Śpij, kiedy dziecko śpi, młoda mamo!

Jeszcze kiedy byłam w ciąży, wiele słyszałam na temat rady: śpij wtedy, kiedy śpi Twoje dziecko, odpoczynek to podstawa! Okej. Powtarzano mi to jak mantrę do czasu porodu. Później życie zweryfikowało w dość brutalny sposób sens tego powiedzenia.

Włączając telewizor, widzimy wypoczęte mamusie z roześmianymi maleństwami, w nieskazitelnej pościeli, z ułożonymi włosami i delikatnym makijażem. Sielanka. Otwierając kolorowe czasopismo podziwiamy mniej więcej to samo. Naprawdę – istna sielanka. Patrząc na to wszystko dosłownie szlag mnie trafia. Bo te obrazki nijak mają się do rzeczywistości.

Wróćmy do szarej codzienności, cofnijmy się do drugiej połowy października, kiedy to na świat przyszedł nasz Malutki. Czas spędzony w szpitalu przeze mnie i synka, Tatuś spędził u swoich rodziców. Mama zrobiła obiad, wyprała, wyprasowała, podetknęła wszystko pod nos, jak to facet – nie wpadł na pomysł, by umyć podłogi w naszym mieszkaniu czy zetrzeć kurze przed przywiezieniem maleństwa do domu. Drobiazgnie czepiajmy się, mogłam przecież dokładniej posprzątać przed pójściem do szpitala.

Po powrocie ze szpitala pierwszą moją czynnością było wypranie wszystkich rzeczy ze szpitalnej walizki. Następnie posprzątanie mieszkania, przygotowanie łóżeczka, kolacji dla nas. Kolejne dni mijały nam na jeżdżeniu do Jego rodziców, wieczorach przed telewizorem i stosunkowo krótkich nocach urozmaicanych wstawaniem do płaczącego Malutkiego.

Po dziś dzień nie wiem, dlaczego zgadzałam się na te wizyty u teściów mimo kompletnego braku sił, bólu i zmęczenia. Nie wiem też, dlaczego bez mrugnięcia okiem prałam, sprzątałam, gotowałam, będąc wdzięczna za to, że On czasami zszedł do pralni włączyć pralkę i czasem zapakował naczynia do zmywarki. Nie rozumiem też, jak to się stało, że potrafił całe noce oglądać filmy ale nie potrafił wstać, kiedy Malutki płakał. Moja wina? Przyzwyczaiłam Go do tego? Przecież mówiłam otwarcie: nie chcę, nie mam sił, jestem zmęczona. Moje słowa trafiały w nicość.

Spałam snem przerywanym w nocy, w dzień udało mi się czasem zapaść w krótką drzemkę. Może i ja zawiniłam, bo tak się dałam. Ale jak inaczej? Mieliśmy mieszkać w brudnym mieszkaniu, dziecko miało całe noce płakać opuszczone w łóżeczku a lodówka miała świecić pustkami, bo nikt nie zrobi zakupów? Wiele osób mi mówi, że On nie dojrzał do roli ojca, słyszę to nawet od dalszych członków Jego rodziny. Ale co to znaczy: dojrzeć do roli ojca?

Ciąża przecież trwa wiele miesięcy. Można znaleźć pracę, można nauczyć się domowych obowiązków, można rzucić nałóg, odłożyć pieniądze, można zrobić tak wiele! Mężczyzna, stając przed wiadomością o przyszłym dziecku powinien postawić sobie za jasny cel zadbanie o rodzinę, której dał początek. Czysto teoretycznie oczywiście. Nie mam wysokich wymagań. Pragnęłam jakiejkolwiek pracy, jakiejkolwiek pomocy, jakiegokolwiek dobrego słowa, jakiegokolwiek cienia odpowiedzialności – to tak wiele? Chociaż jeden dzień nie martwić się o wszystko za nas dwoje.

Drogie przyszłe i obecne mamy – nie dajcie się zwariować! Przerzućcie część obowiązków na bliskie Wam osoby. Nie miejcie wyrzutów sumienia. Podobno ciąża to najpiękniejszy okres w życiu kobiety, podobno powinno się wówczas chronić kobietę z całych sił. Podobno. Domagajcie się tego- szczęśliwa i wypoczęta mama to szczęśliwe dziecko!

mama-sama

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *