Tata nie dadzą jemu danego dnia batona. Mało tego! Będzie zachowywać się w określony sposób dla tej konkretnej nagrody, zamiast dla określonego efektu. Na przykład: poukłada zabawki nie dla porządku a dla ciasteczek. Absurd, prawda…?

Dawanie słodyczy małym dzieciom kształtuje z ł e nawyki żywieniowe. Miażdżący chyba argument. Sporo czytałam na ten temat, podpytałam pediatrę, dopytałam dietetyka na jednym z eventów dla rodziców. I wiecie co? Dwulatek czy trzylatek nie potrafi jeszcze kontrolować pewnych rzeczy, tak jak umie zrobić to już pięciolatek. Dlatego też dwuletnie dziecko nie będzie potrafiło z całego talerzyka słodyczy wybrać dwa i na tym skończyć, tak jak zrozumie i zrobi to już dziecko starsze o trzy lata. Ponadto nie zapominajmy, że tak małe dziecko dopiero kształtuje swoje nawyki żywieniowe, poznaje nowe smaki, próbuje, smakuje. Podawanie jemu słodyczy na tak wczesnym etapie zaburza to poznawanie bo odwraca uwagę od naturalnych smaków, z którymi powinno się oswoić. Im wcześniej podamy jemu takie słodkości tym szybciej zaczniemy te złe odżywianie w nim kształtować, niestety. Jako odpowiedzialni rodzice powinniśmy jak najdłużej podtrzymywać nawyki zdrowego odżywiania. Pamiętajmy o tym zawsze.

A jak to wygląda u nas?

Mały Człowiek słodyczy nie dostaje w formie prezentu ani od nas ani od bliskich – wszyscy zostali poinformowani o tej zasadzie. Mamy to szczęście, że większość pyta, czy może jakąś słodkość wręczyć. Jeżeli jest to drobiazg, na który sporadycznie pozwalamy – nie robimy problemu. Odkładamy na bok i w odpowiednim momencie małemu człowiekowi dajemy.

Mały Człowiek słodyczy nie dostaje na co dzień. Takie mamy zasady. Do 2. roku życia nie dostawał absolutnie nic, co można znaleźć na sklepowych półkach z łakociami. Owoce w przeróżnej formie, domowe ciasteczka bez dodatku cukru czy inne smakołyki, które są pyszne, naturalnie słodkie a nijak do batonika nafaszerowanego chemia i cukrami się mają. I to absolutnie wystarczało, serio.

Co prawda czasem trzeba poświęcić odrobinę więcej czasu na to upieczenie owsianych ciasteczek czy stworzenie fajnej kompozycji z owoców w miseczce niż zajęłoby zgarnięcie z półki w spożywczaku iluś batonów – ale serio, warto!

Mały Człowiek nie jest izolowany od słodkości. Widzi ciastka czy ptasie mleczko na talerzyku i nie czuje potrzeby by po to sięgnąć. Nie jest tego nauczony, nie posmakował zbyt wcześnie tych skrajnie wyrazistych smaków, dlatego też bez problemu zajada inne, zdrowe rzeczy. Od kiedy skończył dwa lata dostaje co jakiś czas jakiś łakoć, ze składem będącym do zaakceptowania i wówczas – tak jak w przypadku wielu innych kwestii – ma prawo wyboru. Dla przykładu: na jednym talerzyku leżą kawałki kiwi, na drugim talerzyku leży czekoladka. Czasem sięga po coś, co już zna. Czasem wybierze coś nowego. Zdarza się, że słodkość jemu smakuje i chciałby więcej, wtedy tłumaczymy, że tego nie je się w dużych ilościach i jeśli będzie miał ochotę – za kilka dni do tego wrócimy. Proste komunikaty bez problemu do Niego docierają, protestów brak. Zdarza się, że słodkość jemu nie smakuje. Ugryzie, czasem nawet wypluje, odłoży i sięgnie po drugą opcję, już znaną.

***

Czy mam wyrzuty sumienia, że moje dziecko jest wychowywane na owocach i domowych ciasteczkach zamiast na chipsach czy batonikach…? Nie, nie mam. Czy mam wyrzuty sumienia, że czegoś Jemu brakuje…? Nie, nie mam. Nie odbieram Jemu dzieciństwa, odbieram Jemu ryzyko zaburzeń odżywiania, cukrzycy, próchnicy czy otyłości. Nie odbieram Jemu dzieciństwa, daję Jemu zdrowy start. Koniec kropka. 

mama-sama

9 Comments

  1. Szkoda że tak mało rodziców jest tak świadomych i rozsądnych. Żal patrzeć na dzieci,które są tuczone od małego śmieciami…

  2. Ja też staram się nie dawać słodyczy, ale niestety do dziadków to nie dociera :/ Na szczęście córka nie wie do czego to służy i jak dostaje to po prostu od razu mi przynosi, a ja je chowam 🙂 Moim zdaniem jak zje od czasu do czasu to nic jej się nie stanie, ale póki co jeszcze jej dobrze wszystkie zęby nie wyrosły więc po co je od razu niszczyć słodyczami, które są tylko pustymi kaloriami.

  3. Czasem czytając tego typu teksty mam wrażenie, że ludzie widzą opcje A i opcje Z ewentualnie z małymi odstępstwami, tymczasem sorry ale uważam, że trzeba znaleźć złoty środek, ok Zgadzam się jeśli ktoś wychowuje dziecko bez słodyczy, albo gdy dziecko jest chore NIE dajemy słodyczy (polecam dopytać a na 1 wizytę kupić książkę) ale jeśli rodzic daje to dlaczego nie?:) pozatym moje dziecko czekoladę jadło przed 2 urodzinami, słodycze to też smaki! Chipsy też, trzeba uczyć i banana i czekolady, i ciacho i ser biały i mięso wieprzowe i ryby itd.byle by nie było tak jak piszesz, z e się dziecko faszwruje ale daje się tego i tego:) a do sytuacji w sklepie, pewnie że to rodzice nauczulo smaku jajka niespodzianki,ale to nie znaczy że zrobili źle, a to że nie chcą kupić też jest normalne, pewnie mają powód, i tego powodu nie kwestionuje wcale to, że Kinderkę dziecku dali.

    • Ale jeśli dzieciak jest nauczony że ZAWSZE w sklepie dostaje Kinder jajko to rodzice sami są sobie winni że zrobili z tego rutynę i dziecko się domaga…

  4. Ostatnio kategorycznie powiedzieliśmy to dziadkom. Do tej pory nie mieściło się w głowie jakie ilości słodyczy przynosili 2,5 letniemu niespełna dziecku. Większość zjadaliśmy my, rodzice, a nadmiar cukru i tłuszczu palmowego nie służy wszystkim, nie tylko dzieciom… I powiedzieliśmy basta!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *