Jedenaste: nie bij!

Przemoc domowa zwykle kojarzy się z jakąś szeroko rozumianą patologią, odchyleniami od wszelkich norm, czymś co dotyka tylko margines społeczny. Na myśl przychodzi nam wówczas zatęchłe mieszkanie, o ile mieszkaniem można to nazwać, puste butelki po alkoholu poniewierające się w każdym jego kącie, banda rozwrzeszczanych dzieciaków i nie kończące się awantury o byle drobiazg – bo zupa była za słona albo nie było jej wcale.

Nic bardziej mylnego. Policyjne statystyki w miażdżący sposób rozwiewają tego typu stereotypy. Przemoc domowa dotyka na równi rodzin ze wszystkich grup społecznych, niezależnie czy są to związki formalne czy też nie, czy w grę wchodzą dzieci, czy jednym z powodów jest jakiś nałóg. I nieważne, czy ktoś znęca się nad bliską osobą w willi z basenem, odziany w garnitur szyty na miarę. Nieważne też, czy robi to zaniedbany alkoholik w bramie starej kamienicy. Ważne, że to w ogóle się dzieje. A nie powinno!

Dla przykładu: widzimy, jak sąsiadka ciągle chodzi z podbitym którymś okiem, mimo lejącego się z nieba żaru latem zakłada długi spodnie i długi rękaw, mętnie tłumaczy się: a to spadłam ze schodów, a to się potknęłam, a to drzwi mnie zaatakowały. Nie przyzna nam się, że mąż/ konkubent /  brat tłucze ją na kwaśne jabłko, gdy zbyt głośno stąpnie po podłodze. Nie powie o tym nikomu, bo wierzy – górnolotnie to zabrzmi – w lepsze jutro. Ma ono w mniemaniu ofiary nieść diametralną zmianę oprawcy w człowieka nieskalanego agresją, co graniczy z cudem, jeśli ofiara nic z tym nie zacznie robić!

Istotny fakt: pozwalając na znęcanie się nad sobą, nigdy nie doprowadzisz do zmiany na lepsze u oprawcy. Taka osoba nie wstanie tak po prostu któregoś dnia z myślą: przestanę bić, będę kimś lepszym. Aby to nastąpiło, potrzebny jest bodziec. Spakuj rzeczy i któregoś pięknego – tak, dla Ciebie pięknego!- dnia zamknij drzwi od zewnątrz i nie wracaj. Albo wcale albo dopóki nie doświadczysz wspominanej wcześniej zmiany. Zwykle takie trzaśnięcie drzwiami następuje pod wpływem impulsu. Jeśli jednak planujesz je od jakiegoś czasu – przygotuj się odpowiednio.

Przede wszystkim też konsekwentnie informuj najbliższych o Twojej sytuacji. Niech wiedzą, co dzieje się za Waszymi drzwiami. Nie broń ani nie usprawiedliwiaj oprawcy! Nie ma usprawiedliwienia na takie zachowanie! Znajdź sobie miejsce u kogoś z nich, gdzie w kulminacyjnym momencie znajdziesz schronienie, przygotuj tam zapasowe rzeczy dla siebie i dziecka/ dzieci. Zbieraj dowody. SMS-y, nagrywaj rozmowy, nagrywaj awantury – wszystko, co dowodzi temu, co Cię dotyka. Rób obdukcje. I najważniejsze – zgłoś to na policję.

* * *

Wyobraź sobie, że idziesz ulicą, wracasz sobie spokojnie z pracy do domu. Podbiega do Ciebie kilku osiłków, zaczynają rzucać wyzwiskami, powalają Cię na ziemię, kopią, plują na Ciebie a Ty leżysz – bezbronny, czujesz coraz większy strach i ból. Teraz zmieńmy perspektywę. Siedzisz sobie na kanapie przed telewizorem, chwilę wcześniej podałeś ukochanej osobie kolację, której przygotowanie zajęło Ci prawie godzinę. Sam nie jesz, nie masz ochoty. I nagle zaczyna się.

Ty tępa szmato nie umiesz podać noża?! Nie nauczyli takiego prymitywa używać sztućców?! – i wybuch agresji własnie się rozkręca. Ukochana osoba chwilę temu z Tobą rozmawiała o filmie, teraz wylewa na Ciebie całą złość, zgromadzoną w ciągu dnia. Kilka sekund później leżysz już na podłodze, bez sił do walki, pozwalasz na ciąganie za włosy, kolejne kopniaki, uderzenia. Pozwalasz na to wszystko bo nie chcesz się bronic – nie podniesiesz ręki na tak bliską osobę. Później obserwujesz spod półprzymkniętych oczu, opuchniętych od łez, jak przechodzi nad Tobą, siada przed telewizorem i wraca do jedzenia kolacji.

Całą noc nie śpisz, obserwujesz i czujesz, jak przez sen przysuwa się do Ciebie, półprzytomnie obejmuje. Czujesz bliskość i ciepło, których Ci brakuje a o które nie masz odwagi prosić. W uszach brzmią Ci wciąż słowa poniżenia, szyderstwa, bolesne niczym po stokroć wbijane igły w każdy milimetr Twojej duszy. Cierpisz w milczeniu, wiedząc, że następnego dnia przejdziecie nad tym do codzienności. Tak jakby nic podobnego nie miało miejsca. Gdy inni zapytają, dlaczego tak źle wyglądasz, odpowiesz: ciężka noc, dziecko płakało. Ewentualnie nic nie powiesz, ktoś zrobi to za Ciebie, tuszując skazy Waszej codzienności, znanej tylko Wam.

Więc… Co wolisz? Napad przypadkowych gówniarzy, którzy zabiorą Ci telefon albo portfel? Czy skatowanie przez najbliższą osobę? Co zaboli bardziej? Ty szmato! z ust ukochanego czy połamane żebra z rąk rabusia?

* * *

Był zdolny do pomawiania mnie, że go zdradzam. Najchętniej ubierałby mnie w długie spodnie, golf i zamykał w czterech ścianach – mówi Alicja*.  Groził, że się powiesi, gdy chciałam odejść. Trwało to wszystko osiem lat. Odeszłam, gdy próbował po pijaku mnie udusić – zdradza Marta*. Powiedziałam jego rodzinie, on im wmówił, że jestem złodziejką, oszustką, chorą psychicznie. Zostałam bez wsparcia a on pławi się we współczuciu, katował mnie tuż po porodzie – opowiada Magda*. Podobnych historii jest wiele. Widzimy niepokojące sygnały, słyszymy ale jak przychodzi decydujący moment – udajemy, że nic nie wiemy, bo tak łatwiej.

* * *

art. 207 Kodeksu Karnego głosi: § 1. Kto znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą najbliższą lub nad inną osobą pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy albo nad małoletnim lub osobą nieporadną ze względu na jej stan psychiczny lub fizyczny, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. § 2. Jeżeli czyn określony w § 1 połączony jest ze stosowaniem szczególnego okrucieństwa, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10. § 3. Jeżeli następstwem czynu określonego w § 1 lub 2 jest targnięcie się pokrzywdzonego na własne życie, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

________________________________________________________________________________

* imiona zmienione na prośbę czytelniczek

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top