10 zasad, które dwulatek już rozumieć powinien

Są takie zasady, które powinno wpajać się dzieciom niemal od początku. Po co? Po to, żeby – mówiąc kolokwialnie – nie weszły nam na głowę. Będąc mamą dwulatka, na własnej skórze przekonuję się każdego dnia, jak wiele odpowiednio wcześnie wprowadzane reguły mogą zmienić w codzienności z dzieckiem, nawet w takim już wieku. Jeszcze rok temu niekiedy słyszałam, że przesadzam. Bo roczniak nieporadnie zgarniał zabawki do kosza każdego wieczoru, będąc przekonany, że to wspólna zabawa. Teraz co wieczór Mały Mężczyzna maszeruje do pokoju sprzątać bałagan stworzony przez cały dzień. I nadal uważa, że to cowieczorna zabawa, element poprzedzający kąpiel. On po prostu wie, że tak ma być. Dla Niego to coś zupełnie naturalnego. Układanie zabawek wieczorem, jak i kilka innych zwyczajów. Czego więc powinniśmy starać się uczyć dzieci od samego początku…?

#zakaz wstępu do toalety za rodzicem

Pierwsza z zasad, której przestrzegania w przyszłości byłam niemal pewna już od samego początku macierzyństwa. Czytając historie o bujaczkach targanych do łazienki by Mama wzięła kąpiel czy zapraszaniu dziecka by mieć na nie oko podczas gdy korzystamy z toalety… odstraszały mnie! Dziecko to mały człowiek. Mały człowiek to również drugi człowiek, jak każdy inny. Czy korzystając z toalety w pracy, zapraszam koleżankę ze sobą by mieć na nią oko? Oczywiście, że nie. Kąpiel, prysznic – nie musimy brać ich koniecznie wtedy, gdy dziecko w pełni sił pędza (pełza?) w tę i z powrotem pod domu. Są drzemki. Jest też moment, gdy maluch padnie spać po całym dniu. Łatwo będzie przyzwyczaić maluszka do takich zwyczajów, o wiele trudniej później będzie po kilku latach nagle wyjaśnić jakoś, że już nie może nam towarzyszyć. Bo przecież w końcu przyjdzie taki moment. Zdecydowanie lepiej jest w ogóle do czegoś podobnego nie przyzwyczajać. Dwuletnie dziecko (przyzwyczajane do tego od początku) powinno rozumieć, że do toalety za Mamą nie wchodzimy, może poczekać przed drzwiami a rodzicielka za chwilę wyjdzie i będzie kontynuować zabawę. Kąpiel również możemy wziąć bez asysty dzieci. Wcześniej prysznic brałam z rana lub późnym wieczorem, gdy Mały Mężczyzna spał. Teraz pozostało to właściwie bez zmiany, w weekendy zdarza się, że panowie bawią się w najlepsze a ja funduję sobie długą kąpiel. Za zamkniętymi drzwiami.

#wieczorem sprzątamy zabawki

W naszym przypadku jedna z łatwiej przyswojonych zasad. Zaczynaliśmy bardzo wcześnie, Malutki jeszcze nawet nie chodził. Co wieczór razem z Nim wrzucałam wszystkie Jego zabaweczki do poszczególnych koszy i skrzynek, odstawiałam autka itd. Z czasem zaczęliśmy traktować to jako wspólną zabawę, w końcu naśladował mnie sam a teraz co wieczór wystarczy powiedzieć, że pora sprzątać zabawki i pójdziemy się kąpać a mały człowiek pędem rzuca się do pokoiku odkładać wszystko na swoje miejsce. Można? Można. Co lepsze – On nadal jest przekonany, że to rodzaj zabawy. Rozumie też zależność: posprzątane zabawki równają się niemal od razu kąpieli.

#wszystko ma swoje miejsce

Nie każde dziecko ma swój własny pokoik ale warto już od samego początku, niezależnie od warunków tworzyć w dziecku poczucie, że wszystko ma swoje miejsce. By miało chociaż zalążek swojego małego świata, w którym są jego skarby. Idąc krok dalej – warto uczyć malucha, że wszystko w domu ma swoje określone miejsce. Że nie wynosimy z kuchni garnków by układać je pod łóżeczkiem a zabawek nie wrzucamy chociażby za szafkę z telewizorem. I tak dalej i dalej. Od początku budujmy w dziecku poczucie ładu w naszym domu. To ma swoje miejsce tu, coś innego ma swoje miejsce tam. Dziecko będzie do tego przyzwyczajone i ta świadomość będzie czymś zupełnie naturalnym. Czasami warto w upierdliwy sposób, do znudzenia odkładać jedną i tą samą rzecz, z uporem rzucaną gdzie nie trzeba przez pociechę – by w końcu z dumą wychwycić moment, gdy dziecko zupełnie samodzielnie, bez próśb, nakazów czy pomocy, to zrobi.

#to jest Mamy, to jest Taty a to jest Dziecka

Obok zasady głoszącej, że wszystko ma swoje miejsce – ta jest na równi istotna. Nie wyobrażam sobie – serio, nie wyobrażam – by Mały Mężczyzna wziął sobie nagle mojego notebooka i rzucił nim o podłogę czy coś podobnego. Albo żeby bawił się moim smartfonem, portfelem czy czymkolwiek innym, m o i m. I nie chodzi o jakieś szczególne przywiązanie do rzeczy materialnych. Chodzi o zasady. Moje znaczy: moje. Jego znaczy: jego. Dwulatek już powinien rozróżniać, co jest jego a co niekoniecznie i chwytać głównie to, co do niego należy. Jak do tego dojść? Przede wszystkim absolutnie nigdy nie dawać dzieciom tego, co nie powinny dostać w swoje łapki a gdy już jakimś cudem (lub podstępem) to zdobędą, odbierać i tłumaczyć, dlaczego nie powinny tego używać. Cierpliwie i spokojnie a dojdziemy do pożądanego celu.

#szacunek dla drugiego człowieka

Jedna z ważniejszych postaw, które – jako rodzice – powinniśmy kształtować w dziecku od możliwie najwcześniejszego etapu. Dziecko od początku musi znać podstawowe zasady współżycia z innymi ludźmi: nie bijemy, nie kopiemy, nie plujemy, nie obrażamy, nie zabieramy czegoś drugiej osobie, nie krzywdzimy. Pomijając bunty dwulatka, trzylatka, pięciolatka czy szczególne przypadki pociech naprawdę trudnych – wszystko zależy od nas. Zachowanie dziecka to w dużej mierze odbicie naszego zachowania, tego co obserwuje w domu. Jeśli ty przeklinasz – twoje dziecko niemal na pewno też będzie. Jeśli Ty – nawet dla żartu – obrażasz drugiego rodzica, dziecko nauczy się obrażać innych. Jeśli brzdąc próbuje kopać, krzyczeć, bić a Ty tylko wzruszasz ramionami albo – co gorsza! – oddajesz jemu, nie nauczysz go nic innego jak tego, że to dopuszczalne. Szanujmy swoje dzieci i uczmy je szacunku do innych już od samego początku.

#szacunek dla przedmiotów

Zabawki to pierwsza własność małego człowieka. To coś, co należy tylko do niego. I właśnie na zabawkach dziecko uczy się postępowania z przedmiotami. Naszym zadaniem jest uczyć je, że każdy przedmiot ma swoje miejsce (jak wyżej), swoją rolę i swoją wartość. Uczyć, że nie rzuca się nimi, nie rozbija, nie niszczy ani nie wyrzuca dla własnego widzimisię. Uczyć tego szacunku do wszystkich przedmiotów, zarówno własności dziecka jak i czyjejś. Im wcześniej maluch przyswoi tą zasadę, tym łatwiej – jako już starszakowi – będzie nam wytłumaczyć, czym jest wartość danej rzeczy, znaczenie pracy by na nią zarobić czy wdzięczność, którą powinni czasem okazać. Jeśli już dwu- czy trzylatkowi pozwolimy niszczyć zabawki czy przedmioty w domu – nie rokuje to na łatwą zmianę na lepsze w przyszłości, serio.

#okazywanie miłości

Oczywista oczywistość. Od pierwszych dni życia maluszka okazujemy jemu miłość, czułość, delikatność. W całej tej miłości chodzi również o to by nauczyć dziecko ją odwzajemniać, okazywać, nazywać. Im wcześniej zaczniemy uczyć dziecko reakcji, pomagać odnaleźć się w gąszczu emocji i uczuć – tym szybciej możemy liczyć na objęcie małymi rączkami i słowa: Mamo, tato, kocham was. Jeszcze pół roku temu Mój Mały Mężczyzna jedynie odwzajemniał wszelkie pieszczoty i przytulasy. Od niedawna podchodzi, obejmuje i po swojemu tłumaczy, że kocha Mamę. Potrafi dać buziaka, wziąć za rękę, przytulić się, wgramolić na kolana, z czułością pogłaskać mnie na policzku i w rozbrajający sposób patrzeć mi w oczy z radosnym uśmiechem. Uczcie swoje dzieci słów: kocham Cię. Uczcie swoje dzieci ich znaczenia i okazywania. Tak po prostu… 💛

#celebrowanie pór posiłku

>>Rodzina, która je razem – trzyma się razem<< Takie słowa zasłyszałam wiosną na jakimś evencie dla rodziców. Sedno sprawy. Przed pojawieniem się  wmoim życiu małego człowieka, nie zdawałam sobie nawet sprawy, ile znaczą wspólne, rodzinne posiłki, jak wielki wzór stanowią dla małej istotki. Rozszerzanie diety, krzesełko do karmienia, zamiana łyżeczkiw  samolot, jedzenie a raczej papki obecne dosłownie wszędzie, od ubrania przez podłogę po samo krzesełko – nie sprzyjały takiemu celebrowaniu posiłków. Dopiero, gdy przeszliśmy w nieco sprawniejsze spożywania a Malutki zaczął podejmować próby posługiwania się widelcem, łyżką czy też rączką, można było o tym pomyśleć. I przyznaję w tym momencie – zazwyczaj jadłam nie dla samego posiłku, co dla Małego Mężczyzny właśnie by ten posiłek przebiegał sprawniej. Był o wiele bardziej zadowolony i szybszy w działaniu, gdy próbował mnie naśladować. Teraz, gdy jest już zupełnie samodzielny w pałaszowaniu… wszystkiego, posiłki we troje, zwłaszcza weekendowe, gdy jestesmy w komplecie – przebiegają o wiele sprawniej niż te podawane tylko jemu. Dziecko naśladuje nas, uczy się, że posiłek to wspólne siedzenie przy stole, wspólne jedzenie i wspólny rytuał. Nie warto uczyć dziecka, że posiłek jemy gdziekolwiek i keidykolwiek. Na kanapie, wpatrzone w telewizor, na podłodze podczas zabawy czy gdziekolwiek indziej. Warto wpoić zasadę: posiłek to tylko jedzenie, w wyznaczonym miejscu i w wyznaczony sposób, bez rozpraszania się czymkolwiek innym. I dwulatek już bez problemu powinien siedzieć przy stole, zjeść samodzielnie posiłek, rozumieć, że teraz jest na to moment i przebiega to w określony sposób.

#telewizor nie jest przyjacielem, zastępczą opieką też nie

Osobiście jestem przeciwniczką wpychania dziecku w rączki tabletów, smartfonów i sadzania przed telewizorem. Biorę pod uwagę, że czasy mamy takie a nie inne i ograniczając dziecku do nich dostęp, zrobimy krzywdę. Okej. Ale nie w wieku dwóch lat!  Litości! Czy dwulatek naprawdę m u s i umieć przeskakiwać kanały w telewizorze, odblokować smartfona czy włączyć cokolwiek w tablecie? Serio m u s i? Nie. Nie musi. Ma na to jeszcze czas i to całkiem sporo. Uważam, że obejrzenie bajek w rozsądnej ilości czasu jest w porządku. Jednak wręczanie dwulatkowi jakiegokolwiek urządzenia elektronicznego a później chwalenie się przed znajomymi, że Zosia to sobie sama Canal+ wyszuka albo tablet obsłuży – świadczy o nas jako rodzicach odrobinę kiepsko. Bo kto w końcu to dziecko ma wychować? My czy te urządzonka? Telewizor n i g d y nie zastąpi wychowania ani czasu poświęconego dziecku. Rozumiem wszystko, naprawdę. Sama niekiedy sadzam na chwilę Malutkiego by popatrzył sobie na rozsądne bajki ale laptop, tablet i telefon są – i jeszcze sporo czasu będą – poza jego zasięgiem. Koniec kropka.

#to rodzice ustalają zasady, nie dziecko

Najważniejsze na koniec. I w zasadzie najbardziej oczywiste teoretycznie. W praktyce różnie to bywa. Nadal myli się wychowanie bezstresowe z wychowaniem bez przemocy. O ile jestem przeciwko pierwszemu, to za drugim opowiadam się całym sercem. Dziecko musi znać pojęcie zasad, musi widzieć w nas autorytet, musi być oswajane z szacunkiem do samego siebie i do innych. My, rodzice – jesteśmy od ustalenia tych zasad i ich respektowania. To my mamy uczyć, wskazywać drogę, prowadzić i wymagać. Nie na odwrót! Pozwalanie dosłownie na wszystko prowadzi donikąd. Dziecko wskakuje Wam na głowę – mniej lub bardziej dosłownie – a Wy się z tego śmiejecie. Takie urocze, takie zabawne! A ono nawet nie ma pojęcia, że robi coś niewłaściwego bo skąd ma to wiedzieć? Przecież Wy jemu tego nie przekazaliście, nie pouczyliście, widzi jedynie Wasz śmiech i traktuje to jako zabawę. Powtórzmy więc dla przypomnienia: to rodzice ustalają zasady!

***

mama-sama

4 Comments

  1. Może i powinien zrozumieć, ale czy się zastosuje? Zwłaszcza dwulatek 😉

  2. Zrozumie i sie zastosuje jesli bedzie dobrze wychowywane. Wiekszosc blogow rodzicow to jakas bańka z promowaniem wychowania bezstresowego.w koncu ktos pisze z sensem tu!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *