Związek to ciągła praca i nie ma zmiłuj!

Wczorajszy tekst Równowaga to podstawa: o odpuszczaniu (sobie) to pierwszy z trzech, które napisałam z okazji Nowego Roku. Dlaczego? Bo odpuszczanie sobie, udany związek i… coś jeszcze (o czym będzie kolejny tekst) to takie fajne, zgrane trio mogące zdziałać naprawdę wiele. Przejdźmy do tego udanego związku.

Właściwie od zawsze było jedno takie stwierdzenie, które strasznie mnie drażniło. Przewijało się gdzieś w internetach, było udostępniane przez jakąś gimbazę czy (co gorsza) dorosłe, poważne osoby. Było i w zasadzie nadal jest – ciągle gdzieś obecne. A brzmi ono mniej więcej tak: mężczyzno, nie myśl że raz zdobyta kobieta będzie twoją na zawsze. No ręce opadają!

***

Nie żyjemy w czasach, gdzie kobietę należało zdobyć a ta leżała i pachniała bo ten gość i jego wierność czy lojalność zwyczajnie jej się należały z tego tytułu. Litości! Ustalmy sobie jedno: obie strony w równym stopniu o związek muszą dbać. I to powinno być oczywiste. Nie ma czegoś takiego, że on zabiega o nią non stop a ona nie robi nic. Ani na odwrót. Związek z drugą osobą to wyzwanie i praca. Dlaczego…?

Nikt nie jest idealny. Trudno wymagać by druga osoba była w każdym, najmniejszym nawet calu, dokładnie taka jak sobie życzymy. Zawsze będą zdarzać się jakieś niedociągnięcia, braki czy zgrzyty. Zawsze! Musimy też mieć na uwadze to, że spora część cech partnera to wady i to właśnie te wady musimy nauczyć się akceptować. Szanowanie różnic, jakie nas dzielą powinno być naturalne w każdym dojrzałym związku. Każdy jest inny, każdy ma inne potrzeby, każdy ma zupełnie inny światopogląd. I te różnice nas wzbogacają, czynią nasze życie i nasz związek ciekawszymi. Potrzebujemy tego – dzięki temu, że na pewne sprawy patrzymy zupełnie inaczej, łatwiej wspólnymi siłami znaleźć odpowiednie rozwiązanie wielu problemów czy dylematów.

Kompromis to podstawa. I tutaj ciekawostka: warto – naprawdę warto – nauczyć się odróżniać rzeczy ważne od tych mało istotnych. Nie możemy oczywiście akceptować chociażby przemocy. Jakiejkolwiek. Nie możemy akceptować zdrady. To oczywiste. Ale okruszki na kuchennym blacie pozostawiane co rano już możemy zaakceptować. Podobnie jak inne drobne nawyki czy niedogodności, które nas spotykają ze strony drugiej osoby ale zarazem są nieodłączną jej częścią. Taki pakiet: bierzesz tego fajnego faceta z tym jego głupim przyzwyczajeniem albo przez ten detal z niego rezygnujesz. Brzmi absurdalnie? Gdyby takie drobiazgi miały o tym decydować – tak właśnie by było. Musimy nauczyć się kompromisu i niekiedy ustępstw. Bo inaczej po prostu we dwoje się nie da. Nie ma takiej możliwości żebyśmy przez całe życie absolutnie w k a ż d e j sytuacji się ze sobą zgadzali. Zawsze znajdzie się coś, co mniej lub bardziej będzie nas wkurzać ale do czego przywykniemy, zaakceptujemy a może nawet przestaniemy zauważać. Kompromis to sztuka trudna ale opłacalna.

Kryzys przychodzi z braku rozmowy. Takie to proste! Na pozór. Bo tak naprawdę każdy porządny kryzys bierze się z tego, że nie rozmawiamy. Nie mówimy sobie nawzajem o swoich potrzebach, wątpliwościach a nieporozumienia czy najmniejsze nawet rozczarowania są pomijane, przemilczane, powodują żal i prowadzą do tych nieszczęsnych kryzysów. Nagle stajemy się sobie coraz bardziej obcy zamiast wspierać się nawzajem. Ten chłód się pogłębia, dni mijają a my oddalamy się od siebie i szanse na ponowne zbliżenie są coraz mniejsze. A wystarczyłoby rozmawiać. Mówić do siebie nawzajem, słuchać siebie nawzajem. Trzeba umieć znaleźć miejsce na emocje w związku, na ich dostrzeganie, nazywanie i rozumienie. Zrozumienie wynika z rozmowy, bez niej go nie znajdziemy. Komunikacja to absolutna podstawa, dobra komunikacja to naprawdę sprawa niezbędna.

Związek wystarczająco dobry jest lepszy od idealnego. Nie warto dążyć do ideałów. Do idealnego związku tym bardziej. Związek to bliskość, potrzeba bycia obok, wzajemne wsparcie i zrozumienie. Upadki, po których wspólnie się podnosimy. Kompromisy, do których musimy dojrzeć. Poznawanie swoich wad, akceptowanie ich i życie ze sobą na co dzień. Związek to czasami żal, złość, kłótnie a innym razem kojące słowa otuchy, godzenie się i stałe docieranie na nowo. Dopóki macie nad czym pracować i robicie to wspólnie, z równym zaangażowaniem – będzie dobrze! Kłóćcie się i gódźcie. Codzienne problemy rozwiązujcie wspólnie, nierzadko niech będzie trzaskanie drzwiami a później godzenie się. Nierzadko niech będą łzy, które już po chwili On będzie ocierać. Zdarzać się też będą takie słowa, po których przyjdzie moment przeprosin. Ten moment jest nieunikniony, zawsze któreś nie wytrzyma i wyciągnie rękę na zgodę. I wiedzcie, że nieważne, jak trudny mieliście dzień – wsparcie i bliskość czekają na Was w domu. Czeka ciepło, miłość i zrozumienie.

Nie idealizujmy związku. To zdarza się niestety często, jednak nie ma na to miejsca w związku. Wiele utrudnia i uniemożliwia. W prawdziwym, dojrzałym związku powinno trwać dwoje ludzi, którzy znają swoje słabe i mocne strony, potrafią przyznać się do błędów, słabości, poprosić o pomoc czy jakiekolwiek wsparcie. Powinniśmy otwarcie mówić o swoich potrzebach, nie krytykować siebie nawzajem a w zamian tego pytać, słuchać, rozmawiać. I musimy pamiętać o jednym: dając drugiej osobie swobodę bycia sobą, musimy być przygotowani na to, że nie zawsze będzie zachowywał się dokładnie tak, jakbyśmy tego chcieli. Bo przecież jest sobą, nie nami. Proste, prawda…?

***

Związek to ciągła praca – nie ma wątpliwości. To kompromis pomiędzy byciem niezależnym a pozostawaniu w bliskiej zależności z kimś innym, pomiędzy dbaniem o własną przestrzeń a wprowadzaniem w nią kogoś. Tworzenie i podtrzymywanie wspólnych rytuałów, tradycji. Żaden związek, pozostawiony sam sobie, bez codziennej pielęgnacji – nie przetrwa. Dlatego pielęgnujmy go i umacniajmy. Nie zapominajmy, że ta druga strona potrzebuje naszego zapewnienia o uczuciach, wysłuchania w chwilach kryzysu czy adorowania. Koniec kropka. 

4 Responses

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top