Równowaga to podstawa: o odpuszczaniu (sobie)

Się wzięło i się wylało. Mleko się wylało. A Ty chodzisz wkoło niego i biadolisz. Bo mleko się rozlało. Możesz tak bez końca. Roztrząsać, rozpamiętywać. Wypominać sobie, ile mogłeś zrobić a ile nie zrobiłeś. Co mogłeś zrobić a czego nie zrobiłeś. I tak dalej i dalej. W pewnym momencie swojego życia osiągnęłam mistrzostwo w dobijaniu samej siebie. To takie przerabianie danego tematu na milion sposobów, niekończąca się praca umysłu nad nim i powtarzanie w kółko tego samego.

Ciągle obecne uczucie, że coś mogło być zrobione, ogarnięte lepiej. Że coś mogło się udać podczas gdy się nie udało i to właśnie ta porażka napędza wciąż od nowa machinę dokopywania sobie na każdym niemal kroku. Stawianie sobie wymagań, którym nie sposób sprostać. Trzymanie za wszelką cenę ścisłej kontroli nad swoim życiem, z którą w pewnym momencie możemy zwyczajnie przesadzić. A najgorsze w tym wszystkim tak naprawdę jest to, że nie potrafimy wybaczyć i odpuścić sami sobie. Każdemu innemu ale nie sobie. I błędne koło się zamyka, kręcąc się bez końca.

***

Postanowiliśmy z B. tak naprawdę bardzo niewiele na Nowy Rok. Poza kilkoma bardzo konkretnymi celami, do których droga jest jasno, punkt po punkcie, wytyczona – obiecaliśmy sobie zwyczajne szczęście. Łapanie możliwie największej ilości momentów tylko dla nas, dla nas dwojga, dla naszej trójki. Tworzenie wspomnień i snucie marzeń, które w końcu zrealizujemy. Złapanie swego rodzaju równowagi, dzięki której nauczymy się nie przejmować tym, co niepotrzebnie zaśmieca nam codzienność, skupiać na najważniejszych dla nas wartościach i wyciągać z zupełnie zwykłych chwil – niezwykłe wrażenia. Proste i piekielnie trudne zarazem. Bo naprawdę wiele rzeczy musieliśmy nauczyć się sobie odpuszczać. Nie tylko sobie nawzajem ale też każde sobie samemu.

Dlaczego musimy sobie odpuszczać?

Mówi się, że zdecydowanie łatwiej odpuszcza się komuś niż samemu sobie. I chyba coś w tym jest. Bo o wiele prościej wybaczyć coś komuś bliskiemu niż sobie. Dlaczego powinniśmy jednak to robić? Dlaczego powinniśmy wypomnieć coś sobie raz i pójść dalej zamiast wypominać w nieskończoność? Po pierwsze: przeszłość nie powinna kształtować nas bardziej niż już to zrobiła, prawda? Musimy więc w jakimś stopniu z tą przeszłością się pogodzić. Po drugie: nie potrzebujemy złych wspomnień. Po co więc je przywoływać takim katowaniem się? Po trzecie: z posiadaniem kontroli nad swoim życiem bardzo łatwo można przesadzić. Bo tak naprawdę nie wszystko zależy od nas. Im szybciej to sobie uświadomimy tym lepiej dla wszystkich. Po czwarte: im mniej będziemy oczekiwać tym bardziej efekt nas ucieszy. Banalne. Po piąte: nie wszystko da się zaplanować. Nie o wszystko też da się obwinić siebie. Po szóste: dużo łatwiej żyje się bez nieustannego poczucia winy.

Co powinniśmy sobie odpuszczać?

  • żywieniowe grzeszki – nie dajmy się zwariować. To, że raz na jakiś czas skusimy się na niezdrowy przysmak, nie oznacza że zaprzepaszczamy całą naszą dietę. Zdarzył się batonik czy burger? Trudno! Przechodzimy nad tym do porządku dziennego, przestajemy się zadręczać i żyjemy dalej.
  • nieplanowany zakup – banał. Kupiliśmy coś spoza listy zakupów. Coś, czego absolutnie nie było w planach. Nabyta rzecz bardzo nas cieszy, przyda się i w ogóle. Ale wyrzuty sumienia męczą i męczą. Bo zakup był n i e p l a n o w a n y. Trudno! Zdarzyło się. Trzeba cieszyć się z tego co kupiliśmy i nie przejmować się tym, że nie było to ujęte w naszych planach.
  • wyrzucone przedmioty – tego absolutnie nie możemy sobie wypominać! Osobiście jestem zwolenniczką trzymania wokół siebie tylko tych przedmiotów, które są nam naprawdę potrzebne i zwyczajnie ładne. Jeżeli coś jest niefunkcjonalne, brzydkie lub zbędne – bez najmniejszego oporu wyrzucam lub w jakikolwiek inny sposób się pozbywam. Coś nam jakkolwiek wadzi? Wywalamy i wyrzutów sumienia nie mamy!
  • pominięcie jakiegoś punktu z listy zadań – może nie każdy ze skrajną dokładnością planuje każdy dzień, tydzień czy miesiąc ale jakieś tam listy zadań, czy to zanotowane w myślach czy w plannerze – tworzymy. Jeżeli coś z tego planu nam nie wypali, czegoś nie zrobimy – świat się nie zawali. Może i trudno w to uwierzyć, ale żaden kataklizm miejsca mieć nie będzie, gdy nie umyjemy lodówki we wtorek według planu albo nie zrobimy czegoś, co wpisaliśmy na check listę.
  • odpuszczony trening – regularnie trenujemy, odhaczamy małe sukcesy, widzimy postępy. Jest super, jest fajnie. Jest motywacja i determinacja, jakich mało. Któregoś dnia zwyczajnie nam się nie chce za ten trening zabrać. Zwyczajnie nie mam ochoty, siły czy tej wspomnianej motywacji. I trening odpuszczamy. Trudno! Następnego dnia wracamy do gry i trenujemy jak zwykle. Nic się nie stało przez tą przerwę, serio! Nie ma co roztrząsać jednego opuszczonego treningu.
  • wszystko to, co niezależne od nas – może taki dość skrajny przykład ale weźmy sobie takie stwierdzenie: gdybym zamieszkał miejscowość dalej, nie dotknęłaby mnie powódź. Nikt przy zdrowych zmysłach nie wypowiedziałby na głos podobnej głupotki. Nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć, nad wszystkim zapanować, wszystkiego dopilnować. Nie mamy więc absolutnie żadnego powodu by się takimi niezależnymi od nas kwestiami zamęczać, winić, obarczać odpowiedzialnością za nie. Koniec kropka.

Jak nauczyć się sobie odpuszczać?

Na początku będzie niewiarygodnie trudno. Warto zacząć od wykształcenia nawyku doceniania tego, że podjęliśmy próbę. Nie zawsze musi się nam udać. Musimy umieć być z siebie chociaż odrobinę zadowoleni czy dumni tylko dlatego, że spróbowaliśmy. Czasami to musi nam wystarczyć. A w zasadzie powinno w zupełności wystarczyć – bo nie ma takiej siły, która zapewniłaby nam sukces w każdej, czy to dużej czy to małej, sprawie, za którą się zabierzemy. Idźmy dalej. Przytemperujmy odrobinkę ambicje. Może to i śmieszne – a może żałosne? – ale niekiedy sprawy zupełnie zwyczajne, przyziemne, traktujemy ze zbyt wielką powagą. Stawiamy sobie poprzeczkę cholernie wysoko z niewiadomego powodu a tak naprawdę rozchodzi się o takie głupstwo, jak załadowanie brudnych naczyń do zmywarki koniecznie wieczorem a nie rano. I ostatnie: przestańmy się przejmować tym, co powiedzą inni. To nie było, nie jest i nigdy nie będzie najważniejsze w naszym życiu!

Jak zmieni się nasze życie, kiedy nauczymy się sobie odpuszczać?

Zaczniemy traktować siebie z większą uwagą. Być może nawet będziemy częściej myśleć o tym, jak zadbać o siebie samych. Nie będzie nam grozić wypalenie. Poziom stresu nieco się obniży – bo nie będziemy negatywnie nakręcać się każdym, najdrobniejszym niepowodzeniem. Poziom szczęścia poszybuje w górę – bo zniknie zamartwianie się, gnębienie, wypominanie i katowanie ciągłym przywoływaniem złych wspomnień. I tak dalej i dalej. Tak właściwie sami powinniśmy znaleźć odpowiedź na pytanie: Co zyskam, gdy zacznę sobie odpuszczać? Co zmieni się w moim życiu, gdy przestanę się za wszystko obwiniać? Reszta przyjdzie sama, najważniejsze to podjąć działanie mające coś zmienić.

Powodzenia!

2 Responses

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top