Mały mężczyzna potrzebuje dużego mężczyzny – i koniec, kropka! O wychowaniu i autorytetach

Niemal od początku miałam bardzo wiele obaw co do tego, jak uda mi się wychować Malutkiego, nie mając obok nas żadnego męskiego wzorca, który jakąkolwiek w tym wychowaniu odgrywałby rolę. Spotykałam się często ze stwierdzeniem mówiącym, że z pewnością sobie poradzę i tego ojca Jemu również zastąpię, dając wszystko to, czego Mój Mały Mężczyzna potrzebuje. W międzyczasie jednak sporo naczytałam się o wpływie mężczyzny na wychowanie chłopca i ogromnej roli, jaką w życiu małego człowieka odgrywa właśnie ojciec – i strach mnie obleciał. Czy dam sobie radę? Czy będę potrafił już zawsze pełnić podwójną rolę? Czy Malutkiemu nie zabraknie w pewnym momencie tego męskiego autorytetu? Czy nie będzie to rzutować na Jego przyszłość? Pytań było mnóstwo. Dopiero jednak B. i jego obecność pokazały mi, jak to wygląda w praktyce. Bowiem chłopiec potrzebuje męskiego wzorca i obecności. Po prostu takiej relacji potrzebuje i tego raczej nie zmieni żaden argument. Z kilku banalnie prostych powodów.

Mama to nie wszystko

Może i brzmi nieco brutalnie. Bo to przecież nasze maleństwo, nasze oczko w głowie – noszone pod sercem, wyczekiwane, tulone i całowane. Bo przecież to do Mamy lgnie, Mama potrafi uspokoić i załagodzić każdą sytuację. Ale nie tędy droga. Nieobecność mężczyzny w dzieciństwie dziecka, zwłaszcza chłopca, uniemożliwia przecież czerpanie właściwych męskich wzorców, które powielane byłyby w dalszym życiu. A brak takich wzorców może popchnąć dziecko do czerpania ich z mediów czy innych, niekoniecznie właściwych, źródeł, gdzie dominuje w nich przede wszystkim agresja. Brak jakiegokolwiek wzoru ojca może w przyszłości zaowocować znacznymi trudnościami w prawidłowym funkcjonowaniu właśnie w tej roli i budowaniu właściwych relacji z partnerką czy po prostu tworzeniu więzi rodzinnych. Może okazać się, że uniemożliwi pełnienie ról rodzicielskich w taki sposób, w jaki powinny być pełnione. Bo skąd miałby wiedzieć, jak to wszystko powinno wyglądać…? Przecież sam nie doświadczył tego w dzieciństwie. Nie ma więc zbyt wielkiego pojęcia o tym, jak taka rola powinna być pełniona we właściwy sposób.

Idąc krok dalej – matka nie wytyczy granic, nie zmobilizuje tak, jak zrobi to ojciec. Męski autorytet i siła charakteru, stawianie określonych wymagań dziecku – to wszystko uczy je pokonywania trudności, bycia odważnym i skutecznym. Pierwszy wzorzec męskości jest też nie bez znaczenia. Jeśli dziecko widzi, jak Mama jest traktowana przez Tatę czy jej partnera – nabiera przekonania, że takie zachowanie mężczyzny jest tym właściwym i wzrasta w poczuciu, że tak należy robić. A następnie taki wzorzec zachowania powiela w swoim dalszym życiu. I do niczego dobrego – niestety – to nie prowadzi.

A już tak zupełnie z innej beczki, abstrahując od wpływu na światopogląd, kształtowanie charakteru czy cokolwiek innego:

Mama nie do wszystkiego przecież się nadaje

I w sedno trafione. Co innego coś umieć, nie mieć z tym większych problemów i w lekki sposób przekazywać to dziecku. Co innego stanąć przed koniecznością nauczenia się tego i dopiero później przekazywania dalej. Gdy nauka idzie opornie – przestaje być tak fajnie. Pierwszy i zarazem najbanalniejszy z przykładów: gra w piłkę. Przez całe życie, zwłaszcza szkolne, stroniłam od wszelkich sportów grupowych, w których jakąkolwiek rolę odgrywała jakakolwiek piłka. A tu nagle, może niekoniecznie niespodziewanie, któregoś dnia musiałam dziecko swe poinstruować, jak należy kopać takową piłkę. Dobrze, że Malutkie nie ogarnia zasad gry w nogę (zresztą tak jak i ja) więc nie może skrytykować moich sposobów czy podejścia do nauki. Póki co! Teraz moje – nie do końca umiejętne – próby kopania piłki z Malutkim zostały zastąpione całkiem sprawną grą z B. i obaj panowie – tak po prostu – świetnie się przy tym bawią, zazwyczaj dochodzą mnie ich śmiechy i wykrzykiwane: “Dobrze!”, gdy Mój Mały Mężczyzna odnosi jakiś mały piłkarski sukces. Serce mięknie ze wzruszenia!

Kiedyś napisałam takie tekst -> 10 rzeczy, których każdy ojciec powinien nauczyć syna. W nim znalazł się taki fragment: >> Szacunek do kobiet. Najprostsze i najtrudniejsze zarazem. Dlaczego? Twój syn czerpie wzorce relacji damsko-męskich z nikogo innego, tylko z Was – rodziców. Widząc, że szanujesz jego mamę, traktujesz ją z czułością, szarmancko i po prostu dobrze – będzie wiedział, że tak należy obchodzić się z płcią przeciwną. To na Was będzie się wzorował, na nikim innym. Więc miej to na uwadze i traktuj swoją partnerkę zawsze z szacunkiem. Nawet jeśli w czymś się nie zgadzacie, unikajcie wylewania wzajemnych żali w obecności dziecka. Po prostu. << I to jest właśnie kolejna z tych rzeczy, których trudno byłoby mi nauczyć Malutkiego z taką łatwością, z jaką ta nauka powinna naturalnie przebiegać. Bo nie ma chyba lepszej od tej opieranej na wzorcach. Nic dodać nic ująć, prawda…? Malutki czasami nas rozczula, gdy pokazuje nam, że mam przytulić B. albo odwrotnie. podchodzi i tłumaczy po swojemu, czego oczekuje a później cieszy się, że zrozumieliśmy i zrobiliśmy to. Jest wspaniałym, mądrym chłopczykiem a B. to idealny wręcz wzór do naśladowania dla Niego. W każdej niemal dziedzinie.

 Pełna rodzina = stabilizacja i poczucie bezpieczeństwa

Wychowanie to przede wszystkim dawanie przykładu, ogrom miłości i jej okazywanie. Bardzo trudno jest wierzyć w to, że nie-biologiczny ojciec może zastąpić prawdziwego, gdy ten drugi dzieckiem się nie interesuje w najmniejszym stopniu. Z wielkim hukiem upada wówczas jakakolwiek namiastka wiary w ojcowską miłość i zaangażowanie, nawet gdy my sami takiej doświadczyliśmy w dzieciństwie. Nie bez znaczenia jednak okazują się wówczas być słowa: nie ten, kto dał życie a ten, który pokochał i wychował, zasługuje na miano ojca. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to może i zbyt wcześnie, zbyt mało czasu upłynęło, zbyt to czy zbyt tamto ale… trudno mi nawet opisać ulgę, spokój, rozczulenie (mogłabym tak bez końca!) z jaką niekiedy ukradkiem obserwuję B. i Mojego Małego Mężczyznę. Widzę, jak Malutki wyciąga do Niego ręce, tuli się, domaga uwagi czy pochwał. I widzę, że to było właśnie to, czego brakowało w mniejszym lub większym stopniu. Bo pewien rodzaj rutyny pozwala oswoić się z poczuciem bezpieczeństwa. A ono jest przecież podstawą stabilizacji w życiu każdego dziecka.

Malutki wie, że jak rano odwiozę go do żłobka – to popołudniu wrócimy po Niego z B. i będą się razem bawić. Wie, że jak B. wychodzi – to wróci. Wie, że jak wyciągnie rączki to zostanie przytulony a jak przyniesie piłkę – będzie zabawa. Doskonale rozumie, że nie jest to jakiś Wujek-Z-Pracy-Mamy czy Wujek-Mąż-Cioci a ktoś, kto z nami jest i jest kimś szczególnie bliskim. Czasami aż nie dowierzam w ogrom tej dziecięcej szczerości i przywiązania, jakie obserwuję. Mogłabym się dwoić i troić do końca życia ale sama nie potrafiłabym dać Mojemu Małemu Mężczyźnie takiego poczucia bezpieczeństwa i wzorca, jaką daje mężczyzna w domu. Dobry, cudowny, kochający mężczyzna. 

***

Pełniąc rolę Ojca i Matki, czułam się momentami niepokonana, silna i tak bardzo wielozadaniowa, że śmieszyło mnie czasami pytanie: Jak Ty sobie dajesz radę? Mój syn był obecny przy mnie w pracy, razem się bawiliśmy, zawsze sami chodziliśmy na szczepienia, wszędzie sami, wszędzie razem. Rósł, obserwując swoją Mamę w tak wielu rolach, zawsze tuż obok Niego ale z nikim obok siebie. Teraz widzi i rozumie, że możemy polegać na kimś jeszcze. Wie, że jak zepsuje się Mucholot – B. naprawi, niekoniecznie Mama. Wie, że jak poda B. rączkę, zostanie zaprowadzony w fajne miejsce. Potrafi uważnie słuchać, jak B. Jemu coś opowiada albo tłumaczy. I – niestety – ale widać znaczną różnicę w zachowaniu względem nas. Niekiedy musiałam powtarzać i po kilkanaście razy: Nie ruszaj! Zostaw! Nie wolno! B. wytłumaczy, zabroni i na tym to się zazwyczaj kończy. Bo jest skuteczne. Męski autorytet. I Mój Mały Mężczyzna wie, gdzie i czego nie wolno. Bo mali chłopcy potrzebują dużych chłopców by nauczyć się odnajdować w świecie z własnym zdaniem, poczuciem własnej wartości i własnymi zasadami. Nie ma co temu zaprzeczać. I nieważne, kim dla nich ten Ktoś jest. Ważne by był blisko i dawał właściwy przykład, uczył szacunku do Mamy i dawał chociaż minimum poczucia bezpieczeństwa. 

mama-sama

3 Comments

  1. Powiem ci, że każde dziecko potrzebuje ojca 🙂 Widze po swojej córce, że bez taty jej świat jest niepełny, jak wyjedzie na delegacje to jest masakra smutku 🙂

  2. Dobrze powiedziane. Facet potrzebny jest chłopcu jako wzór. I ktoś z jego otoczenia takim wzorem powinien być

  3. Prawda dziecku potrzeba obojga rodziców. Ono jest po to aby je kochać i aby wzrastało w miłości. Mężczyzna tylko on będzie wzorem dla syna, a córka nigdy nie poczuje się królową jeżeli jej tato nie zrobi z niej księżniczki.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *